Wszyscy jesteśmy podłączeni – Paweł Skiba

Wszyscy jesteśmy podłączeni do sieci. Może nam się wydawać, że jest inaczej, że nas to nie dotyczy, ale prawdopodobnie to tylko złudzenie. O ile nie żyjemy w pustelni, w miejscu poza zasięgiem sieci komórkowych, bez komputera i telefonu, a do tego nikt nas nie odwiedza – możemy pozbyć się złudzeń. Internet nas zna. I nie zapomni o nas, ponieważ on nie zapomina nigdy.

REKLAMA

Smartfony są obecne w naszym codziennym życiu od dawna, a z roku na rok spędzamy z nimi coraz więcej czasu. Badania przeprowadzone w 2022 roku przez firmę data.ai wykazały, że globalna średnia czasu spędzanego w aplikacjach mobilnych wynosi między 4 a 5 godzin dziennie. Początkowo uważano, że to tylko tymczasowy efekt lockdownu, ale szybko okazało się, że średnia nadal rośnie, mimo że pandemia przeszła już do historii.

Naturalnie nasuwa się pytanie: co można robić z telefonem przez 5 godzin każdego dnia? Może pracować? Oczywiście, wiele osób używa telefonu do pracy, odbiera i wysyła e-maile, rozmawia na służbowych spotkaniach i przegląda firmowe raporty, ale te czynności nadal pozostają w mniejszości. Wspomniane badania rozwiewają złudzenia i mówią wprost, co robimy: przeglądamy media społecznościowe, oglądamy filmy, robimy zakupy i gramy.

Skąd o nas wiedzą?

Przerażające? Jeśli już same statystyki nas niepokoją, zastanówmy się przez chwilę, jak w ogóle mógł powstać taki raport. Skąd zupełnie obcy nam ludzie wiedzą, ile czasu spędzamy przy telefonach i co z nimi robimy? Żeby wyjaśnić ten proces, najlepiej krok po kroku przeanalizować typowy dzień życia statystycznego użytkownika telefonu. Niech będzie nim pan Mariusz, trzydziestodwuletni księgowy.

Jego budzik w telefonie dzwoni o 7 rano. Pan Mariusz wyłącza go i sprawdza powiadomienia. Facebook informuje go o urodzinach dwóch osób, z których Mariusz rozpoznaje tylko jedną. Szybko uruchamia komunikator WhatsApp i wysyła jej zabawny, animowany obrazek z gotowymi życzeniami. Skoro miał już uruchomionego Facebooka, przegląda posty swoich znajomych i komentuje kilka z nich. Jest 7.20, robi się późno, więc wiadomości ze świata poczyta przy śniadaniu. Ubiera się i wychodzi z domu, w sklepie kupuje gotową kanapkę, pokazując sprzedawcy aplikację z kuponem rabatowym. Następnie Mariusz wsiada do auta i chcąc uniknąć korków, uruchamia w telefonie nawigację, która kieruje go do pracy możliwie najszybszą trasą, uwzględniając obecne natężenie ruchu. O 8.30 Mariusz jest w pracy i ponownie przegląda powiadomienia w telefonie. Przyszło kilka maili od klientów, a także propozycja najciekawszych „rolek” z Instagrama. Uruchamia komputer służbowy, jednocześnie przeglądając „rolki”. O 9 zaczyna pracę. Powiadomienia o nowych wiadomościach wyświetlają się zarówno na telefonie, jak i na komputerze, skutecznie uniemożliwiając mu skupienie się na jednej czynności dłużej niż przez 10 minut. Jeden znajomy przesłał zabawne zdjęcie, drugi link do promocji na gadżety elektroniczne, a do tego mama pyta, jak mają się jej wnuki. Mariusz nie zrobił praktycznie nic z zaplanowanych na dziś zadań, a na zegarze wybiła 16. Zanim nadejdzie wieczór, Mariusz zajrzy do telefonu jeszcze kilkadziesiąt razy, obejrzy serial, sprawdzi wyniki meczu, wymieni dziesiątki niewiele znaczących wiadomości ze znajomymi. W międzyczasie spędzi godzinę z dziećmi, zrobi im kilka uśmiechniętych zdjęć, które od razu zamieści na Facebooku, Instagramie i TikToku, pokazując całemu światu, jak świetnie się razem bawią.

Tyle wiedzą po jednym dniu

Z ilu aplikacji skorzystał Mariusz? Co wiedzą firmy, które je stworzyły? Oto uproszczona lista: miejsce zamieszkania, preferencje zakupowe, styl jazdy, godziny pracy, miejsce pracy, wykonywany zawód, podatność na określone treści, preferencje polityczne, wiek, płeć i twarz dzieci, twarz Mariusza, jego płeć i wiek, zainteresowania, preferowane gatunki filmów i muzyki, godziny snu i wiele innych.

Co się dzieje z tymi informacjami?

Znając zaledwie jeden dzień z życia Mariusza, giganci internetu będą w stanie perfekcyjnie go sprofilować. Będą wiedzieć o nim więcej niż jakikolwiek rząd i jakakolwiek policja na świecie. Będą kierować do niego reklamy i produkty, które on będzie kupował, mimo że wcale nie miał takiego zamiaru. Będą wysyłać mu powiadomienia, na które on najlepiej zareaguje: „Zobacz ten film”, „Zobacz tę wiadomość”.

A gdyby Mariusz tego dnia skorzystał również z portalu randkowego lub obejrzał film pornograficzny? Internet wiedziałby również, jakie ma preferencje seksualne i jaki rodzaj urody najbardziej go interesuje. Znałby też jego najbardziej ukryte fantazje, o których nigdy nikomu nie opowiedział.

Co z naszymi dziećmi?

Tyle Mariusz oddał – zupełnie za darmo – w ciągu jednego dnia. A jego dzieci? Jeszcze nie mają własnych telefonów ani nawet kont społecznościowych, ale internet już je zna i gdy tylko się pojawią w wirtualnym świecie, ten przywita je z otwartymi ramionami. Cała ich historia – od czasu, gdy ojciec wysłał pierwsze zdjęcia zrobione w dniu ich narodzin – jest już w sieci. Zaraz, zaraz… czy na pewno od dnia narodzin? Niekoniecznie! Internet wiedział przecież o tym, że Mariusz będzie miał dziecko na długo przed datą jego narodzin.

Internet nie zapomina

O prywatności i bezpieczeństwie w internecie mówi się ostatnio coraz więcej, a prawo obliguje właścicieli stron internetowych do informowania o wszelkich aktywnościach polegających na śledzeniu użytkowników. Na każdej stronie internetowej jesteśmy więc zasypywani okienkami z prośbą o akceptację tak zwanych plików cookies, co w praktyce zazwyczaj przekłada się na wyrażenie zgody na śledzenie naszych aktywności i profilowanie nas jako potencjalnych klientów. Nie ma możliwości, by się od tego uwolnić (nawet w pustelni będzie trudno). Ważne jednak, by mieć świadomość, jak ta machina funkcjonuje i znaleźć chwilę, by udzielić sobie odpowiedzi na pytanie, czy naprawdę tego chcę, zanim pochwalimy się w mediach społecznościowych kolejnym zdjęciem swoich pociech. Nawet jeśli prześlemy zdjęcie, a chwilę później je usuniemy, obie te czynności zostaną zarejestrowane. Właściciel serwisu będzie wiedział, że przesłaliśmy fotografię, algorytmy sztucznej inteligencji zdążą rozpoznać, co się na niej znajdowało, łącznie z identyfikacją twarzy osób. Uwzględni również lokalizację, z jakiej wysłaliśmy zdjęcie, a także przeanalizuje opis, jaki umieściliśmy pod nim. Nawet jeśli usuniemy i zdjęcie, i opis, informacje o całej naszej aktywności będą już zapisane. „Mariusz dnia 12.06.2023 o godzinie 11.27 umieścił zdjęcie swoich dzieci na przyjęciu urodzinowym na plaży w Kołobrzegu. Analiza twarzy wskazuje na spożycie niewielkiej ilości alkoholu. Celem użytkownika było wzbudzenie zazdrości wśród współpracowników. Zdjęcie zostało usunięte o 11.29, prawdopodobnie przy udziale małżonki Mariusza”.

Paweł Skiba, ekspert w dziedzinie Internetu Rzeczy i Sztucznej Inteligencji

„Pielgrzym” [20 i 27 sierpnia 2023 R. XXXIV Nr 17 (880)], str. 24-25.

Dwutygodnik „Pielgrzym” w wersji papierowej oraz elektronicznej (PDF) można zakupić w księgarni internetowej Wydawnictwa Bernardinum.

Udostępnij ten artykuł:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *