Czy dobry katolik powinien być zawsze radosny, uśmiechnięty i szlachetny? A co jeśli dopadną go złość, żal lub zazdrość? Jak radzić sobie z tymi negatywnymi emocjami? O tym, że życie religijne bez przeżyć, wzruszeń, uczuć byłoby niepełne i niedojrzałe, w rozmowie z Mają Przeperską opowiada Karina Mucha, psycholog Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu.



– Czy katolik w ogóle może się złościć?
– Każdy człowiek może się złościć, gdyż emocje podstawowe, przez niektórych uważane za „niewygodne”, takie jak złość, gniew, smutek, wstręt, strach – zostały dane wszystkim bez wyjątku. Dlatego katolik nie tylko ma prawo się złościć, ale nie potrafi bez emocji gniewu właściwie funkcjonować. Bez tego nie byłby w pełni człowiekiem. Emocje nas chronią, nawet te negatywne.

– Czy więc choleryk powinien spowiadać się, że się zdenerwował, a egocentryk, że często jest skupiony na sobie?
– Jeśli chodzi o choleryków czy flegmatyków – mówimy o cechach temperamentu. Pośród nas są osoby, które przez całe swoje życie są dynamiczne, otwarte i bardzo emocjonalne, szybko reagują w różnych sytuacjach życiowych, a obok nich funkcjonują ludzie wycofani, zamknięci w sobie,  bardziej spokojni, którzy wszystko rozważają na długo, zanim podejmą decyzję. Osoby te nie lubią zbyt mocnego wylewania swoich uczuć na zewnątrz, co nie znaczy, że ich nie przeżywają. Z cech temperamentu nie ma sensu się tłumaczyć, chyba że efekty osobistego działania spowodowały krzywdę drugiego człowieka. Na przykład mama zbyt emocjonalnie zareagowała na zachowanie dziecka, które głęboko to przeżyło i poczuło się niesprawiedliwie potraktowane. Z kolei kiedy zbyt spokojna i wycofana emocjonalnie żona nie okazuje uczuć swojemu mężowi, może to powodować niepokój i frustrację mężczyzny – warto więc się zastanowić, czy można nieco zmodyfikować swoje zachowanie dla dobra drugiego, bliskiego człowieka.
Egocentryzm natomiast to już cecha, która jak najbardziej może podlegać zmianie i samokontroli. Możemy poprzez świadome decyzje tak postępować, by był on osłabiony i nie ranił innych ludzi poprzez okazywany im brak zrozumienia, empatii, poświęcania im czasu i energii. Zbytnie skupianie się na sobie zawsze szkodzi – nie tylko osobom, które znajdują się wokół takiego człowieka, ale również samemu zainteresowanemu.

– Czym właściwie są emocje?
– Emocje posiada każdy człowiek. To nasze naturalne wyposażenie, z którym przychodzimy na świat. Emocji nie trzeba się uczyć – wszyscy ludzie na całym świecie mają te same emocje podstawowe, bez względu na to, gdzie dorastali i w jakiej kulturze zostali wychowani. Do emocji podstawowych większość badaczy zalicza: gniew, smutek, złość, strach, wstręt, zaskoczenie, radość. Jak widać z wyliczenia, większość emocji niektórzy mogą wrzucić do worka „mało pozytywnych”, ale to nieprawda. Dostaliśmy gniew i smutek do ochrony, do ostrzegania przed niebezpieczeństwami w świecie. Warto więc docierać do swoich prawdziwych emocji i zastanawiać się nad tym, dlaczego czujemy się zagniewani albo odczuwamy przed czymś strach. Dzięki temu możemy lepiej i pełniej przeżyć swoje życie, którego emocje są nieodłączną częścią.

– Czy mogą nas one czegoś nauczyć?
– Bez emocji życie nie byłoby możliwe – nie moglibyśmy kochać, budować relacji z innymi, wczuwać się w położenie i problemy innych, pomagać drugim w rozwiązywaniu trudnych sytuacji. Bez emocji nie bylibyśmy ludźmi i nie potrafilibyśmy „czytać” innych osób. Zostalibyśmy wyzutymi z uczuć samotnikami.

– A czy można jednoznacznie powiedzieć, że emocje są albo dobre, albo złe?
– Wszystkie emocje zostały nam dane dla naszego rozwoju i bezpieczeństwa, nawet gniew czy smutek – nie możemy ich więc podzielić na dobre i złe. Ważne jest jednak, aby pamiętać, że niewłaściwe wyrażanie niektórych emocji może krzywdzić innych – szczególnie dzieci są narażone na odbiór wszystkich naszych emocjonalnych stanów bez żadnego filtra. Niektórzy ludzie bardzo mocno odbierają emocje i uczucia innych osób. Często ci, którzy się bardzo dobrze znają, bez słów wiedzą, w jakim nastroju jest druga osoba, odczytują jej smutki i radości niejako za pomocą szóstego zmysłu – własnego nawigatora emocjonalnego.

– Zdarza się jednak, że te emocje się w nas gromadzą, kumulują, i – chcąc nie chcąc – muszą znaleźć swoje ujście. Jak je rozładować? Czy kłótnia to czasem dobry sposób?
– Kłótnia – ale konstruktywna – może bardzo pomóc. Nie należy unikać rozmowy na trudne tematy. Zawsze należy dzielić się z innymi swoimi niepokojami. Byle nie byłoby to dziewięćdziesiąt procent niepokoju, a tylko dziesięć procent radości i uśmiechu.

– A co robić, kiedy uczucia nas w jakimś sensie paraliżują, nie pozwalają działać?
– Warto zastanowić się, z czego wynika taki paraliż, należy przeanalizować sytuacje, w których coś takiego następuje. Każdy strach i gniew mają swoje źródła, można do nich dotrzeć poprzez rozmowę z drugim człowiekiem i w ten sposób pomóc sobie w zredukowaniu tych emocji, które nas zbyt mocno przytłaczają.

– Czasem pojawiają się w naszym życiu dylematy moralne, gdy kogoś nie lubimy, czy słusznie?
– Nasze emocje mają funkcję ochronną – strzegą nas przed niebezpieczeństwami: fizycznymi i związanymi z relacjami. Czasami wobec niektórych osób odczuwamy niechęć, agresję lub strach. Warto zastanowić się, jakie zachowania innych powodują w nas określone reakcje, a następnie podejmujmy mądre decyzje. Czasami nawet należy odciąć się od niektórych osób, by zyskać emocjonalną równowagę. Poczucie winy jest tu niepotrzebne – nasze emocje nas nie oszukają, za to nasz mózg oszukuje nas bardzo często.

– A co z rozwojem duchowym? Czy można nauczyć się panowania nad naszą sferą emocjonalną i czy to dobry pomysł?
– Nie można rozwinąć się duchowo, jeśli nie uporządkujemy swoich emocji. Ciało, emocje i duch stanowią jedno: przerost jednej ze sfer zaburza całego człowieka. Pamiętajmy, że to właśnie w emocjach leży źródło naszej motywacji do rozwijania się, poznawania siebie, świata i Boga.

– Gdyby spojrzeć na ten temat z nieco innej perspektywy, to emocje również pochodzą od Boga, więc są w naszym życiu nie bez przyczyny…
– Emocje są naszym niezbędnym wyposażeniem jako ludzi. Warto o tym pamiętać i nie próbować maskować swoich prawdziwych uczuć poprzez zamykanie ich w sobie. One pracują nawet wtedy, kiedy o tym nie myślimy. Szczególnie jest to ważne przy negatywnych emocjach – je też należy przeżywać i się nad nimi zastanawiać. Robienie z siebie osoby myślącej o sobie wyłącznie pozytywnie, która mówi: „Ja się nigdy nie złoszczę”, jest zwyczajnym samooszukiwaniem się – lepiej powiedzieć: „Nie mam dostępu do swojej złości, nie wiem, gdzie ona jest i co ze mną robi”.

– Jesteśmy teraz w okresie Wielkiego Postu, może to dobry czas, by potrenować?
– Przede wszystkim polecam zastanowienie się nad tym, jakimi ludźmi jesteśmy naprawdę, a nie jakimi uważamy, że jesteśmy. Ja jestem super, nie złoszczę się, nie gniewam, nie smucę – to kłamstwo, nad którym warto popracować zawsze, również w okresie Wielkiego Postu. Spróbujmy zacząć przeżywać wszystkie emocje, zastanawiać się nad tym, gdzie schowaliśmy nasz smutek, jakie są powody naszych zmartwień, gdzie jest nasza radość, jak ją okazujemy innym. Pytań jest tu bardzo dużo – najgorsze, co możemy zrobić, to zepchnąć swoje prawdziwe emocje na drugi albo trzeci plan. Nie warto się oszukiwać – odkrywanie swojej prawdziwej twarzy przed samym sobą (również z tym co niedobre, niemiłe, niepokojące) to podstawa każdej dobrej zmiany.



„Pielgrzym” 2017, nr 7 (713), s. 18-20


Czy dobry katolik powinien być zawsze radosny, uśmiechnięty i szlachetny? A co jeśli dopadną go złość, żal lub zazdrość? Jak radzić sobie z tymi negatywnymi emocjami? O tym, że życie religijne bez przeżyć, wzruszeń, uczuć byłoby niepełne i niedojrzałe, w rozmowie z Mają Przeperską opowiada Karina Mucha, psycholog Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu.