Do niedawna stary człowiek dogorywał w rodzinie jako babcia i dziadek. Jak się to mówiło, miał opiekę, wikt i opierunek aż do śmierci. Obecnie rodzina się rozsypuje i nie jest już razem. Starzy dziadkowie pozostają sami…


Częściej sama kobieta – wdowa. Córka z rodziną w Anglii, syn w Norwegii albo na południu Polski. Widać powszechnie, że dzieci rodzi się coraz mniej w rodzinie, więc i ewentualnych opiekunów zatroskanych starymi rodzicami mniej lub wcale ich już nie ma. Stara babcia zostaje sama w domu, który tak duży, że pomieściłby jeszcze dwie rodziny. Potrzebne są inne rozwiązania socjalne i prawne. Konieczna jest inna opieka niż dotychczasowa. Warto tworzyć solidarnościowe wspólnoty. I domy starców, i domy pogodnej jesieni, i inne.

Problematyka związana ze starością nie omija również kapłanów. Jeżeli ksiądz „umrze w terminie”, to dobrze. A jeżeli żyje dłużej, to tylko z nim kłopot. Co z takim księdzem zrobić? Mieszkanie, jedzenie, utrzymanie, pranie, posługa, pomoc doraźna etc. A gdyby chciał jeszcze rozwijać jakieś talenty lub zainteresowania?

Odwiedzamy Dom Księdza Seniora w Chojnicach, parkując na małym placyku. W drzwiach stoi i wita nas uśmiechnięty dyrektor ks. Stanisław Stolc, który równocześnie jest kapelanem szpitala. Pokazuje nam dom, mieszkania dla kilkunastu księży emerytów wspaniale urządzone, z windą, z dużym strychem, który remontuje (jeszcze do wykorzystania). Co chwila pracujące tam panie przechodzą korytarzem, zatroskane i z u śmiechem. Czujemy dobroć, serdeczność, miłą atmosferę. Odwiedzamy na krótko kilku kolegów (m.in. ks. Jana Piłata, ks. Edwina Sołtysiaka).

Ale przyjechaliśmy przede wszystkim do ks. majora Czesława Wierzbickiego, którego mogliśmy obejrzeć w całym stroju wojskowym, z wszystkimi odznakami waleczności i bohaterstwa. Gdy byłem młodym księdzem, ks. Wierzbicki był proboszczem w Cekcynie, gdzie dużo zbudował (na przykład dom katechetyczny, rozszerzył także cmentarz, odnowił kościół z abstrakcyjnymi witrażami i z nowym wystrojem liturgicznym dostosowanym do zmian posoborowych). Trochę skorzystałem z projektów cekcyńskich, usuwając ambonę i boczne ołtarze, utrwalając – określony w mszale – posoborowy wygląd i strukturę głównego ołtarza z kamienia, odrębne miejsce na kamienną ambonę i osobne miejsce przewodniczenia całej liturgii. Bez niewłaściwej drugiej ambonki. Znajdując po latach medytacji osobne centralne miejsce dla tabernakulum z Najświętszym Sakramentem i czerwoną lampką, aby było bliżej wiernych i dla adoracji. Niezasłaniane ani tyłem, ani tyłkiem, ani bokiem przez księdza czy ministrantów lub nadzwyczajnych szafarzy świeckich Komunii św. Gdy jest wystawiony Najświętszy Sakrament na kwadratowym ołtarzu, można klęczeć, właściwie nie będąc tyłem do ludzi, lecz przed Najświętszym Sakramentem, który jest w środku – między ludźmi a kapłanem i ministrantami. Niewątpliwy to wpływ ks. majora Wierzbickiego, któremu jestem wdzięczny.

Pokoje w Domu Księdza Seniora całkiem zgrabne i przytulne. Porównując – mam teraz u siebie jakby mniej miejsca. W kartonach w garażu i piwnicy leżą tysiące książek. Jakby duchowo sięgam do nich. Nie mam żadnego warsztatu. W seminarium miałem pokój na strychu przez sześć lat, gdzie mogłem malować i malować, kiedy tylko chciałem. Miałem wówczas na parterze i na piętrze seminarium dwie moje wystawy malarskie. Otrzymywałem kilkakrotnie potajemne pieniądze w kopercie od bpa Kazimierza Józefa Kowalskiego na farby, płótna, akwarelowy papier i pędzle. To były inne czasy. Dzisiaj starzejemy się i nie ma miejsca na nasze amatorskie szaleństwa. Zapomniałem wydzierżawić sobie sto metrów na warsztat artystyczny, biblioteczny. Biskup diecezjalny pragnął mnie widzieć w Pelplinie jako emeryta, może szkoda, że chciałem zostać w Grucznie. No, ale znów znalazły się przeszkody (schody, chore nogi i te nieszczęsne książki). Pan Bóg wie, jakimi drogami popchnąć moją starość, wie, jak mam się pomniejszać. Do niczego nie jestem potrzebny. I w pokorze podążam do nieskończoności.

ks. Franciszek Kamecki







„Pielgrzym” 2017, nr 22 (728), s. 25

Do niedawna stary człowiek dogorywał w rodzinie jako babcia i dziadek. Jak się to mówiło, miał opiekę, wikt i opierunek aż do śmierci. Obecnie rodzina się rozsypuje i nie jest już razem. Starzy dziadkowie pozostają sami…