Choć adopcyjni rodzice stworzyli Marii bezpieczny i szczęśliwy dom, intuicyjnie czuła, że czegoś jej brakuje. Pół roku temu, w wieku dwudziestu trzech lat, dowiedziała się, że jest adoptowanym dzieckiem. Wtedy poczuła, że chce i musi odnaleźć biologicznych rodziców i zadać im to najważniejsze pytanie: dlaczego? Z Marią Rzeźnik rozmawia Iwona Demska.


– Niedawno poznałaś trudną prawdę o swojej rodzinie. Nikt wcześniej nie mówił Ci, że byłaś adoptowana.
– Teraz, z perspektywy czasu, wiem, że takie sygnały docierały do mnie już wcześniej. Po raz pierwszy moja adopcyjna mama powiedziała mi o tym, gdy miałam osiem lat. W telewizji emitowano właśnie program o domach dziecka i mama wyjaśniła mi, że mieszkają w nim dzieci porzucone przez rodziców. Zupełnie niespodziewanie zadałam pytanie, czy ja również w takim domu byłam. Mama odpowiedziała, że spędziłam tam jakiś czas. Ja oczywiście tego nie pamiętam.
Biologiczna mama przytoczyła mi tę rozmowę po wielu latach, kiedy sprawa mojej adopcji przestała być już tajemnicą. Kompletnie o tym zapomniałam. Chociaż od zawsze intuicyjnie czułam, że jestem inna od reszty rodziny. Oczywiście rodzice adopcyjni nigdy nie dali mi tego odczuć. Jednak co jakiś czas – zwłaszcza przy okazji różnych świąt – odzywało się we mnie to niedające spokoju uczucie, że coś jest nie tak, lecz nie wiedziałam co, nie potrafiłam tego nazwać. (…)






Więcej przeczytasz w najnowszym numerze dwutygodnika „Pielgrzym” (24/2019).