Spotkanie z parafianami – rozmowa z ks. Mirosławem Cholewą, proboszczem podwarszawskiej parafii w Magdalence, redaktorem naczelnym kwartalnika „Pastores”

Z ks. Mirosławem Cholewą, proboszczem podwarszawskiej parafii w Magdalence, redaktorem naczelnym kwartalnika „Pastores”, o wizycie duszpasterskiej, rozmawia ks. Wojciech Węckowski

REKLAMA


– Często słyszy się krytykę wizyt duszpasterskich. Czym właściwie dzisiaj powinna być kolęda?
– Wizyta duszpasterska będzie inaczej wyglądała w środowisku zakorzenionym w Kościele, gdzie ludzie dosyć żywo i systematycznie uczestniczą w życiu sakramentalnym; inaczej będzie wyglądała kolęda tam, gdzie jest środowisko niechętne Kościołowi, w którym słabiej praktykuje się wiarę; inaczej gdzieś w ośrodkach wielkomiejskich; inaczej na wsiach czy na przedmieściach wielkich miast. Czym może być kolęda? Ja podzielę się tutaj swoimi doświadczeniami z parafii podwarszawskiej, gdzie w ciągu 20 lat nastąpiła bardzo duża zmiana struktury mieszkańców. Z dawnych terenów rolniczych, wiejskich teren parafii staje się przedmieściem Warszawy, gdzie ze stolicy sprowadzają się ludzie wykształceni: lekarze, pracownicy naukowi wyższych uczelni, przedsiębiorcy.
W klasycznym sensie kolęda – wizyta duszpasterska – jest czasem zanoszenia błogosławieństwa Bożego rodzinom, poświęceniem domów. Wizyta duszpasterska jest też okazją do bezpośredniego spotkania duszpasterza z poszczególnymi ludźmi i to w ich miejscu zamieszkania. Dzięki takim spotkaniom udaje się nam weryfikować, kto jest w naszej parafii katolikiem. W tym celu zabieramy ze sobą kartotekę parafialną.

– Przy takiej weryfikacji może okazać się, że ktoś nie uczęszcza do kościoła, albo, że żyje w związku niesakramentalnym.
– Okazuje się niekiedy, że naszymi parafianami są też osoby, które nie są mocno związane z Kościołem, nie praktykują sakramentów; są jakoś zaniedbane religijnie, czy to z racji lenistwa, czy dlatego, że żyją w związkach niesakramentalnych. Dla większości tych osób jest to – jeśli zdecydują się oczywiście na przyjęcie księdza – łatwiejszy moment spotkania niż w kancelarii parafialnej, czy w zakrystii, gdzie nie czują się bezpiecznie. W związku z tym spotkanie kolędowe, nawet z podjęciem tematów dotyczących ich sytuacji, też może przebiegać trochę inaczej i spokojniej.

– O czym rozmawia Ksiądz proboszcz z takimi osobami?
– Zapraszam je do naszego duszpasterstwa. Dla osób, które mieszkają tu przez wiele miesięcy, nawet kilka lat, a nie przestąpiły progu kościoła, może to być bardzo trudna decyzja. Są pewne przedpola duszpasterskie, na przykład w naszej parafii takim przedpolem jest „Kawiarenka pod Aniołami” – miejsce, gdzie można w sobotę czy w niedzielę wypić herbatę, kawę, gdzie można posiedzieć, sięgnąć po prasę katolicką i spotkać się z ludźmi. Zapraszam osoby, które nie są tak blisko Kościoła, parafii, do wizyty w naszej kawiarence, która jest zresztą bardzo pięknym, sympatycznym miejscem, obsługiwanym przez wolontariuszy z wielkim sercem. Innym przedpolem jest strona internetowa. Staramy się dbać o to, żeby nie tylko znajdowała się tam informacja o parafii, ale żeby także były nagrania różnego typu katechez i wprowadzeń modlitewnych, które można odsłuchać w domu.
W sytuacjach, kiedy słyszę o jakichkolwiek problemach, na przykład w relacjach małżeńskich, to zapraszam zainteresowane osoby do dłuższej rozmowy w kancelarii. Zachęcam też do tego, żeby odsłuchać konferencje małżeńskie na naszej stronie internetowej, albo do udziału w spotkaniach, które organizujemy dla małżeństw. Tak więc jest to okazja, żeby choć odrobinę te osoby przyprowadzić bliżej do Pana Boga i Kościoła. W niektórych skomplikowanych sytuacjach, zwłaszcza małżeńskich, staram się małżonków zatrzymać i przedstawić im różne możliwości – może nie pełnego udziału w życiu sakramentalnym, ale jednak jakiegoś udziału w życiu Kościoła. Odbywa się to w spokojnej, życzliwej atmosferze. Część z tych osób po wizycie, która trwa trochę dłużej w ich domu, może zmienić postrzeganie księdza, Kościoła, parafii, co pozwoli przełamać pierwsze lody.

