Gorzkie żale i ich przesłanie – ks. Tomasz Czapiewski

Trwa Wielki Post i po raz kolejny w tysiącach polskich kościołów wsłuchujemy się w pełną smutku, melancholijną tonację Gorzkich żalów. „Gorzkie żale przybywajcie, serca nasze przenikajcie…”. Już sam tytuł intryguje – Gorzkie żale – nie wiadomo bowiem, czemu gorzkie, skoro opowiadają historię naszego odkupienia.

REKLAMA

Czy gorzkie są dlatego, że tak bardzo polskie, iż przejęły coś z goryczy narodowej historii i jej powtarzających się dramatów, czy wreszcie dlatego, że gorzkimi słowami opisując Mękę Pańską, w jej tle przywołują historię ludzkiej grzeszności, człowieczych zdrad i upadków? Także naszych osobistych grzechów i słabości, stąd historię cierpienia i śmierci Jezusa Chrystusa, Bożego Syna, który z miłości do ludzi stał się człowiekiem i na siebie wziął nasze winy – bo „tak Bóg umiłował świat”, choć przez ludzi właśnie został zdradzony i wydany na śmierć – zawsze trzeba rozważać i odnosić do siebie.

Historycznie to wielkopostne nabożeństwo pasyjne wyodrębniło się na przełomie wieków XVII i XVIII z popularnej piętnastowiecznej pieśni o „Męce Pańskiej”, a także z wcześniejszych, jeszcze średniowiecznych, chociaż do dziś praktykowanych – misteriów ilustrujących mękę i śmierć Chrystusa. Gdy chodzi o Gorzkie żale, ich rzeczywistym autorem jest ks. Wawrzyniec Stanisław Benik, kapłan z klasztoru księży misjonarzy św. Wincentego à Paulo przy kościele św. Krzyża w Warszawie. Schemat tego rdzennie polskiego nabożeństwa został oparty na brewiarzowej jutrzni, stąd tworzą go odpowiednio: pieśń wstępna, czyli „Pobudka”, ta sama dla każdej z trzech części, dalej intencja, hymn, „Lament duszy nad cierpiącym Jezusem” i „Rozmowa duszy z Matką Bolesną”. Dodać trzeba, że po „Lamencie duszy” we wszystkich częściach narrację przerywa swoista synteza wyśpiewanych już treści, wyrażana słowami: „Bądź pozdrowiony, bądź pochwalony! Dla nas zelżony, wszystek skrwawiony, bądź uwielbiony, bądź wysławiony, Boże nieskończony!”.

Myśli, odczucia, a co za tym idzie wyobraźnię śpiewaków tych pasyjnych wersetów do głębszych przemyśleń pobudzają zaskakujące ich, staropolsko brzmiące zwroty, kolejno opisujące męki zadawane Chrystusowi i – paralelnie – cierpienia Bolesnej Matki. Tutaj kilka tylko ich przykładów z pierwszej części: „Upał serca mego chłodzę”, „Żołnierz okrutny powrózmi krępuje”, „Jezu w ciężkim smutku żałością, jakoś sam wyznał, przed śmiercią nękany, czy „Matko ukochana, ciężko na sercu stroskana” i nad wyraz plastyczne i właściwie dosłownie brzmiące „krew mi serce zalewa”. Generalnie archaizmów używa się jako środków stylistycznych, które mają różnorodne funkcje. Do nich na przykład należy osiągnięcie pożądanego kolorytu historycznego czy też patosu. Archaizmy, wykraczając przecież poza standardowe, to znaczy współczesne słownictwo, stosowane choćby w aktualnych, dramatycznych opisach najróżniejszych ludzkich tragedii, zatrzymują myśli, by móc dokonać ich mentalnego przekładu na język współczesny. Skupmy się więc na analizie najbardziej charakterystycznych związków wyrazowych gorzkożalowej narracji.

Już w „Pobudce” wyobraźnię inspirują liczne, bardzo plastyczne zwroty, choćby przywołać te najbardziej charakterystyczne: „rozpłyńcie się me źrenice”, „słońce, gwiazdy omdlewają” i „twarde opoki”, które „się krają”. O ile rozpłynięcie się źrenic można sobie wyobrazić, to już omdlewanie słońca i gwiazd, a także krajanie twardych opok, nie uwzględniając obecnych technik, znacznie trudniej. A jednak one właśnie najdoskonalej, bo także symbolicznie, opisują ludzki wymiar i kosmiczne znaczenie Chrystusowych cierpień.

Ze wszystkich tych zwrotów najbardziej porusza początkowa fraza hymnu pierwszej części pasyjnego utworu: „Żal duszę ściska, serce boleść czuje”. Wpierw dlatego, że połączone zostały tu dwa symbole dotyczące człowieczego wnętrza: dusza i serce. O ile dusza jest czymś z natury ulotnym i trudno dającym się opisać, to już serce, symbolicznie obecne w całej Biblii, jest czymś konkretnym i uchwytnym. Nie dziwi więc, że przyjęło ono na siebie duchowy wymiar i takie znaczenie. „Żal duszę ściska, serce boleść czuje” – komuś choć trochę obeznanemu z malarstwem chrześcijańskim i ikonografią od razu przychodzi na oczy malarskie wyobrażenie „Chrystusa w tłoczni”. Ta kompozycja, pokrewna mistycznemu młynowi mielącemu ziarna na Chleb Eucharystyczny, jest siostrzana z wyobrażeniem mistycznej tłoczni, w której chodzi o prasę, co miażdżąc winne grona, wyciska z nich sok, który po właściwym dla niego procesie fermentacji staje się winem. Tym samym, które zostało użyte przez Jezusa w czasie Ostatniej Wieczerzy i Jego mocą, na Jego polecenie w trakcie każdej mszalnej konsekracji staje się prawdziwą Krwią, tą samą, która za nas została przelana na krzyżu. Tłocznia więc to miażdżenie, dokładnie takie samo, jakiego doświadczył Jezus w czasie biczowania, drogi na Golgotę, przybicia do krzyża i umierania na nim. Malarskie i jednocześnie symboliczne realizacje tych momentów Męki Pana generalnie wyglądają tak: w centrum kompozycji znajduje się Chrystus – z przepaską na biodrach i koroną cierniową na głowie; jest umieszczony w tłoczni, w której miażdży winogrona, w czasie gdy sam jest miażdżony symboliczną belką krzyża. Na wielu tych przedstawieniach umieszczano napis: Torcular calcavi solus – „Sam miażdżyłem je w kadzi”. Zdanie to znajduje swe źródło u proroka Izajasza, gdzie brzmi ono w ten sposób: „Dlaczego czerwona od krwi jest Twoja suknia i szaty Twe, podobnie jak u tego, co wygniata winogrona w tłoczni? Sam jeden wygniatałem je w kadzi, żadnego z narodów nie było ze Mną” (Iz 63,2–3). Tekst ten jest alegorią, w której ogrodnikiem wygniatającym w winnicy winogrona jest Bóg. Stąd stosowanie go w liturgii pasyjnej – w różnych wersjach tłumaczeń – sprawia, że ma on jednoznacznie eucharystyczne odniesienie, które każdemu wierzącemu winno uświadamiać uobecnianie Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Jezusa podczas Eucharystii. Tak też tę symbolikę rozumieli Ojcowie Kościoła, nadto łącząc ją z apokaliptycznymi wersami Apokalipsy św. Jana. Chodzi tu o wersy 13. i 15–16. z rozdziału 19. Oba wersy mają następujące brzmienie: „Odziany jest w szatę we krwi skąpaną, a nazwano Go imieniem Słowo Boga (w. 13) i: On udeptuje tłocznię wina zapalczywości gniewu Boga wszechmogącego. A na szacie i na biodrze swym ma wypisane imię: KRÓL KRÓLÓW I PAN ZASTĘPÓW” (w. 15–16).

To ten przekaz jest sednem gorzkożalowych określeń i znaczeń, które od wieków niezmiennie przywołujemy, rozważając Mękę Pańską. Pamiętajmy jednak, że ponad pięknem Gorzkich żalów jest właśnie Eucharystia, msza św., która nie tylko rozważa, ale przede wszystkim uobecnia wszystkie wydarzenia zbawcze i dlatego jest centrum chrześcijańskiej obecności, myślenia i kontemplacji.

ks. Tomasz Czapiewski

„Pielgrzym” [19 i 26 marca 2023 R. XXXIV Nr 6 (869)], str. 20-21

Dwutygodnik „Pielgrzym” w wersji papierowej oraz elektronicznej (PDF) można zakupić w księgarni internetowej Wydawnictwa Bernardinum.

Udostępnij ten artykuł:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *