Z Lucyną Pęczek, lekarzem pediatrą, o obyczajach żywieniowych dzieci szkolnych, rozmawia Marzena Burczycka-Woźniak


– Czy najmłodsze pokolenia Polaków dotknięte są już epidemią otyłości, tak jak to się dzieje w społeczeństwach zachodniego dobrobytu?
– Statystyki informujące o skali tego zjawiska na Zachodzie są zastraszające: co szóste dziecko cierpi na nadwagę, przybywa osób otyłych w tej grupie wiekowej. W Polsce nadwaga dotyczy 8,8 proc. uczniów w wieku 13-15 lat, natomiast z otyłością boryka się ok. 4,5 proc. dzieci. Jest to już niewątpliwie problem, który musi zostać zauważony przez specjalistów zdrowia publicznego. Otyłość to nie tylko kwestia natury estetycznej czy tej związanej z niską samooceną i brakiem akceptacji w środowisku rówieśników. Sprzyja ona powikłaniom zdrowotnym i to zarówno w wieku dziecięcym jak i dojrzałym. Stwierdzono zależność pomiędzy otyłością nabytą w dzieciństwie a skłonnością do niej w całym późniejszym życiu. O tym, że nadmiar kilogramów ma związek z chorobami cywilizacyjnymi – takimi jak cukrzyca, nadciśnienie tętnicze, stłuszczenie wątroby – wiemy już pewnie wszyscy. Stwierdzono większą śmiertelność z powodu choroby niedokrwiennej serca w grupie osób dorosłych, które w dzieciństwie przekroczyły wskazane normy masy ciała. Warto też wiedzieć, że otyłość nabyta w dzieciństwie bardzo utrudnia wszelkie kuracje odchudzające w dojrzałym wieku.

– Epidemia dziecięcej otyłości ma – jak wiemy – związek z kulturą żywieniową, której wzorce dyktują reklamy telewizyjne. W Polsce, w codziennym menu dziecka zagościły na dobre produkty typu fast food, niestety udostępniane w szkolnych sklepikach chipsy, wysokokaloryczne słodycze, napoje gazowane. Zarazem młodzież unika gimnastyki, zabaw ruchowych na świeżym powietrzu...
– Powiedzieć można, że aktywność fizyczna wyszła z mody. Dzisiaj młodzież i dzieci preferują rozrywkę wykluczającą ruch, rozrywkę wirtualną, przy komputerze. Opustoszały podwórka i place przed blokami, rzadko widzi się tam dziewczynki ze skakankami, dzieci grające w klasy, bawiące się w berka czy grające w dwa ognie.
Przeciwdziałanie otyłości powinno ogarniać zarówno dietę dziecka jak i jego tryb życia. Podstawowym obowiązkiem rodziców i szkoły jest kształtowanie prawidłowych nawyków żywieniowych.

– Pewnie w pierwszym rzędzie powinny zniknąć ze szkół automaty ze słodyczami i napojami.
– Niewątpliwie tak. Pamiętajmy jednak, że dziecko dysponujące kieszonkowym może sobie kupić przysłowiowe chipsy wracając ze szkoły. Rodzice powinni się zastanowić, czy dawać dziecku pieniądze, żeby sobie coś kupiło w szkolnym sklepiku czy – jak przypominamy to sobie z własnego dzieciństwa – wyposażyć dziecko w woreczek śniadaniowy ze zdrową kanapką i jabłkiem.
Bardzo podoba mi się program ministerialny „Owoce w szkole”, który wchodzi w życie w październiku bieżącego roku. Jest on częścią inicjatywy prozdrowotnej Unii Europejskiej, współfinansowany przez nią, i polega na dostarczaniu owoców i warzyw dzieciom w placówkach edukacyjnych. W Polsce, w roku szkolnym 2009/2010 docelowa grupa objęta tym programem to uczniowie klas I-III szkół podstawowych, czyli ponad milion dzieci. Uczniowie na przerwach otrzymywać będą za darmo porcje warzywno-owocowe, do wyboru: jabłka, gruszki, truskawki, marchew, rzodkiewka, papryka słodka, ogórek; oraz przetwory – soki owocowe, warzywne i owocowo-warzywne.

– Czy w programie „Owoce w szkole” przewidziane są jakieś działania o charakterze edukacyjnym?
– Tak. Będzie wzbogacana wiedza dzieci na temat owoców i warzyw. Szkoły, które przystąpią do programu, poprowadzą zajęcia z zakresu zdrowego stylu życia i to w ciekawej, zróżnicowanej formie tak, żeby dzieci uczyły się bawiąc i zajadając zdrowe owoce i warzywa.






„Pielgrzym” 2009, nr 20 (518), s. 18

Z Lucyną Pęczek, lekarzem pediatrą, o obyczajach żywieniowych dzieci szkolnych, rozmawia Marzena Burczycka-Woźniak