Kiedy na parkingu zatrzymuję swój samochód obok stojącego już tam innego samochodu i dostrzegam w jego wnętrzu zawieszony na lusterku różaniec, to zawsze budzi się we mnie pewne delikatne uczucie ufności i spokoju. Ten zawieszony różaniec przypomina mi po pierwsze, że Ktoś czuwa nad nami w naszych podróżach i po drugie, że właściciel tego pojazdu jest człowiekiem modlitwy.


Niektóre dzieci z młodszych klas szkoły podstawowej, zapytane na katechezie o modlitwę różańcową, powiedziały, że różaniec jest dla nich modlitwą nudną. Dzieci nuży wielokrotne powtarzanie „zdrowasiek” i nudzą się w czasie nabożeństwa różańcowego.  Cóż, należy się liczyć z tym, że i takie odczuwanie tej modlitwy nie jest odosobnione (u dzieci, a nawet i u dorosłych). Z drugiej jednak strony, inne dzieci w tym samym wieku dają przykład niezwykłej gorliwości w odmawianiu różańca, głębokiej wiary dziecięcych serc i czerpią z tej modlitwy radość i siłę. Myślę tu o dzieciach zorganizowanych w dziecięcych różach różańcowych Radia Maryja i o innych dzieciach, które modlą się na różańcu w kościele i w domu. Rodzi się zatem pytanie, skąd biorą się negatywne odczucia i trudności u jednych, a zapał i radość modlitwy u drugich? Pytanie to – mam takie wrażenie – nie dotyczy tylko dzieci, lecz także młodzieży i nas, dorosłych.
Wydaje się, że nie tylko nie należy zawężać powyższego pytania do jakiejś grupy wiekowej, ale nawet nie powinno się zawężać jego tematyki do takiej czy innej formy modlitwy. Zasygnalizowany przez dzieci kłopot w ich przeżywaniu modlitwy różańcowej jest w istocie przypomnieniem, że potrzebujemy wprowadzenia w modlitwę, pomocy, swego rodzaju szkoły modlitwy.

Najlepszy Nauczyciel
Rozterki z modlitwą przeżywali już pierwsi uczniowie Jezusa. Modlili się, jak umieli, samodzielnie, uczestniczyli też w nabożeństwach swego czasu, a jednak pewnego dnia szczerze i gorąco poprosili Nauczyciela: „Panie, naucz nas się modlić” (Por. Łk 11,1).  Poprosili Jezusa o pouczenie na temat modlitwy, bo chcieli się modlić! Nie chcieli iść przez życie bez modlitwy, w zapomnieniu o Bogu, lecz właśnie z modlitwą, czyli w dialogu z Bogiem – a Jezus jest najlepszym Nauczycielem tego dialogu. Może przystępując do modlitwy różańcowej, warto najpierw przypomnieć sobie i ponownie przemyśleć ewangelijne nauczanie Jezusa o modlitwie: o jej potrzebie i niezbędności w życiu człowieka, o wytrwałości na modlitwie, o zwróceniu się do Boga jak do Ojca, o dziękczynieniu i o proszeniu o dar Ducha Świętego. Tak oto różaniec stanie się szkołą modlitwy, a Jezus i Maryja naszymi kochającymi Nauczycielami.

Współczesny psałterz
U progu miesiąca poświęconego modlitwie różańcowej warto bardziej wyraźnie dostrzec też i tę prawdę, że Kościół od swego początku jest wspólnotą modlącą się! Uczniowie, po wstąpieniu Pana Jezusa do nieba, „trwali na wspólnej modlitwie razem z Maryją, Matką Jezusa” (Dz 1,14). Poprzez modlitwę różańcową Kościół XXI wieku trwa jak na początku w modlitwie do Boga razem z Maryją, Matką Jezusa. Od swych pierwszych chwil Kościół wybrał psalmy jako swoją szczególną modlitwę. Jak wiemy, Księga Psalmów zawiera 150 tych poetyckich utworów modlitewnych, w których wyraża się nieskończoność uczuć ludzkiej duszy: radość i smutek, uwielbienie Boga i zdumienie nad przyrodą i tajemnicą człowieka, dziękczynienie i błaganie, okrzyk triumfu i krzyk z głębin rozpaczy, medytacja nad czasem i historią, które przemijają i nad Słowem Bożym, które trwa na wieki. Kiedy powstawała  i nabierała kształtu modlitwa różańcowa, starano się, aby zachowała ona ducha i styl wielkiej tradycji modlitwy, jaką są psalmy. Mamy więc w różańcu medytację Słowa Bożego, jest w niej miejsce na ludzką radość, ból i chwałę, a liczba powtarzanych „Zdrowaś Maryjo”, do czasu dodania „Tajemnic Światła”,  wynosiła 150, czyli tyle samo ile jest psalmów! Różaniec – prosty psałterz w naszej codziennej wędrówce przez życie.

Kwestia tożsamości
Wędrujemy przez życie z naszymi kłopotami, krzyżami, radościami i nadziejami. Dzięki modlitwie jest w naszej wędrówce obecny Bóg. Dzięki modlitwie różańcowej jest także obecna w naszym życiu Maryja, Matka Jezusa. Nasze życie jest zarazem wędrówką osobistą i  wędrówką z innymi – z naszymi bliskimi, z przyjaciółmi, ze znajomymi, z kolegami i koleżankami ze szkoły, z pracy; ze wszystkimi, z którymi łączą nas jakieś więzy – wędrujemy więc jako Polacy i jako Europejczycy.  W pośpiechu nowoczesnego życia nie zagubmy gdzieś tej pięknej prawdy o naszej tożsamości, iż jesteśmy „Kościołem rozsianym po całym świecie” – jak słyszymy w mszalnej prefacji – czyli wspólnotą  wierzących w Chrystusa pośród wspólnoty wszystkich ludzi; wspólnotą modlącą się do Boga razem z Maryją, Matką Jezusa.

Różaniec na lusterku
Współczesny człowiek wędruje w przestrzeni kosmicznej, w powietrzu, po morzach, po super autostradach, po dziurawych drogach i na piechotę…  Niektórzy kierowcy zawieszają różaniec w samochodzie na lusterku, przez które obserwuje się, co dzieje się z tyłu pojazdu. Kiedy na parkingu zatrzymuję swój samochód obok stojącego już tam innego samochodu i dostrzegam w jego wnętrzu tak zawieszony różaniec, to zawsze budzi się we mnie pewne delikatne uczucie ufności i spokoju. Ten zawieszony na lusterku różaniec przypomina mi po pierwsze, że Ktoś czuwa nad nami w naszych podróżach i po drugie, że właściciel tego pojazdu jest człowiekiem modlitwy. Do jeszcze większej ufności pobudza mnie widok starszych ludzi (najczęściej są to kobiety) modlących się na różańcu w ciszy i skupieniu w naszych kościołach. Oni, doświadczeni życiem, dają nam dowód, że różaniec pomaga w modlitwie – czyni ją prostą, cierpliwą i pełną spokoju – a nasza wędrówka, pomimo wszelkich trudności, to wędrówka z Bogiem…

Ks. Dariusz Drążek


 

Na dzisiejsze czasy

Zarzucają zwolennikom różańca, że jest on modlitwą już przestarzałą, niedzisiejszą, że czasem ludzie odmawiają go bezwiednie, bez zastanowienia się, trochę bezmyślnie.
Wydaje mi się, że różaniec jest modlitwą bardzo odpowiednią właśnie na dzisiejsze czasy. Dzisiejszy człowiek jest tak „zaśpieszony”, zagoniony, obarczony tysiącami kłopotów materialnych i szuka instynktownie modlitwy, jak szerszego oddechu, by zaczerpnąć powietrza.
Człowiek wieków osiemnastego, czy dziewiętnastego żył w mniej zatłoczonym świecie; miał swoje „świątynie dumania” (jak mówił Mickiewicz), miał więcej możliwości skupienia się. Człowiek dzisiejszy chwyta się różańca, jak gdyby chciał powiedzieć: „Dajcie mi święty spokój, bo chcę otoczyć się atmosferą modlitwy. Nawet jeśli nie mam siły, aby rozmyślać, zasypiam przy różańcu, to jednak uchwyciłem się Matki Bożej, jak czegoś najświętszego, najbardziej mi potrzebnego, by otoczyć się modlitwą, zbudować nad sobą daszek, celę modlitwy w zgiełkliwym, zmaterializowanym, okropnym świecie”.
Czy naprawdę szkodzi różaniec odmawiany bezwiednie, bez myślenia o tajemnicach, nawet taki, przy którym zasypiamy?
Wiemy, że w czasie snu nasz mózg pracuje. Ktoś ma trudne zadanie do wykonania. Myśli o tym. Zasypia. Budzi się rano i ma odpowiedź. Jego mózg pracował, chociaż on sam spał.
Są w nas podświadome siły. Nawet wtedy, kiedy mówimy różaniec zasypiając, leczymy nasz podświadomy świat.
Bardzo podoba mi się różaniec odmawiany bezwiednie, w senny sposób. Jest w tym urok, wdzięk, że w tym zmęczeniu, zaśpieszeniu, w strasznym świecie ciągłych okropnych spraw, uchwyciłem się ręki Matki Bożej. Nawet nie myślę, bo nie mam sił myśleć, nie mam sił nawet porządnie odmawiać wszystkich pacierzy, ale otoczyłem się modlitwą, zbudowałem nad sobą dom modlitwy i – tak jak potrafię – trzymam się tej świętej pomocy.


przygotowała:
Aleksandra Iwanowska

(Z kazania ks. Jana Twardowskiego na nabożeństwie różańcowym)


Fot. K. Mania

„Pielgrzym” 2009, nr 19 (517), s. 14-15

Kiedy na parkingu zatrzymuję swój samochód obok stojącego już tam innego samochodu i dostrzegam w jego wnętrzu zawieszony na lusterku różaniec, to zawsze budzi się we mnie pewne delikatne uczucie ufności i spokoju. Ten zawieszony różaniec przypomina mi po pierwsze, że Ktoś czuwa nad nami w naszych podróżach i po drugie, że właściciel tego pojazdu jest człowiekiem modlitwy.