Amen – ks. Janusz Chyła

W modlitwie i liturgii Kościoła występuje kilka słów pochodzących z języka hebrajskiego, które spotykamy zarówno w Starym, jak i Nowym Testamencie. Należy do nich Hosanna, będące zawołaniem wyrażającym uwielbienie i radość, a także prośbę do Boga o pomoc. Kolejnym jest Alleluja – zwrot nawołujący do wychwalania Boga. I najczęściej używane Amen, które dosłownie tłumaczymy jako potwierdzenie – „niech się stanie”.

REKLAMA

Amen ma ten sam rdzeń w języku hebrajskim, co słowo „wierzyć”. Wiara dla Narodu Wybranego nie była koncepcją teoretyczną, intelektualnym przeświadczeniem o istnieniu Boga. Ale nade wszystko doświadczeniem Jego mocy i działania w konkretnych faktach życia. Wierzyć w takim rozumieniu to być zanurzonym w historii zbawienia, której inicjatorem jest Bóg.

Nicejsko-konstantynopolitański symbol wiary, który jest syntetycznym zapisem podstawowych prawd, wokół których koncentruje się życie Kościoła, jest nade wszystko wyrazem stwórczej i zbawczej miłości Boga. Pierwsze słowo symbolu – wierzę, i ostatnie – Amen, są jak dwie klamry, które spinają całość. Na jej strukturę składają się dar i zadanie.

Gdy podczas liturgii wyznajemy wiarę, to wpierw odnawiamy przymierze, które zawarł z nami Bóg podczas chrztu świętego. Wówczas otrzymaliśmy od Kościoła symbol jako część przełamanej pieczęć (greckie słowo symbolon oznacza połowę przedmiotu, który w zestawieniu z drugą połową stanowi znak identyfikacji), którą mamy dopełnić drugą częścią – życiem ukształtowanym na miarę daru. Mówiąc Amen, potwierdzamy, że chcemy czynami wyznawać prawdę wyrażaną ustami. Liturgiczne Amen ma być zatem dopełnione przez amen życiowe. Najpełniej zrealizowało się to w Jezusie Chrystusie. On całym sobą wypowiada Boże Amen wobec nas i ludzkie amen wobec Boga.

ks. Janusz Chyła

„Pielgrzym” 2017, nr 5 (711), s. 8-9

Udostępnij ten artykuł:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.