Święci Pańscy – Święta Marta

Jest gorący dzień, do Betanii zbliża się Jezus ze swoimi uczniami. Marta wychodzi na próg domu, ma przeczucie, że Mistrz zatrzyma się u nich, mieszkają przecież na początku wsi.

REKLAMA


Tyle jeszcze do zrobienia. Trzeba umyć podłogi, wywietrzyć w izbie i dokończyć szykowanie obiadu. Jej siostra, Maria, układa w  dzbanie zerwane na łące kwiaty.
– Ruszyłabyś się, pozamiatała kuchnię, zamiast bawić się tymi kwiatami – fuka na nią Marta.
Maria uśmiecha się zamyślona.
Wreszcie wszystko gotowe, a we wsi słychać już ujadanie psów, które zwiastuje nadejście przybyszów.
W kurzu wzbijającym się z piaszczystej drogi widać Mistrza idącego w otoczeniu uczniów i sporej gromady ludzi. Tak jak przeczuwała Marta, Jezus puka do ich drzwi.
– Witaj, Panie. – Maria wyprzedza siostrę i otwiera drzwi domu na oścież.
– Pozwolicie nam się tu zatrzymać? – Jezus patrzy jej prosto w oczy.
– Tak, już przygotowałam wodę do obmycia nóg. – Marta wskazuje na miskę i ręcznik w sieni domu.
Po chwili siedzą już przy stole, Jezus naucza. Mężczyźni przysłuchują się Jego słowom, a Maria usiadła u Jego stóp i nie spuszcza z Niego wzroku. Tak jakby świat przestał dla niej istnieć.
– Chodź, trzeba nakładać jedzenie na talerze – szepcze Marta. Maria naprawdę jej nie słyszy, słyszy tylko Jezusa.
– Może wreszcie wstaniesz i mi pomożesz, wszystko mam na głowie, a ty siedzisz jak jakaś królewna – narzeka Marta.
Wreszcie nie wytrzymuje i podchodzi do Jezusa.
– Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła.
A Pan jej odpowiedział:
– „Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona” (Łk 10, 40-42).
Martę na pewno zaskoczyły słowa Pana. Ale może doszło do niej, że można troszczyć się o rozmaite sprawy, ale najważniejszy jest Bóg.

Anna Moszyńska


Kliknij w obrazek, aby powiększyć.


Mały Pielgrzym, Lipiec 2019, nr 7 (340)

Udostępnij ten artykuł:

Dodaj komentarz