Kusicielem jest przecież diabeł!


Taką wątpliwość można mieć, odmawiając fragment modlitwy „Ojcze nasz”: „I nie wódź nas na pokuszenie”. Słowa są skierowane do Boga Ojca. Czyżby był On kusicielem? Na pewno nie, skoro św. Jakub pisze: „Kto doznaje pokusy, niech nie mówi, że Bóg go kusi. Bóg bowiem ani nie podlega pokusie ku złemu, ani też nikogo nie kusi” (Jk 1,13). Po pierwsze, grecki czasownik tu użyty (peiradzein) może oznaczać albo „kusić” (jako „zachęcać” do zła), albo „wystawiać na próbę”. Pierwszy przypadek w odniesieniu do Boga nie wchodzi w rachubę. Biorąc oryginalny tekst Modlitwy Pańskiej, moglibyśmy interesującą nas prośbę przetłumaczyć dosłownie frazą: „I nie wprowadź nas w pokusę”. Brzmi to niezbyt ładnie, choć trafniej niż używana przez nas tradycyjna i nieco archaiczna wersja modlitwy „Ojcze nasz”. W prośbie chodzi zatem o to, by Bóg, jeśli to możliwe, ochraniał nas przed kusicielskimi zapędami szatana. Wydaje się, że optymalną wersję podają współcześni tłumacze: „I nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie”.

ks. Wojciech Kardyś






„Pielgrzym” 2016, nr 19 (699), s. 7

Kusicielem jest przecież diabeł!

Kuba. Gorzki smak cygar