Na skrzydłach wiary i rozumu – ks. Wiesław Mering

14 dzień września 1998 roku zapisze się złotymi zgłoskami w dziejach filozofii: Jan Paweł II podpisał encyklikę „Fides et ratio”, poświęconą roli jaką pełnią wiara i rozum w osiąganiu przez człowieka prawdy. Kilkanaście tygodni, które minęły od ukazania się papieskiego dokumentu przyniosły dziesiątki komentarzy, omówień, prezentacji zamieszczonych nie tylko w katolickiej prasie.

REKLAMA

Dlaczego takie zainteresowanie papieską wypowiedzią?

Jednym z powodów jest zapewne fakt, że wypowiada się papież, który sam jest filozofem, a zatem doskonale zna materię, którą omawia. Jeszcze jednak ważniejsze jest to, że Ojciec Święty z przejmującą konsekwencją, od pierwszych dni swego pontyfikatu, podejmuje zagadnienie prawdy w życiu człowieka, określając go nawet jako: „Byt szukający prawdy”. Otóż zdaniem Jana Pawła II właśnie wiara i rozum, teologia i filozofia są jakby skrzydłami, które unoszą człowieka ku kontemplacji prawdy (n. 1).

Problem stary jak chrześcijaństwo

W tym miejscu powinniśmy sobie uświadomić, że przedstawiony wyżej problem wzajemnego odniesienia wiary i rozumu jest stary jak samo chrześcijaństwo i już w II wieku pojawiają się pierwsze próby jego określenia. Z nową siłą zagadnienie to wyrosło w sporze tzw. dialektyków i antydialektyków z XI wieku. Ci pierwsi nie cenili żadnej prawdy nie popartej autorytetem ludzkiego intelektu; ci drudzy widzieli źródło prawdy wyłącznie w Objawieniu. Pierwsi zatem ufali przede wszystkim filozofii; drudzy natomiast tylko teologii; pierwsi doprowadzili wkrótce do bardzo poważnych błędów dogmatycznych (np. Berengariusz z Tours, który przeczył realnej obecności Chrystusa w Najświętszym Sakramencie), drudzy radzili „wyszarpać za włosy” służebnicę teologii, czyli właśnie filozofię.

Dla rasowych filozofów i teologów, a dodajmy, że w średniowieczu na ogół wybitni teologowie byli też znakomitymi filozofami – dla prawdziwych zatem miłośników filozofii czy teologii, oba stanowiska grzeszyły skrajnością i były nie do przyjęcia. W tymże XI wieku, św. Anzelm, biskup Canterbury (niedaleko Londynu), rozwiązał spór modelowo: wierzyć trzeba ze zrozumieniem; rozumieć należy po to, aby móc uwierzyć. Takie też było stanowisko scholastyki w jej najlepszych wiekach, czyli od XI do XIII: obie dziedziny wiedzy, oba źródła poznania powinny harmonijnie ze sobą współpracować, powinny się wspierać, pomagając człowiekowi w odkrywaniu prawdy!

Jednak już pod koniec XIII stulecia, a zwłaszcza w wieku XIV i XV, zaczyna się problem: Duns Szkot, a jeszcze wyraźniej Wilhelm Ockham, ograniczają rolę filozofii w poznawaniu prawdy. Większość prawd wiary znalazła się poza zasięgiem ludzkiego intelektu. Należy wierzyć, owszem, ale nie ma powodu, żeby próbować rozumieć wiarę.

To właśnie te poglądy stały się początkiem kryzysu, jaki dotknął przede wszystkim teologię, ale także filozofię pod koniec Średniowiecza. Oczywiście, nigdy nie zabrakło ludzi, którzy widzieli konieczność harmonijnej współpracy obu dziedzin, ale problemem stało się także samo uprawianie filozofii. W nowożytności, ogarnięta nieuzasadnioną pogardą wobec dorobku wcześniejszych pokoleń, zerwała z tradycją, kierując się – już w Renesansie – ku zagadnieniom praktyczno-etycznym, a od czasu Kartezjusza bardziej ku problematyce podmiotowej niż przedmiotowej. Kant i jego XIX-wieczni zwolennicy skierowali filozofię w stronę teorii poznania z jednoczesną pogardą wobec metafizyki. Ten sam XIX wiek, pełen sukcesów i osiągnięć w dziedzinie techniczno-przyrodniczej podpowiadał, że także filozofię należy oprzeć na naukach szczegółowych.

Na tym tle ważne upomnienie popłynęło ze strony Kościoła. Leon XIII, w 1879 roku, w encyklice „Aeterni Patris”, przypomniał nieodzowność filozofii w studium teologii. Po ponad stu latach podobnie zabrzmiał głos Jana Pawła II.

W tym samym XIX wieku właśnie w rozumie, filozofii zaczęto widzieć narzędzie, które ostatecznie miało zniszczyć religię, teologię, samego Boga. Scjentyzm zaś, z przełomu XIX i XX wieku, propagował wiarę tylko w to, co dawało się zmierzyć, zważyć, dotknąć, sprawdzić. Z pewnością Bóg, religia, teologia, metafizyka nie poddawały się temu mierzeniu, dlatego należy je odrzucić jako wsteczne, konserwatywne, przestarzałe. Wydawało się, że rozum i wiarę dzieli przepaść, której już nikt nie zasypie. Dlatego nawet w teologii pojawiły się syntezy oparte na naukach ścisłych, wybieranych w miejsce filozofii.

I znów: kiedy okazało się, że wszechmoc rozumu wcale nie jest nieograniczona, pojawiły się, w drugiej połowie XX wieku, pokusy zwątpienia w naukę. Najpierw strukturalizm z teoriami, w których w ogóle niepotrzebny był człowiek, a potem postmodernizm – dokładnie odcinający się od zaufania w potęgę rozumu typowego dla XVIII-wiecznego czasu Oświecenia.

Kilka ważnych konstatacji

Tak wygląda mniej więcej sytuacja, w której pojawiła się encyklika Jana Pawła II. Wybierzmy z „Fides et ratio” kilka najbardziej typowych twierdzeń.

1. Papież nie ma wątpliwości, że człowiek potrzebuje filozofii. Więcej, określa ją nawet jako jedno z najwznioślejszych zadań ludzkości (n. 3). Dlaczego? Bo filozofia odpowiada człowiekowi na pytania, które dręczą go niezależnie od miejsca, jakie zajmuje na ziemi i od czasu, w którym żyje. Są to pytania prawdziwie nieśmiertelne, a dotyczą sensu ludzkiego istnienia, śmierci i nadziei nieśmiertelności, cierpienia, problemu dobra i zła. To na te pytania próbowały odpowiedzieć różne filozofie, w różnych ludzkich kulturach. Ponieważ pytania nie stracą nigdy swojej aktualności, dlatego i filozofia zawsze będzie dla człowieka ważna, choćby niektórzy przedstawiciele tej dyscypliny ogłaszali jej wyczerpanie, śmierć, koniec.

2. Nie każdy jednak typ filozofowania prowadzi do odkrycia prawdy. Istnieje bowiem rozmaity typ refleksji określany jako filozofia i nie każdy ma u źródeł zachwyt, zdumienie, zaciekawienie rzeczywistością. Jan Paweł II widzi szczególnie uprzywilejowane miejsce dla takiej refleksji filozoficznej, która stanowi „kontemplację tego, co stworzone” (n. 4). Powinniśmy dopowiedzieć, że Papież odwołuje się do klasycznie rozumianej filozofii, która bierze swój początek w wysiłku starożytnych Greków.

3. Dla Ojca Świętego sercem filozofii jest problematyka metafizyczna. Nie było jeszcze dokumentu papieskiego, który z taką mocą podkreślałby wagę metafizycznej refleksji. I nie jest to akcent przypadkowy z co najmniej dwóch powodów. Najpierw dlatego, że metafizyka została skutecznie ośmieszona i często rozumie się dzisiaj przez nią zajmowanie sprawami nieuchwytnymi, niesprawdzalnymi, dotyczącymi raczej sfery nadprzyrodzonej niż rzeczywistości. Tymczasem Papież, sięgając do klasyków, zwłaszcza do myśli samego św. Tomasza, przypomina, że dokładnie rzeczywistość jest przedmiotem metafizyki! Przeczytajmy np. 83 czy 97 punkt encykliki: filozofia bez metafizyki staje się nieprzydatna dla teologii!

4. Filozofia zostaje określona w dokumencie papieskim jako „nieodzowne narzędzie ewangelizacji” pomagające „rozumieć wiarę i przekazywać Ewangelię” (n. 5). Już ten sam fakt przemawia wystarczająco dobitnie za koniecznością filozoficznego dokształcenia! Dlaczego? Bo filozofia otwiera człowieka na prawdę, dobro i piękno rzeczywistości. Jest to wprawdzie prawda, dobro i piękno skończone, ograniczone, ale kierujące tym samym w stronę Bytu Absolutnego, gdzie wartości te realizują się w pełni.

5. Współczesna refleksja filozoficzna powinna się dokonywać w pełnej harmonii, czy przy znajomości dotychczasowego dorobku w tej dziedzinie. Można sobie wyobrazić, że pojawią się w związku z tym zarzuty, że Papież chce „narzucić” nam myślenie średniowieczne, chce zatrzymać czas!

Nic bardziej błędnego! Myśl filozoficzna jednak rozwija się i doskonali od wielu już wieków i znajomości jej historii domaga się, jak mówi Jan Paweł II, „uznanie wartości dziedzictwa kulturowego, należącego do wszystkich ludzi” (n. 85). Autor encykliki jest przekonany, że prawda się nie starzeje wraz z mijającym czasem, a to co nowsze niekoniecznie musi być lepsze – w każdym razie w dziedzinie ludzkiego ducha, bo inaczej rzecz się przedstawia w dziedzinie techniki.

6. „Mistrzem sztuki myślenia” określa papież św. Tomasza z Akwinu. Ciekawe przy tym, że pierwszym argumentem za takim określeniem jest dialog, jaki Tomasz prowadził z myślą arabską i żydowską. Tym samym bowiem Tomasz okazuje się otwarty na prawdę, gdziekolwiek by ona się nie znajdowała. Dlatego Akwinata mógł kiedyś powiedzieć, że: „Filozofii uczymy się nie po to, by dowiedzieć się, co myślą ludzie, lecz jaka jest prawda”! Drugim zaś argumentem jest podkreślanie przez Tomasza harmonii między wiarą a rozumem.

7. Papież przestrzega również przed niebezpieczeństwami grożącymi filozofii, a tym samym i teologii. Wymienia ich kilka (n. 86-91).

Uderza przy tym stosunkowo łagodne podejście do postmodernizmu, który zasługuje na uwagę (n. 91). Czy Papież wydaje się podzielać do pewnego stopnia przekonanie przedstawicieli tego kierunku umysłowego, że rozum ubóstwiony nie spełnił swojej roli? Czy bogini Rozumu, intronizowana kiedyś w katedrze Notre Dame w Paryżu, poniosła klęskę, jak głoszą postmoderniści?! Jan Paweł II wydaje się podzielać to przekonanie. To, co ograniczone, ludzkie, przygodne – nie powinno przebierać się w szaty boskie, absolutne. Człowiek ma sam z siebie wystarczająco wiele godności, zdolności, możliwości poznania. Nie musi udawać Boga. To z tego przekonania wypływa wspomniana łagodność papieża wobec postmodernizmu, z równoczesnym pełnym zaufaniem do intelektualnych możliwości poznawczych człowieka!

Refleksja końcowa

Wskazałem kilka zaledwie problemów wynikających z encykliki „Fides et ratio”. Dobrze, że w zamęcie kończącego się wieku, w dobie walących się autorytetów, rosnących irracjonalizmów, zabrzmiał głos Głowy Kościoła, przypominający wagę refleksji filozoficznej, stanowiącej dorobek ludzkiego intelektu. Dobrze, że ta refleksja została potraktowana jako obrona godności człowieka i równocześnie narzędzie nowej ewangelizacji (n. 102). Dobrze wreszcie, iż została nam przypomniana prawda, że filozofia wiedzie w kierunku prawdy, dobra i mądrości: „Tylko wówczas, gdy człowiek postanowi zakorzenić się w prawdzie budującej swój dom w cieniu Mądrości”, tylko wówczas naprawdę „urzeczywistni swoją wielkość” (n. 106). Temu zadaniu także ma służyć filozofia!

ks. Wiesław Mering

„Pielgrzym” 1999, nr 2 (238), str. 5-6
Fot. Pixabay

Udostępnij ten artykuł:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *