Sosny i świerki nie zrzucają jesienią swoich igieł. Na Roztoczu spacerujemy wśród drzew potężnych, pamiętających ostatnie sto i dwieście lat.


Pomiędzy nimi drewniane kapliczki i drogi krzyżowe, które zamieniają się dalej w deptak prowadzący stromo ku kapliczce na wodzie nad Szumem, skąd drewniany pomost prowadzi w górę do lasu aż do źródełka Boża Łezka. Mieszkam w jednym ze stylowych, pięknych domków drewnianych (razem stąd pochodzącym przyjacielem Janeczkiem z Tczewa). Nasze obiady jemy w pobliskiej leśnej „Karczmie nad Szumem ”, a inne przysmaki i owoce w obfitości przywożą siostry Janeczka (ma tu w okolicy ośmioro rodzeństwa, dom rodzinny Trzepietniak, Aleksandrów, Biłgoraj i… Górecko Kościelne, gdzie znajduje się miejsce naszego 10-dniowego urlopu). Tu uczestniczę we mszy św. z nowym proboszczem i diecezjalnym duszpasterzem młodzieży ks. Jarosławem Kędrą.

Nasz urlop jest urozmaicony. Pogoda upalna. Zaraz za naszą posesją trawa i łąka z drewnianym płotem z rzadko stojącymi słupkami i z poziomymi wzdłuż belkami – łączka, duże boisko ze sceną i nagłośnieniem. Dalej las, parę domów i wieża kościoła w Górecku Kościelnym. W sobotę, 3 września, naprzeciwko naszego domku na boisku zgromadziło się kilkaset młodych osób z diecezji zamojsko-lubaczowskiej. Przedstawiały się grupy z wakacyjnych rekolekcji oazowych z przewodnią piosenką. Potem udały się te grupy na mszę św. do modrzewiowego wielkiego kościoła św. Stanisława, biskupa i męczennika, w Górecku Kościelnym (na dziesięciu drewnianych filarach wspiera się deskowany strop), skąd liturgia – słowa i śpiewy – rozlegała się pomiędzy drzewami tego terenu, który wydawał się jakby wielkim zadrzewionym parkiem wraz ze stromym wznoszącym się zabytkowym cmentarzem. Po mszy św. znowu młodzież wróciła na boisko i zrobiło się hałaśliwie. Przywieziono samochodem catering, roznoszono jedzenie i serwowano wszystkim bigos. I zaczęły się tańce, zabawa i nieustanne śpiewy ze sceny.

Także inne melodie chodziły mi po głowie (o Tomaszowie i żydowskim Bełżcu). Tomaszów znam z piosenki Ewy Demarczyk (o wpadaniu na dzień do Tomasza), ale okazało się, że Stefania, żona i towarzyszka Juliana Tuwima, urodziła się gdzie indziej – w Tomaszowie Mazowieckim. Przejeżdżając przez Tomaszów Lubelski, zwiedziliśmy drugi kościół drewniany – też wielki, ale filarów w nim cztery.

Ciągle wraca melodia o Bełżcu. Więc jedziemy tam blisko granicy z Ukrainą, gdzie spalono 600 tysięcy Żydów. Gdzie był obóz zagłady. Holocaust. Tam znajduje się nieoczekiwany i potężny pomnik tragicznej pamięci. Są to dwa czarne wielkie kwadraty wypełnione prawie równo czarnymi gruzami, kawałkami czarnych kamieni albo pomalowanych na czarno odpadów itp. Każdy bok ma ok. 300–400 metrów. Idziemy pomiędzy nimi korytarzem, stopniowo wchodzącym w głęboki wąwóz, mając po bokach wysokie betonowe ściany, które w końcu rozchodzą się w dwa wąwozy w obydwie strony, skąd schodami idzie się w górę i wysoko z podwyższenia widać tych kilka, kilkanaście hektarów. Schodząc stromizną, jakby po długich schodach i podestach z napisami (z błyszczącego granitu), obchodząc kwadrat aż do miejsca początkowego, ten potężny monument rozbudza oczy i wyobraźnię. Melodia o Bełżcu pozostaje w głowie. „Dlaczego – pyta pisarz Andrzej Stasiuk – Polacy mniej lubią Żydów niż Niemców?” Przecież Żydzi wierzyli w jednego Boga, nam żadnej krzywdy nie wyrządzili, a Niemcy przeciwnie – tak, wyrządzili nam wielką krzywdę. Ale sobie przebaczyliśmy (listem biskupów polskich z roku 1965 do niemieckich).

Nasz urlop to szukanie pokoju w nas samych, w przyrodzie Roztocza i w burzliwej tutaj historii, gdzie ludzie bardziej pobożni niż na Pomorzu.

ks. Franciszek Kamecki







„Pielgrzym” 2016, nr 21 (701), s. 31