– Jaka jest przyczyna tego, że wiele osób żyje na „próbę”, w związkach niesakramentalnych? Myślę o tych, którzy nie mają żadnych przeszkód do zawarcia związku małżeńskiego.
– Większość z tych par żyjących w związkach niesakramentalnych, w moim przekonaniu, ma problem zasadniczy: to jest problem ich wiary. Jeśli byliby ludźmi o żywej, głębokiej wierze, to sami dążyliby do zawarcia sakramentu małżeństwa. Jeśli wiara jest słaba, to model życia jest bezrefleksyjny. Próbuję na różne sposoby docierać do nich, zachęcać do korzystania z propozycji, jakie są w parafii, w diecezji. Niekiedy zdarza się tak, że w związku niesakramentalnym pojawia się dziecko i rodzice chcą  je ochrzcić, a sakramentu małżeństwa nie chcą przyjąć. W tej sytuacji stawiam wprost wymóg konkretny, że oprócz deklaracji, co do wychowania katolickiego dziecka, rodzice wezmą udział w weekendowym Kursie Filipa – są to krótkie rekolekcje ewangelizacyjne, przeżywane w środowisku ludzi wierzących.

– Spotyka na pewno Ksiądz ludzi wierzących, ale mających różne kryzysy. Czym dla nich może być kolęda?
– Wizyta duszpasterska jest też okazją do głoszenia kerygmatu, czyli podstawowego orędzia o bliskości, miłości Boga, o tym, że w Jezusie jest zbawienie, w Jezusie jest rozwiązanie najtrudniejszych sytuacji życiowych. W czasie każdego sezonu kolędowego przynajmniej w kilku domach, gdzie właśnie widzę jakiś kryzys życia – wiary, taki kerygmat staram się wprost  ogłosić czy nawet zaprosić później do pogłębienia doświadczenia wiary.
Szczególnej troski duszpasterskiej wymagają osoby chore, osoby  niedołężne, w starszym wieku. Tutaj również proponujemy konkretną pomoc, chociażby nasze wizyty w pierwsze piątki miesiąca: możliwość spowiedzi, Komunii św. Są także rodziny znajdujące się w potrzebie materialnej. Przekazujemy informację o nich naszemu zespołowi parafialnemu Caritas.

– Proszę Księdza, bardzo delikatną sprawą są zawsze ofiary na kolędach. Niektórzy nam wytykają, że chodzimy ze względu na nie. W jaki sposób można zadbać o ofiarność wiernych w parafii?
– Mam zasadę taką, że nigdy nie oczekuję ofiary. Jeśli ktoś chce złożyć ofiarę po kolędzie, zazwyczaj ją przyjmuję. Jeśli nie, to w ogóle nawet nie daję poznać po sobie, że jest coś nie tak. Myślę, że też nie ma co udawać, iż dużym wsparciem dla parafii są ofiary składane z racji kolędy. Ja przed wizytą duszpasterską mówię o zamierzeniach, które chciałbym zrealizować jako inwestycje parafialne. Po kolędzie, czy po jakichś zbiórkach, też  wyraźnie ogłaszam, jakimi funduszami dysponujemy, co udało się zrobić, co jest jeszcze do zrobienia, czy do spłacenia, czyli z mojej strony jest duża przejrzystość spraw finansowych. Informuję i dziękuję za hojność parafian w różnych dziełach, nie tylko parafialnych, ale też wspierania misji, misjonarzy, wspierania Kościoła na Wschodzie, kształcącej się młodzieży, Caritas i wielu innych dzieł.
Mój poprzednik na pewien czas zawiesił przyjmowanie ofiar z racji odbywanych wizyt duszpasterskich i przez kilka lat nie były one w ogóle przyjmowane. Kiedy przyszedłem do tej parafii, zdecydowałem, że nie będę się upominał o ofiary, ale po prostu przyjmuję i dziękuję za wszystkie, które są składane.

– Czy w parafii są też osoby innego wyznania, które przyjmują kolędę?
– To są śladowe liczby, ale są takie osoby. Na przykład na terenie naszej parafii mieszka Żyd, który przyjmuje regularnie wizytę duszpasterską księdza.

– I też rozmawia z Księdzem.
– Rozmawia i to nawet bardzo chętnie. Nie jest to może bardzo ortodoksyjny żyd, ale nie ukrywa swojego pochodzenia, swoich przekonań. Przy tym muszę powiedzieć, że bardzo życzliwie mnie przyjął. Była chwila rozmowy. Chętnie podjął wspólną modlitwę. Nie miał nic przeciwko temu, żeby na przykład w naszej kartotece parafialnej zweryfikować pewne dane. Przekazał również ofiarę na parafię.

– Czy kiedyś podczas kolędy spotkała Księdza jakaś przykra sytuacja?
– Są przykre sytuacje wtedy, kiedy moi parafianie odmawiają wizyty duszpasterskiej i dodają do tego jeszcze nieraz jakieś niemiłe słowo. Są to na szczęście sporadyczne sytuacje. Dla duszpasterza jest zawsze bolesne, gdy spotyka biedę moralną czy materialną parafian. Boleję nad sytuacją par, które mieszkają bez sakramentu małżeństwa, choć nie mają żadnych przeszkód. Boleję, kiedy widzę, że tacy ludzie, którzy deklarują, że są katolikami, pozostają na obrzeżach Kościoła.


„Pielgrzym” 2009/2010 nr 26 (524), s. 18-19

Udostępnij ten artykuł:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *