Przyznaję się, zjadłem płetwala karłowatego – Sławek Walkowski

Podobno ta kiełbasa ma fantastyczny smak. Podobno jest ekscytującą atrakcją na stole. Sprawdziłem. Jakoś nie podzielam tych opinii.

REKLAMA

Moja mama ma siedemdziesiąt pięć lat. Niedawno wróciła z Norwegii, gdzie polowała na zorze polarne. Po powrocie w ciągu półtora tygodnia znalazła jedynie dwie godziny, by się ze mną spotkać. I zaraz pognała do Maroko.

„No to jak było w Norwegii?” – zapytałem, gdy ponownie pakowała plecak.

„Cudownie – odpowiedziała. – Widziałam kilka zorzy i porobiłam świetne zdjęcia. Powoziłam saniami po lodzie. Zjadłam burgera z renifera i wypiłam kilka szotów. Przywiozłam ci kiełbasę. Kiełbasę z wieloryba. No, to pa”.

„Nigdy nie wezmę tego do ust – zadeklarowała moja przyjaciółka. – Biedny wieloryb” – dodała. A ja stałem w kuchni z tą kiełbasą w ręku i zastanawiałem się, co mam z nią zrobić. Przecież nie wyrzucę. Nie znoszę wyrzucać jedzenia. Z drugiej strony walenie raczej są pod ochroną i głupio tak, nieetycznie wręcz, jeść zagrożone gatunki. Okej, to nie ja go przecież ukatrupiłem na Morzu Barentsa. Nie ja zrobiłem z niego tę kiełbasę. I nikt z wielorybników nie pomyślał, że czas miotnąć harpunem w jakiegoś finwala, bo w dalekiej Polsce Sławek oblizuje się, oglądając programy National Geographic o morskich ssakach. Dobrze, sumienie mi się uspokoiło. Tylko co dalej? Co zrobić z tą kiełbasą?

Pogrzebałem w necie. Okazuje się, że producent wędliny Svindland to stara, rodzinna firma. W 1892 roku założył ją we Flekkefjord w mieście na norweskim wybrzeżu Morza Północnego, na wschód od Kristiansand, niejaki Salve Svindland. Sprzedawał świeże mięso. Potem jego następcy poszerzyli asortyment spółki o przetwory mięsne, by po 1960 roku skupić się na peklowanych i wędzonych kiełbasach. W 1992 roku, podczas obchodów stupięćdziesięciolecia miasta, pracownicy firmy w prezencie wyprodukowali blisko dwudziestometrowe salami o wadze 676 kilogramów. Salami trafiło do Księgi Rekordów Guinnessa. Dzisiaj w ofercie Svindland ma wiele różnych kiełbas z renifera, łosia, woła, owcy, świni i konia, z dodatkiem wina, piwa, aquavity, czosnku, chilli i wszelakich przypraw, są szynki, salami i pepperoni, a także kiełbasa wikinga, ale nie z wikinga tylko z wieprzowiny, serc i ozorów. Jest i moja kiełbasa z wieloryba, Hvalpølse, o wadze 300 gramów za jedyne 129 koron norweskich, czyli 48 zł.      

Producent zapewnia, że kiełbasa ma fantastyczny smak. Właśnie tak napisali – fantastyczny. Można ją zjeść samą jako przekąskę, wykorzystać przy tapas albo na pizzy. Już widzę miny Włochów na widok pizzy z wielorybem. Svindland zapewnia, że do jej wyrobu użyto najwyższej klasy mięsa z płetwala karłowatego oraz wieprzowiny i że ten wyrób z pewnością „będzie ekscytującą atrakcją na stole wędlin”.

Ekscytująca kiełbasa… Myślę, że norweskich masarzy trochę poniosło. To dobra, solidna wędlina, smakuje mniej więcej jak salami z dziczyzny. Jest ciemna, z wyraźnymi kawałkami białego tłuszczu, mocno doprawiona pieprzem i papryką, pozostawia wyraźny posmak peklowanego, słonego mięsa. Dobra kiełbasa. O wiele lepsza niż zdecydowana większość naszych rodzimych wyrobów. Od razu deklaruję, że zjem ją do końca.

Podejrzewam, że część z was właśnie uznała mnie za okrutnika, niszczyciela przyrody, groźniejszego niż koncerny naftowe i pływające wyspy plastiku w oceanach. Prawda jest taka, że mimo zakazu polowań Norwegia, Japonia i Islandia zabijają morskie ssaki „w celach badawczych”. Polują także ludy Syberii, Alaski i Grenlandii oraz kilku małych wysp. Ich mięso mogą wykorzystywać w celach spożywczych. Na szczęście popyt jest mały i zainteresowanie maleje. Prawdopodobnie więc to moja ostatnia kiełbasa z wieloryba. 

Sławek Walkowski

„Pielgrzym” [26 listopada i 3 grudnia 2023 R. XXXIV Nr 24 (887)], str. 37.

Dwutygodnik „Pielgrzym” w wersji papierowej oraz elektronicznej (PDF) można zakupić w księgarni internetowej Wydawnictwa Bernardinum.

Udostępnij ten artykuł:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *