Nemrod Kociewia – Adam Hlebowicz

Podobno Nemrod był najsławniejszym myśliwym na ziemi. Znanym nie tylko w swojej Mezopotamii, gdzie panował, ale w całym starożytnym świecie.

REKLAMA


Myśliwy, żeby zdobyć trofeum, musi być doskonałym tropicielem. Chodzić po śladach, umieć rozpoznać jedne od drugich, nie dać się nabrać na przykład wilkom, które stosując tzw. sznurowanie potrafią iść całą watahą po jednym śladzie, który wytycza przewodnik. Tropienie nie jest łatwą sprawą. Wymaga cierpliwości, doświadczenia, znajomości terenu, po którym nemrod się porusza.
Wytrawnym tropicielem – nemrodem Kociewia – jest od lat Tadeusz Majewski. Jego dwie książki reportażowe „Przeplotnia” i „Oj, oj ojczyzna” stały się kanonami współczesnych prób opisania kociewskiej rzeczywistości. Choć on sam urodził się w Lęborku, a studia ukończył w Toruniu, to od lat jest związany ze Starogardem Gdańskim, czyli miejscem, skąd bodaj najlepiej widać Kociewie. Bo wiadomo, że były, są i będą spory, gdzie ta stolica Kociewia się znajduje. Swoje w tej sprawie do powiedzenia ma Tczew, od pewnego czasu aspiruje do tej roli Świecie, ale Starogard, najbardziej centralnie usytuowany z tych miast na etnograficznym Kociewiu, ma do tego oglądu bodaj najlepszą perspektywę. I nemrod Majewski to usytuowanie doskonale wykorzystuje. Ostatni plon jego tropienia to nieduży tom reportaży „Starsza pani pilnuje. O Kociewiu niewygnanym z pamięci”. Podtytuł książki wiele wyjaśnia. Były kraje, krainy, ba, niekiedy całe imperia, po których została tylko pamięć historyczna, zapisana w podręcznikach i dostępna na lekcjach historii. Tadeusz Majewski pisze zaś o pamięci żywej, tej, która pozwala na co dzień mówić nieco odmiennym językiem o obyczajach i niedalekiej przeszłości, które powodują naturalną dumę z tego, że jest się stąd, tu się wychowało i dalej poniosło w świat. Szuka granic Kociewia, planuje trochę ironicznie utworzenie Zrzeszenia Kociewsko–Pomorskiego na Kaszubach, odkrywa stare, nieznane zapiski utrwalające język miejscowy, jeździ, rozmawia, szpera.
Jak to wytrawny myśliwy, ma ucho odpowiednio nastawione, łapie każdy oryginalny dźwięk. I to mu się udaje: „lejć twytwarem po faryna”; „nikt mnie okrad, a teraz mnie okredli, nawet psierzyny wziani”; „ja pszczołami narabiam”; „byłam nańcowjita”. Piękne, tylko pozazdrościć słuchu!
Są też i magiczne nazwy miejscowości: Kranek, Huta Kalna, Wolental i wszystkie Bukowce, właściwie Bukówce, których tutaj jest naprawdę sporo. Sam jestem kolekcjonerem i miłośnikiem tych nazw, więc je z pietyzmem tu przywołuję i zarazem żałuję, że nie byłem świadkiem tych rozmów, które autor przeprowadził, nie słyszałem tej niepowtarzalnej kociewskiej gwary i nie spotkałem tych ludzi, których już wielu nie ma z nami, ale żyją w niekończącej się opowieści nemroda Majewskiego.

Adam Hlebowicz


„Pielgrzym” 2016, nr 4 (684), s. 5


Udostępnij ten artykuł:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.