Zazwyczaj pierwsze słowo wypowiadane przez dzieci na całym świecie to właśnie „mama”. Dzieje się tak nie bez przyczyny. O wyjątkowej roli matki w życiu każdego człowieka opowiada Karina Mucha, psycholog z Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu, w rozmowie z Mają Przeperską.


– W zeszłym roku amerykański magazyn National Geographic za najbardziej wpływową kobietę na świecie uznał Maryję, która przede wszystkim była Matką Jezusa.

– To przecież ona pozwoliła mu być tym, kim miał się stać. Myślę, że wielkie znaczenie ma to, że Maryja przyjęła swoje dziecko z wielką radością, pokojem, nie pytając o nic więcej. W sytuacji dla niej bardzo trudnej i niewygodnej przyjęła swoją rolę z całą otwartością. Matka Jezusa jest tą osobą, która najpiękniej, najpełniej – z punktu widzenia psychologicznego – potrafiła budować więź, która jest podstawą naszego zdrowia, dobrostanu, pewności, że jesteśmy kimś w świecie, że mamy po co żyć.
Jeżeli na samym początku zostanie to zaburzone, zabraknie bliskości, czułości i miłości, niezwykle trudno ten dystans potem nadrobić. Dawanie miłości jest budowaniem przywiązania i tworzeniem więzi, czyli poczucia bezpieczeństwa u dziecka. Maryja jako ta wpływowa kobieta najpełniej potrafiła to zrealizować. Bezwarunkowa miłość powoduje także dalsze konsekwencje, dzięki niej właśnie dziecko może się rozwijać. I tu doskonały przykład Jezusa – mógł być tym, kim chciał czy też miał być. Mało tego – matka poprzez prawdziwe budowanie więzi pozwala osobie przywiązanej na to, żeby robiła to, co jest dla niej ważne, nawet w sytuacji, kiedy nie zawsze to rozumie, nie zawsze się na to zgadza i w pełni akceptuje. Zatem Maryja miała jeszcze jedno bardzo ważne zadanie, które pięknie zrealizowała. Potrafiła pozwolić swojemu synowi się od niej oderwać. A to jest bardzo trudne dla każdej matki. Osobie, która wychowuje, nie jest łatwo zaakceptować fakt, że osoba, która podlega wychowaniu, rozwija się, zmienia i w pewnym sensie odrzuca swojego opiekuna. To naturalny proces i znak, że człowiek staje się samodzielny. Niestety dużo zaburzonych relacji pomiędzy mamami a dziećmi polega na tym, że matka w pewnym momencie nie pozwala na odcięcie i samodzielne życie.
Maryja, nie dość, że była pięknym wzorem przywiązania i opieki, to jeszcze potrafiła dostrzec, w którym momencie powinna się usunąć. To jest szczyt poświęcenia, bo wiąże się z ogromnym cierpieniem, niezaspokajaniem własnych potrzeb bliskości z drugą osobą, tylko potrzeb dziecka. Bardzo pozytywne jest to, że w dzisiejszym świecie, pędzącym i rozintegrowanym, to właśnie Maryja została przedstawiona jako wzór i przykład wpływowej kobiety.

– Maryja jest tu w pewnym sensie symbolem, bo w życiu każdego człowieka matka odgrywa ogromną rolę.
– Od mamy zależy zrealizowanie naszych podstawowych potrzeb, które decydują o tym, na ile będziemy zdrowymi ludźmi. Zdrowymi w sensie i fizycznym, i psychicznym, i duchowym. To, co mama da nam na początku – wraz ze swoim ciałem, emocjami, psychiką – jest najcenniejsze. Gdy dziecko czuje się bezpiecznie, towarzyszy mu brak lęku albo inaczej – posiada umiejętność radzenia sobie z tym lękiem, który przecież jest obecny w świecie. Mamy budują u dzieci najważniejszy konstrukt, polegający na tym, że będą one silnymi, dobrymi ludźmi.

– W pierwszych miesiącach życia to właśnie od mamy dziecko uczy się miłości, która jest gwarantem poczucia bezpieczeństwa. Według Ericha Fromma miłość ta uważana jest za najświętszą ze wszystkich uczuciowych więzi.
– Ona jest też najświętsza nie tylko na poziomie uczuć, ale też czystej biologii. Dziecko musi czuć ją swoim całym ciałem. Głaskanie po główce, po rączkach, mycie, przewijanie, ssanie piersi to niezwykle ważna część budowania przywiązania bezpiecznego, tworzenia takiej relacji, w której dziecko otrzymuje troskę, opiekę, akceptację – wszystko to, co pomoże mu stworzyć silną psychikę, silnego człowieka.

– A czy my, kobiety, zdajemy sobie sprawę z tego, jak wielki drzemie w nas potencjał?
– Prawda jest taka, że z tym małym człowiekiem można zrobić właściwie wszystko. Kobieta ma naturalny instynkt, który powoduje wytwarzanie się odpowiednich hormonów, sprawiających, że przywiązanie do dziecka jest bardzo duże. Posiadamy też znacznie więcej niż mężczyźni neuronów lustrzanych, takich struktur mózgu, które powodują, że jesteśmy wrażliwsze i łatwiej rozpoznajemy bodźce innej osoby, w tym wypadku dziecka. Dzięki nim jesteśmy w stanie zaspokoić jego potrzeby. Jest to niejako wpisane w naszą strukturę. Ta wielka moc polega na tym, że dziecko przy mamie ma wszystko to, czego najbardziej na świecie potrzebuje, żeby stać się człowiekiem.

– A kiedy kobieta staje się matką? Dzieje się to od razu w momencie porodu czy może jest to dłuższy proces?
– Myślę, że z jednej strony, na poziomie biologicznym, instynktownym, jest to coś bardzo naturalnego, natomiast na pewno nie jest tak, że nie można się jeszcze czegoś nauczyć. Niegdyś w rodzinach bardzo tradycyjnych najmłodsze kobiety, które rodziły dzieci, dostawały całą wiedzę i doświadczenie od swoich mam i babek. One znajdowały się w otoczeniu kobiet i nawzajem w bardzo naturalny sposób się od siebie uczyły. Dzisiaj jest to utrudnione, chociażby ze względu na to, że mieszka się w innych miejscowościach i nie ma już rodzin wielopokoleniowych, które robiły bardzo dużo dobrego. Kobieta jest w pewnym sensie bardziej zagrożona. Jednak naturalną cechą mamy jest szukanie tych wszystkich rzeczy, które mogą jej pomóc, wesprzeć ją jako matkę i dodatkowo pomóc jej dziecku, jak najlepiej się rozwijać.

– To wymarzona sytuacja, gdy wsparcie dostajemy od naszej mamy lub babci, pod warunkiem, że relacje te są właściwe. Jednak nie zawsze mamy dobre wzorce, co wtedy?
– Oczywiście każda relacja może mieć swoją antyrelację. Wszystko, co jest dobre na tym świecie, piękne i prawdziwe może się zdegenerować. Są mamy, które przez swoją toksyczność, zaborczość albo przez to, że ich nie było blisko dzieci, raniły je. Ale i to zawsze ma swoją przyczynę i ona jest bardzo istotna. Te kobiety również musiały doznać wcześniej takich zranień i takiego bólu, dlatego nie nauczyły się tego, co jest naturalne – oddania, opieki, tworzenia bezpieczeństwa. W takich relacjach młode mamy szukają pomocy u kogoś innego, starając się tym samym izolować dziecko przed tym złem, którego one same doświadczyły. Co ciekawe, w momentach, nazwijmy to, przełomowych bardzo się to różnicuje. Czasami córka dopiero wtedy jest w stanie porozumieć się ze swoją własną mamą, kiedy będzie miała swoje dziecko. Nic więc nie jest jednoznaczne. Okazuje się, że nowo narodzone dziecko może generować większą więź córki z matką. I to jest bardzo pozytywne.

– A czy zdarza się tak, że przenosimy złe wzorce na relację z własnym dzieckiem nawet wtedy, kiedy tego nie chcemy?
– Tak się niestety dzieje. Nawet przy bardzo wysokiej refleksyjności. To znaczy – na przykład jeżeli chcemy wychować dzieci zupełnie odwrotnie niż sami byliśmy wychowywani albo skoro moja mama nie dała mi czegoś dla mnie istotnego, to ja dam mojemu dziecku wszystko, czyli zrobię kompensację swoich braków i jednocześnie obdarzę tym dziecko. Próba nadrobienia tego, co wydawało mi się złe u moich rodziców, przybiera często niebezpieczną formę i trzeba bardzo na to uważać.

Natomiast czy można powiedzieć, że przenosimy swój dom? Absolutnie tak. To wszystko, co w nas jest, to, jacy jesteśmy, jest kwestią naszej przeszłości, która jest bardzo silnie związana z rodziną, również jeżeli są to doświadczenia bardziej lub mniej negatywne, oraz całej naszej pracy nad sobą, samokontroli, rozwoju nas samych. W związku z tym te dwie rzeczy się ze sobą łączą w tym, że później jesteśmy takimi, a nie innymi rodzicami. Więc jeżeli działamy przez zaprzeczanie, to jest to schemat trudniejszy i gorszy dla jednostki niż zaakceptowanie naszej przeszłości i bycie sobą w wychowywaniu dzieci, bez udowadniania sobie niczego na siłę.

– Czyli akceptacja to klucz do sukcesu?
– Dokładnie. Ona jest czasami bardzo trudna, bo każdy człowiek jest inny, w tym przejawia się całe jego piękno, ale też bardzo wielkie zróżnicowanie. Na pewno akceptacja samego siebie w tym, że jest się rodzicem i wyszło się z roli dziecka, jest bardzo ważna.

– Na czym powinno jeszcze opierać się dobre wychowanie?
– Przede wszystkim na tym, żeby podążać za dzieckiem, czyli starać się, jak najlepiej, jak najpełniej po prostu z dzieckiem być. Najważniejsze dla dziecka nie są ani drogie zabawki, ani to, że rodzic robi niesamowitą karierę i zaspokaja wszystkie jego potrzeby
fizyczne, ale to, że rodzic z tym dzieckiem jest. Jest dla TEGO dziecka. Najpiękniejszą i największą, i najważniejszą rzeczą, którą mu dajemy, jest czas. Każdy z nas ma tak zwany emocjonalny głód, jeśli nie zostanie on zaspokojony, rodzi się później bardzo wiele problemów. Dziecko ma naprawdę bardzo dużo potrzeb. Oprócz bezpieczeństwa, które jest podstawą, odczuwana jest także potrzeba przynależności, określania własnej tożsamości. Dziecko musi być bardzo długo z mamą, tatą czy rodzeństwem, żeby w pewnym momencie móc powiedzieć o sobie, że ja to jestem ja, a oni są kimś innym, ale jesteśmy razem, bo tworzymy rodzinę. Żeby to u dziecka zbudować, naprawdę potrzebujemy przestrzeni czasu dla siebie. Niezbędna w rozwoju jest też akceptacja, to, że jesteśmy dla kogoś ważni, że to, co robimy, liczy się dla kogoś, że ktoś to w ogóle obserwuje – bez względu na to, czy mamy krzywą nogę lub inne ułomności, mamy kogoś, kto zawsze będzie w nas wierzył. Istnieje też potrzeba bycia ważnym, docenianym i podziwianym. Szczególnie wtedy, kiedy kształtuje się poczucie własnych kompetencji. Rodzic ma również piękne zadanie wyznaczania granic i samokontroli. Uczenia logiki życia w świecie, zachowań na poziomie emocjonalnym. Przez tłumaczenie dziecku świata, bycia z tym dzieckiem te granice tworzą się w naturalny sposób. Wystarczy być sobą – ja zintegrowanym.

– Żeby to wszystko dziecku dać, kobieta sama musi czuć się spełniona. Czy szczęśliwa mama to przede wszystkim szczęśliwa żona?
– Kobieta i mężczyzna są nastawieni na siebie i dlatego dają życie. Potem razem wychowują dziecko, czyli tworzą mu bezpieczną bazę. I to jest zadziwiające, ale rodzice, którzy poświęcają się dla niego, oddają mu coś swoim kosztem, wcale nie wychowują dziecka szczęśliwszego. Ważniejsze jest to, żeby dziecko brało poczucie bezpieczeństwa z miłości mamy i taty, z tego, że oni mają dla siebie czas, okazują sobie czułość, wzajemnie się szanują. Wielkim zagrożeniem jest, gdy ojciec nie ma czasu dla swojej żony i odwrotnie. Oni muszą co jakiś czas spotykać się tylko dla siebie. Kiedy tego nie ma, dziecko od razu szybko to wyczuje i zaczynają tworzyć się problemy wychowawcze, dlatego że przestaje ono czuć bezpieczeństwo.
Niestety, dzisiaj pomimo tego, że mamy bardzo wiele wspaniałych rodzin i wspaniałych relacji mężczyzn i kobiet, dzieci z tak zwanych rozbitych rodzin albo takich, które się wychowują bez ojca, jest coraz więcej. Wychowują się głównie z matkami, bez wzorca męskiego, przez to również mama ma osłabione własne poczucie bezpieczeństwa, a z tego powodu daje też mniej bezpieczeństwa swoim dzieciom.

– Kobiety chcą także spełniać się zawodowo, nie rezygnując przy tym z macierzyństwa. Kim jest dzisiaj „Matka Polka”?
– Model matki polki o tyle zmienił, że nie musi ona być już taka „perfekcyjna”. Może być zmęczona, zła, może sobie z czymś nie radzić i to nie jest złe, nie sprawia, że jest niewartościową matką. Taki trochę sztucznie wytworzony model matki jako tej wyjątkowej, cudownej, nieomylnej był na tyle sztuczny, że w tych czasach kobiety wolą być po prostu wystarczająco dobre. Nie – idealne, bo coś takiego w przyrodzie nie istnieje.

– Bez względu na wszystko mama kojarzy się z miłością bezwarunkową, ale zdarzają się i takie sytuacje, gdzie matka nie spełnia swojej funkcji w należyty sposób  i nie chce z tej roli zrezygnować.

– Tak, bo dziecko w tym momencie staje się jej jedynym sukcesem, jedynym poczuciem spełnienia i szczęścia. I całą swoją energię, która w normalnej relacji partnerskiej byłaby przeniesiona właśnie na męża, zostaje niejako przerzucona na dzieci. Nie można oczywiście generalizować. To nie jest tak, że osoba, która samotnie wychowuje dzieci (z różnych powodów) od razu stworzy patologię. Te sytuacje zagrażające zależą bardziej od czynników osobowościowych i od sposobu tworzenia relacji niż tego, że ktoś wychowuje dziecko sam czy nie. Jasne, że najlepszą sytuacją dla dziecka jest wychowywanie dziecka we wzajemnej miłości rodziców, ale czasem nie ma się na to wpływu.

– A czy już od pierwszego spotkania mamy z dzieckiem tuż po porodzie i wytworzeniu się więzi w tym najwcześniejszym okresie zależą późniejsze doświadczenia życiowe dziecka?
– Potwierdzam w stu procentach. Już w czasie porodu, od pierwszego krzyku dziecka, a właściwie jeszcze na długo przed, tworzy się niesamowita, niezatarta, bardzo silna więź i relacja przywiązania. Na tym przywiązaniu dziecko buduje później swoje życiowe bezpieczeństwo.

– Jak się to przejawia już w dorosłym życiu?
– Bardzo różnie. Dlatego, że bardzo istotnym momentem relacji matka–dziecko jest okres odcięcia pępowiny, czyli tego, że dziecko musi się stać samodzielne. To jest absolutnie konieczne. Może mieć to czasem bardzo dramatyczny przebieg. U niektórych następuje ono bardzo szybko, w wieku 15–16 lat, u niektórych koło czterdziestki. Pozwolenie na samodzielność jest wielką sztuką. To właśnie zrobiła Maryja, cierpiąc i rozważając wszystko w sercu. Zatem odcięcie psychiczne jest szalenie istotne, umiejętność tę powoduje bezpieczne przywiązanie, które rodzi się, gdy dziecko przychodzi na świat. Natomiast później, szczególnie w sytuacji, kiedy to samodzielne życie się stabilizuje, wraca się do rodziców. Zwłaszcza wtedy, kiedy ma się własne dzieci. Jest to już jednak relacja innego typu – również bardzo mocna i bardzo silna. Tak, że rola mamy jest całościowa, a najważniejsze dwa etapy to tworzenie bezpieczeństwa, a potem pozwolenie dziecku na emocjonalne odejście.

– Jak więc wychować szczęśliwego człowieka?
– Być z nim, być dla niego i kochać go. To wszystko.


Fot. M. Przeperska


„Pielgrzym” 2016, nr 11 (691), s. 14-17


Zazwyczaj pierwsze słowo wypowiadane przez dzieci na całym świecie to właśnie „mama”. Dzieje się tak nie bez przyczyny. O wyjątkowej roli matki w życiu każdego człowieka opowiada Karina Mucha, psycholog z Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu, w rozmowie z Mają Przeperską.