Jeśli czegoś nie robimy lub odkładamy to „na jutro”, to najczęściej dlatego, że z tego nierobienia czerpiemy korzyści lub robimy w tym czasie coś znacznie przyjemniejszego albo po prostu odpoczywamy. Rzecz ma się jednak inaczej, kiedy odkładając lub nie robiąc czegoś, tak naprawdę, przeżywamy związany z tym ciągły stres, poczucie winy i niepokój. Patologiczne odkładanie wszystkiego na później, czyli prokrastynacja, od lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku określane jest jako jedno z zaburzeń psychicznych, często towarzyszące depresji. Człowiek cierpiący na prokrastynację męczy się, nic nie robiąc, ale praca też go przeraża. Leczenie tej dysfunkcji zależy od jej nasilenia. Czasem jedynym wyjściem jest wizyta u specjalisty: psychiatry czy psychologa. Można jednak spróbować samemu coś zmienić. Pierwszą zasadą jest próba podziału „dużej” rzeczy do zrobienia na małe etapy. Należy nagradzać się za każdy mały sukces w pokonywaniu zadań, ale nie karać, jeśli nie uda się pokonać kolejnego etapu. Dobrze też zrobić sobie listę projektów od najważniejszych do tych, które mogą poczekać. Przy czym zaczynamy realizację od najtrudniejszego, bo po jego zrobieniu poczujemy ulgę a nasza motywacja wzrośnie.

Justyna Zamojska


„Pielgrzym” 2017, nr 23 (729), s. 34