Podróż na Wschód – Adam Hleblowicz

Nie pamiętam, kiedy wyruszyłem w tę podróż. Trwa już bardzo długo, niewiele zostało w głowie z jej początków. Na zewnątrz zimno, czasem śnieg, niekiedy deszcz, zazwyczaj wilgoć i wiatr. W środku jednak przytulnie, ciepło. Z tych dawnych lat zostały w pamięci wczesnoporanne codzienne wyprawy ze światełkiem w ręku.

REKLAMA

Nastrój jakiegoś szczególnego oczekiwania. Ktoś ma nadejść, ktoś ma się objawić, wielkie słowa. Rodzi się tymczasem bezbronne dziecko, na które czyhają wielcy tego świata. Z tamtych dawnych już lat nie pamiętam adwentowych kalendarzy, kolorowych obrazków rozdawanych w kościele, pamiętam za to nastrój czegoś wyjątkowego. I równie ważne było trzymanie ciepłej ręki babci lub mamy, jak i chwile spędzane w ciemnej świątyni, która po chwili rozbłyskiwała gwałtownym światłem. A po powrocie do domu – nagroda, nagroda w postaci gorącego pieca, do którego można było przylgnąć na chwilę i rozgrzać zgrabiałe ręce, nogi, plecy.
Nie pamiętam ludzi stojących pod kościołem z wyciągniętą ręką, klęczących, siedzących, proszących. Chyba ich po prostu tam nie było. Dziś są, i są ważni. Stali się stałym elementem naszego sumienia, ważnym fragmentem Oczekiwania na Przyjście, częścią pokuty. Często ich spotykam. Nie zawsze przy kościele, czasem w szpitalu, w hospicjum, w zwykłej codziennej potrzebie. W tym bogatym, kolorowym świecie oni są szarzy, brązowi, wpisani w otoczenie.
Tamten dawny czas, kiedy patrzyło się na świat z żabiej perspektywy, potem z nieco większej – kociej, psiej, owczej, koziej – był światem prostych wyborów. Dobra, zimna i wyrzeczenia przy stajence oraz wygody, ciepła, konformizmu w oddaleniu od niej. Dzisiaj jest o wiele trudniej. Mamy bardzo dużo, dużo wokół nas, jak się wydaje, jeszcze więcej gdzieś dalej. Świat przestał być czarno-biały. Jest kolorowy, pociągający, złudny. Tak jak świat reklam zapowiadających to święto. Zapowiadających święto, ale bez Niego. Są prezenty, wiele pięknych, kosztownych prezentów. Jest mnóstwo smakołyków na nasze stoły. Są oferty wyjazdów do krajów egzotycznych, niekiedy wydaje się za bezcen. Jednak bez Niego, bez rodziny, bez drzewka. Tak ma być łatwiej. Bez zobowiązań, bez wzruszeń, bez sumienia.
Dzisiaj, po latach, pamiętam wiele dobrych chwil z tamtego czasu. Smak delikatnego opłatka, serdeczne życzenia składane bliskim, coroczną wyprawę w północną ciemność, która nagle wybucha światłem przynoszącym nadzieję. Podróż na Wschód wciąż trwa. Niby taka sama, ale co i rusz inna. Jak ta niespodziewana pieśń wydobywająca się z ust kloszarda, który tego właśnie dnia szuka skrupulatnie w osiedlowym śmietniku czegoś na swój świąteczny stół i cierpliwie powtarza: „kto się w opiekę odda Panu swemu…”.

Adam Hleblowicz


„Pielgrzym” 2016, nr 26 (706), s. 5

Udostępnij ten artykuł:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.