Schola Cantorum Gymevensis świętuje w tym roku 25-lecie swojej działalności. Jest jednym z nielicznych chórów świeckich w Polsce wykonujących tradycyjny chorał gregoriański w oryginalnym przekładzie. W rozmowie z Anną Gniewkowską-Gracz o potędze średniowiecznego śpiewu liturgicznego i pasji, która staje się misją, mówią Eligiusz Machlus – dyrygent chóru, oraz Wojciech Górski – menadżer.


– Czym charakteryzuje się śpiew gregoriański?
– Eligiusz Machlus:
Chorał gregoriański to tradycyjny, jednogłosowy śpiew liturgiczny Kościoła katolickiego wykonywany a cappella, czyli bez akompaniamentu. Swoją nazwę zawdzięcza papieżowi Grzegorzowi VI, który skodyfikował nabożne śpiewy z różnych stron Europy. Od jego imienia – „gregorian” – nazwano je chorałem gregoriańskim.
– Wojciech Górski: Śpiewającymi mogli być wyłącznie mężczyźni, w myśl ówczesnej zasady: Mulier taceat in ecclesia (Kobieta ma milczeć w kościele). Śpiew miał uświetniać liturgię, a przede wszystkim nastrajać do modlitwy. Taki cel spełnia do dziś.

– Czy obecnie nadal zabrania się kobietom śpiewania chorału?
– E.M.:
Ustalony w średniowieczu kanon nadal obowiązuje, a zgodnie z nim chorał gregoriański wykonują tylko mężczyźni. Jednak prowadziłem już warsztaty gregoriańskie np. z dziećmi, z niezłym efektem.
– W.G.: Takie pomysły i eksperymenty mają swój urok. Schola w swojej historii również doświadczyła jednego z nich. Zaśpiewaliśmy z towarzyszeniem muzyki elektronicznej, a płyta „Gregorian Angels” w 1997 roku zdobyła status złotej.

– Nie jest to więc rodzaj śpiewu, który zamiera, ale tworzywo dające mnóstwo nowych możliwości twórczych.
– E.M.: Staramy się docierać swoim śpiewem do młodego pokolenia, a także dostosowywać do potrzeb słuchaczy. Najlepszym tego przykładem są msze ślubne z udziałem scholi, organizacja warsztatów, a także obecność w chórze bardzo młodych chórzystów.
– W.G.:
Chorał miał ogromny wpływ na twórczość wielu wybitnych kompozytorów. Posłużył jako baza licznych projektów muzycznych. Można choćby spróbować zaśpiewać chorał z akompaniamentem. Ukryta w nim siła daje sporo możliwości.

– Zdaje się, że również komercyjnych, o czym może świadczyć sukces popularnego na początku lat 90. XX wieku zespołu „Enigma”.
– E.M.:
Od nagrań „Enigmy” zaczęła się historia Scholi Cantorum Gymevensis. Śpiew gregoriański pojawiający się w tych utworach spodobał się późniejszym twórcom chóru, którzy postanowili przeszczepić go na gniewski grunt. Do tego projektu zostali zaangażowani najlepiej przygotowani muzycznie mieszkańcy miasta. Dziś popyt na śpiewy gregoriańskie wcale nie jest mały. Dla wiernych spotkanie z chorałem na koncercie to niesamowite przeżycie. Utwory te docierają w najgłębsze zakamarki dusz, poruszają w człowieku najczulsze struny. Te śpiewy niosą ze sobą duży ładunek emocjonalny a jednocześnie relaksują zarówno wykonawców, jak i słuchaczy.
– W.G.:
Oprócz trzech nagranych płyt, mamy w swoim dorobku także ścieżkę dźwiękową do produkcji filmowej „Błogosławiona wina”. Otrzymujemy zaproszenia z całej Polski. Koncertujemy, przygotowujemy oprawę muzyczną mszy św., ślubów, innych uroczystości kościelnych i świeckich. Śpiewaliśmy dla biskupów, arcybiskupów, nuncjusza apostolskiego. Nie mieliśmy jeszcze okazji zaśpiewać dla papieża Franciszka, ale wszystko jeszcze przed nami…

– 25 lat śpiewu gregoriańskiego to jeszcze pasja czy może już misja, by popularyzować ten szczególny rodzaj modlitwy?
– E.M.:
Najważniejsza jest przyjemność, jaką czerpiemy ze śpiewania. Dołączyłem do zespołu 16 lat temu. Myślę, że dzięki scholi i chorałowi znalazłem się bliżej Boga. Każdej mszy św., a nawet koncertowi towarzyszy refleksja, bardziej świadome i głębsze uczestnictwo w Eucharystii. Śpiew gregoriański to z pewnością pasja. A misja…? Może coś w tym jest. Z naszego chóru wywodzi się przecież czterech księży…
– W.G.:
Mamy chórzystów, którzy należą do scholi od początku jej działalności. Ja posiadam staż 24-letni. Samo zaangażowanie tych ludzi świadczy, że jest to ogromna pasja. Pasja, która dla wielu staje się misją, formą modlitwy, sposobem spędzania wolnego czasu.

– Słuchacze również tak głęboko odbierają wasz śpiew
?
– E.M.:
– Staram się przekazać słuchaczom to, co w nim najpiękniejsze. Nie dziwię się, że podczas koncertu zamierają z wrażenia. Taka jest właśnie siła tego śpiewu, zwłaszcza kiedy rozbrzmiewa we wnętrzach o doskonałej akustyce.
Dawaliśmy kiedyś koncert na zaproszenie człowieka, który – jak sam przyznał – nawrócił się podczas jednego z naszych występów. Zaczął myśleć o Bogu, analizować i wrócił na łono Kościoła.

– Gdzie można was posłuchać? Czy poza Gniewem są też inne ośrodki śpiewu gregoriańskiego?
– E.M.:
W zamku mieści się nasza siedziba. Tam mamy próby i dajemy koncerty, uświetniając śpiewem msze św. w kaplicy zamkowej, a także prowadząc warsztaty dla wykonawców krajowych i zagranicznych.
W skali kraju chorału jest bardzo mało. Trudno nam się zatem spotkać z innymi chórami, żeby wymienić doświadczenia.
– W.G.: Rzeczywiście, najpiękniej chór wybrzmiewa w kaplicy zamku Gniew, zresztą spośród budowli świeckich tylko ta warownia ma w swoich murach chorał gregoriański.
Dzięki wsparciu ze strony Stowarzyszenia Centrum Aktywnych Gniew mamy zapewnioną obsługę finansowo-księgową i pomoc logistyczną, a to oznacza więcej czasu na śpiewanie.


Fot. A. Połomski

„Pielgrzym” 2016, nr 9 (689), s. 18-20


Schola Cantorum Gymevensis świętuje w tym roku 25-lecie swojej działalności. Jest jednym z nielicznych chórów świeckich w Polsce wykonujących tradycyjny chorał gregoriański w oryginalnym przekładzie. W rozmowie z Anną Gniewkowską-Gracz o potędze średniowiecznego śpiewu liturgicznego i pasji, która staje się misją, mówią Eligiusz Machlus – dyrygent chóru, oraz Wojciech Górski – menadżer.