Poślubiona nauce – Jan Hlebowicz

Gdyby nie ona, nie moglibyśmy dzisiaj w Zamku Królewskim w Warszawie podziwiać dwóch wielkich dzieł Rembrandta. Była wybitnym historykiem sztuki, żołnierzem Armii Krajowej, więźniarką niemieckiego obozu koncentracyjnego Ravensbrück.

REKLAMA

Hrabina Karolina Maria Adelajda Franciszka Ksawera Małgorzata Edina Lanckorońska żyła aż sto cztery lata, w tym prawie sześćdziesiąt na emigracji. „Czy oddanie wszystkich sił temu, co się najbardziej kocha, jest zasługą? Myślę, że nie. Moją ziemską boginią jest nauka polska, przyszło mi jej służyć w sposób różnorodny, zależny od zmiennych losów ojczyzny” – mawiała.

Pierwsza kobieta z habilitacją

Urodziła się 11 sierpnia 1898 roku w Buchbergu w pobliżu Garsu w dolnej Austrii jako córka hrabiego Karola Lanckorońskiego i Małgorzaty z domu von Lichnovsky. Podczas I wojny światowej była sanitariuszką. Opiekowała się rannymi polskimi żołnierzami w zakładzie ufundowanym przez jej ojca. Po ukończeniu gimnazjum studiowała historię sztuki na Uniwersytecie Wiedeńskim. Przez kilka lat mieszkała również w Rzymie, gdzie pracowała w Sekcji Naukowej Polskiej Akademii Umiejętności. W 1926 roku obroniła doktorat, analizując „Sąd Ostateczny” Michała Anioła – wielkie dzieło swojego ulubionego artysty. Kontynuowała badania w Wiecznym Mieście. „Można wyróżnić dwa główne tematy z tego wielkiego działu historii sztuki, dookoła których skupiały się zainteresowania Lanckorońskiej: początek malarstwa barokowego, sięgający czasów Michała Anioła, Tintoretta i innych, oraz pełny rozwój malarstwa ściennego. Może najsilniejszy wyraz uzyskał on w monumentalnej dekoracji kościoła jezuickiego Il Gesù w Rzymie. Wykonał ją artysta Gaulli z Genui, zwany Baciciccio” – mówił prof. Władysław Podlacha. W 1935 roku, już w niepodległej Polsce, na podstawie pracy „Dekoracja kościoła del Gesù w Rzymie na tle rozwoju baroku w Rzymie” Lanckorońska habilitowała się na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Tym samym była pierwszą kobietą, która uzyskała habilitację na lwowskiej uczelni. Do 1939 roku kierowała Katedrą Historii Sztuki. Jej wykłady cieszyły się dużym uznaniem wśród studentów. Na pytania o życie prywatne odpowiadała, że „poślubiła naukę”. „Pozycja naukowa dr hab. Karoliny Lanckorońskiej odznaczała się samodzielnością sądów, doskonałą wiedzą nt. dzieł artystów, twórczość których badała. Było to widoczne w jej uwagach, dotyczących pracy francuskiego profesora Emila Mălego «Sztuka sakralna doby Soboru Trydenckiego». Śmiała polemika ze znanymi profesorami austriackimi, Weissbachem i Pevsnerem, wyjawiła głębokie podejście Lanckorońskiej do badań kontaktów między sztuką epoki baroku a ówczesnym życiem duchowym Europy. Udowodniła przez to, że jej osiągnięcia naukowe są na poziomie europejskim” – wskazywał publicysta Jurij Smirnow.

Interwencja u Himmlera i masowe egzekucje

We wrześniu 1939 roku rozpoczęła się okupacja sowiecka Lwowa. Lanckorońska została zaprzysiężona do Związku Walki Zbrojnej. Po przekształceniu tej organizacji w Armię Krajową dosłużyła się stopnia porucznika. Działała w Radzie Głównej Opiekuńczej – stowarzyszeniu wspierającym polską ludność pod okupacją. Wykonywała różne zadania: opiekowała się więźniami, działała w Polskim Czerwonym Krzyżu, była tłumaczką i kurierem. Z powodu swojej działalności została aresztowana i przewieziona do więzienia w Stanisławowie. Po pierwszym przesłuchaniu po kilku godzinach została zwolniona. „W czasie drugiego aresztowania ponownie przesłuchiwał ją szef gestapo, okrutny i bezwzględny Hans Krüger, który pastwił się nad więźniami. Nie udało mu się jednak upokorzyć Pani Profesor, która niezłomnie manifestowała swą polskość. Przekonany o tym, iż przesłuchiwanej grozi śmierć, Krüger przyznał się do zamordowania 25 profesorów wyższych uczelni Lwowa” – pisała prof. Teresa Chynczewska-Hennel. Interwencja włoskiej rodziny królewskiej u samego Himmlera uchyliła wykonie wyroku śmierci. Przez Stanisławów, Lwów i Berlin hrabina trafiła do obozu w Ravensbrück (numer 16076). Była świadkiem masowych egzekucji, widziała cierpienie współwięźniarek, na których Niemcy dokonywali bestialskich operacji pseudomedycznych. „Bach… Dürer… Hölderlin… Beethoven, przecież oni wszyscy rzeczywiście żyli i tworzyli i również rzeczywiście byli Niemcami. Przecież kultura świata bez nich nie byłaby tym, czym jest (…). Pomyślałam o nauce niemieckiej, której sama tyle zawdzięczam (…). A teraz ci sami Niemcy własną swoją egzystencją hańbią ludzkość, do której należą” – odnotowała w swoich wspomnieniach.

Miesiąc przed zakończeniem wojny, 5 kwietnia 1945 roku, jako pierwsza Polka wraz z grupą Francuzek została zwolniona z obozu dzięki interwencji prof. Carla Burckhardta, prezesa Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Pobyt w obozie podsumowała słowami: „Są rzeczy, których ludzie niezdolni są słuchać, rzeczy, których umysł ludzki ogarnąć nie potrafi”.

Największa ofiara

Po II wojnie światowej świadomie Karolina Lanckorońska odrzuciła karierę profesora uniwersyteckiego i „pisanie o sztuce włoskiej”. Prof. Lech Kalinowski uważał, że „dobrowolne odejście Lanckorońskiej od historii sztuki było jej największą ofiarą”. Z wielką determinacją zaangażowała się w sprawy polskie. Na życzenie gen. Władysława Andersa jako public relations officer 2. Korpusu podjęła się zorganizowania studiów dla około tysiąca trzystu jego byłych żołnierzy. Wykorzystując swoje kontakty, wspierała rodaków w kwestii przyjęcia na włoskie uczelnie. Wspólnie z ks. Walerianem Meysztowiczem podpisała akt fundacyjny Polskiego Instytutu Historycznego w Rzymie. W 1967 roku powołała do istnienia Fundację im. Lanckorońskich z Brzezia, wspierającą naukę i kulturę polską. Przez resztę życia hrabina pracowała społecznie przy Via Orsini 19 w Rzymie. Rezydencja znajdowała się w pobliżu Watykanu, z widokiem na kopułę Bazyliki św. Piotra. Niekiedy, robiąc odstępstwo od wcześniejszego postanowienia, „wykładała” dla polskich studentów. „Uczestniczyłam w seminariach Profesor Lanckorońskiej w siedzibie Polskiego Instytutu Historycznego w Rzymie. Ich tematem była historia sztuki włoskiej. Seminaria odbywały się także w muzeach i kościołach. Zawsze będę mieć w pamięci niezwykłe seminarium w Kaplicy Sykstyńskiej, w którym uczestniczyliśmy – my, seminarzyści Pani Profesor. Poza nami nikogo więcej tam wtedy nie było” – wspominała prof. Teresa Chynczewska-Hennel.

„Trzeba było znaleźć sposoby niesienia pomocy kolegom humanistom w kraju, pomocy naukowej, pokarmu intelektualnego. Tu sprawy pomocy fizycznej nie wystarczały. Byli oni przecież odcięci prawie hermetycznie od Europy, od myśli wolnej” – przyznawała prof. Lanckorońska. W 1994 roku hrabina przekazała narodowi polskiemu podstawową część swej rodzinnej kolekcji. Część tego daru przeznaczona była dla Zamku Królewskiego w Warszawie, reszta – dla Wawelu. Prof. Jan Ostrowski, pisał, że „kolekcja Lanckorońskich stanowi z pewnością najbogatszy dar w dziejach muzealnictwa polskiego”. Sama Lanckorońska w liście do ówczesnego prezydenta Polski Lecha Wałęsy podkreśliła, że do Warszawy przekazano „przede wszystkim obrazy z galerii króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. W tej grupie są dwa portrety Rembrandta. Na Wawel przekazany zostaje namiot turecki, który tradycja rodzinna łączy z Odsieczą Wiedeńską oraz obrazy. 76 z nich to dzieła powstałe we Włoszech w okresie od XIV do XVI wieku. Wszystkie one zostały zgromadzone przez Karola Lanckorońskiego”.

Jan Hlebowicz, publicysta, historyk, pracownik IPN Gdańsk

„Pielgrzym” [5 i 12 marca 2023 R. XXXIV Nr 5 (868)], str. 28-29

Dwutygodnik „Pielgrzym” w wersji papierowej oraz elektronicznej (PDF) można zakupić w księgarni internetowej Wydawnictwa Bernardinum.

Udostępnij ten artykuł:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *