Nie ma większej miłości – Mateusz Szpytma

24 marca 1944 roku w Markowej Niemcy zamordowali ośmioro Żydów oraz ukrywających ich Józefa Ulmę i jego żonę Wiktorię, będącą w dziewiątym miesiącu ciąży. Zbrodni dokonano na oczach ich sześciorga dzieci w wieku od półtora roku do ośmiu lat. W 1995 roku Wiktoria i Józef zostali uhonorowani pośmiertnie tytułem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Trwający od 2003 roku w Watykanie ich proces beatyfikacyjny właśnie dobiegł końca. 10 września w Markowej Ulmowie zostaną oficjalnie ogłoszeni błogosławionymi.

REKLAMA

W czasie niemieckiej okupacji (1939–1944) Żydzi zamieszkujący Markową zostali poddani najcięższym represjom. W 1942 roku niewielką grupę wywieziono do obozu pracy w pobliskich Pełkiniach, gdzie część z nich rozstrzelano, a resztę przetransportowano do obozu zagłady w Bełżcu i tam zamordowano. Kilkudziesięciu z pozostałych w Markowej zgładzono na miejscu. Egzekucję udało się przeżyć nielicznym. Część z nich została schwytana w listopadzie 1942 roku, a kilku dołączyło do Żydów ukrywających się już wcześniej u miejscowych chłopów. Ukrywanie Żydów przez Polaków było rygorystycznie ścigane i jedynie w okupowanej Polsce karane śmiercią. Taką cenę zapłaciła rodzina polskich chłopów z Markowej.

Ulmowie

Józef Ulma urodził się 2 marca 1900 roku w Markowej, w ubogiej rodzinie chłopskiej. Jego rodzice Marcin i Franciszka z domu Kluz byli rolnikami, posiadali trzy hektary ziemi i mieszkali w niewielkim drewnianym domu. Józef, gdy miał siedemnaście lat, został członkiem Związku Mszalnego diecezji przemyskiej. W 1921 roku został powołany do odbycia służby wojskowej, a osiem lat później zaczął uczęszczać do szkoły rolniczej, którą ukończył z wynikiem bardzo dobrym. Jego nowatorstwo przejawiało się nie tylko w dziedzinie ogrodnictwa, ale także pszczelarstwa i hodowli jedwabników. Jego największą pasją było fotografowanie. Wykonał tysiące zdjęć. Wiele z tych fotografii zachowało się w prywatnych zbiorach markowian. Ulma utrwalił na zdjęciach życie codzienne mieszkańców wsi – prace polowe, śluby, wesela, pierwsze komunie, chrzciny, a także życie społeczne – występy chóru, orkiestry, przedstawienia teatralne. Wykonywał także zdjęcia na zamówienie. Wiele zdjęć poświęcił swojej rodzinie. Zachowały się wzruszające fotografie żony, dzieci, a także innych członków rodziny. 

W wieku trzydziestu pięciu lat Józef Ulma ożenił się i realizował powołanie do życia rodzinnego. Jego wybranką została młodsza o dwanaście lat Wiktoria Niemczak, która również urodziła się w Markowej jako siódme dziecko Jana i Franciszki. Zgodne i darzące się miłością małżeństwo Ulmów szybko doczekało się licznego potomstwa. W ciągu siedmiu lat przyszły kolejno na świat: Stasia, Basia, Władziu, Franuś, Antoś, Marysia. Gdyby nie tragedia, która miała miejsce w 1944 roku, przyszłoby na świat ich siódme dziecko. Wiktoria zajmowała się domem i dziećmi – potwierdzają to wykonane przez męża zdjęcia. Świadkowie ich życia, najbliżsi krewni zaświadczają, że widzieli, jak Józef wspólnie z rodziną odmawiał wieczorną modlitwę. Wiktoria była także słuchaczką kursów na Wiejskim Uniwersytecie Orkanowym w Gaci. 

Powiększająca się co roku rodzina uświadamiała Józefowi i Wiktorii, iż nie będą w stanie wyżywić tak licznej gromadki z małego gospodarstwa, które posiadali. Mimo że byli związani z rodzinną Markową, postanowili podjąć ryzyko i rozpocząć nowe życie w innym miejscu. W tym celu zakupili w Wojsławicach koło Sokala pięć hektarów czarnoziemu. Pieniądze na zakup pochodziły ze sprzedaży w 1938 roku dobytku i niewielkich oszczędności. Przeprowadzka nie doszła jednak do skutku ze względu na wybuch wojny w 1939 roku .

Pomoc Żydom

Nieznane są szczegóły pojawienia się w domu Ulmów ośmiorga Żydów: pięciu mężczyzn o nazwisku Szall – ojca i czterech synów z Łańcuta, oraz Layki, jej siostry Gołdy (Genii) Goldman oraz małej dziewczynki – córki jednej z nich (prawdopodobnie Layki). Za najbardziej prawdopodobny okres przyjęcia Żydów przez Józefa Ulmę uważa się drugą połowę 1942 roku. Wiadomo także, że Józef znany był z życzliwości do Żydów – wcześniej doraźnie pomagał już szukającym schronienia ludziom, jednej z rodzin, zwanej Ryfkami, pomógł zbudować kryjówkę w wąwozach wyżłobionych przez miejscowe potoki. 

Trudno określić przesłanki, jakimi kierowali się Ulmowie, przyjmując pod swój dach Żydów. Była to zapewne miłość bliźniego, współczucie i świadomość tego, że zaniechanie pomocy może być wyrokiem śmierci dla wyjętych spod prawa Żydów. W 1942 roku Ulmowie wielokrotnie byli świadkami, jak na sąsiedniej parceli – grzebowisku padłych zwierząt – Niemcy rozstrzeliwali Żydów z Markowej i okolic. Po­chodzące ze stosunkowo bogatego jak na wiejskie warunki domu, córki Chaima Goldmana przyniosły zapewne ze sobą środki do życia, które stopniowo przeznaczano na przeżycie wszystkich domowników. Przyjmując Żydów, Ulmowie mogli więc liczyć, że dzięki wspólnej pracy kilku osób w sile wieku będzie im wszystkim łatwiej przeżyć trudne wojenne dni. Wiadomo, że Ulma wspólnie z Żydami zajmował się garbowaniem skór, które sprzedawał w dużej ilości, uzyskując za nie środki do życia. Większość bowiem tego, co zaoszczędzili Ulmowie przed wojną, zainwestowali w ziemię w Wojsławicach.

Mimo znacznego oddalenia od wiejskich zabudowań sąsiadów z Markowej faktu ukrywania Żydów nie udało się długo ukryć. Duże ilości kupowanego przez Wiktorię pożywienia, duża ilość wyprawianych skór odkrywały tajemnicę. Pozostaje zagadką, dlaczego i kto doniósł Niemcom o ukrywanych Żydach i czy zdawał sobie sprawę, jak tragiczne konsekwencje – także dla gospodarzy – będzie miał jego donos. Dzięki odnalezionym, choć niepełnym, dokumentom podziemia można odtworzyć z dużym prawdopodobieństwem, jak doszło do tragedii z 24 marca 1944 roku.

Przed świtem furmanki dotarły do zabudowań

Przebieg zbrodni stał się możliwy do ustalenia dzięki aktom sądowym i kontrolno-śledczym, które zachowały się w procesie przeciwko jednemu ze sprawców Josephowi Kokottowi. W aktach sądowych znajduje się protokół przesłuchania naocznego świadka morderstwa – furmana Edwarda Nawojskiego, który transportował do Markowej żandarmów.

Z jego relacji wynika, że tuż po północy z 23 na 24 marca wyjechało z Łańcuta co najmniej ośmiu funkcjonariuszy: czterech żandarmów oraz od czterech do sześciu funkcjonariuszy granatowej policji. Dowódcą grupy był szef posterunku w Łańcucie, porucznik Eilert Dieken. Inni żandarmi to Joseph Kokott, Michael Dziewulski i Erich Wilde. Ustalono również dwa nazwiska granatowych policjantów: Włodzimierza Lesia i Eustachego Kolmana.

Jeszcze przed świtem furmanki dotarły do zabudowań Józefa Ulmy. Niemcy, pozostawiając nieco w oddaleniu furmanów z końmi, wraz z granatową obstawą udali się pod dom. Wkrótce rozległo się kilka strzałów – jako pierwsi, jeszcze podczas snu, zginęli dwaj bracia Szallowie oraz Gołda Goldman. Naocznymi świadkami pozostałych rozstrzeliwań byli furmani, którzy zostali przywołani przez Niemców w celu pokazania im, jaka kara może spotkać każdego Polaka ukrywającego Żydów.

Ratując życie innych, złożyli w ofierze własne

Ofiara rodziny Ulmów, mimo tragicznych w skutkach konsekwencji, nie była na próżno. Dzięki takim rodzinom dziesiątki tysięcy niewinnych ludzi przeznaczonych przez okupanta jako naród na wyniszczenie ocalało. W Markowej inni gospodarze uratowali życie siedemnaściorgu Żydom. Mimo egzekucji w domu rodziny Ulmów, której dokonano prawie na ich oczach, nie ulękli się i nie wypędzili ukrywających się u nich osób. Ulmowie, gospodarze z Markowej i inni ludzie niosący pomoc Żydom dali świadectwo temu, że człowiek – w imię miłości bliźniego – jest gotów poświęcić nawet własne życie.

Mateusz Szpytma

„Pielgrzym” [3 i 10 września 2023 R. XXXIV Nr 18 (881)], str. 14-15.

Dwutygodnik „Pielgrzym” w wersji papierowej oraz elektronicznej (PDF) można zakupić w księgarni internetowej Wydawnictwa Bernardinum.

Udostępnij ten artykuł:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *