Boży Syn – narodzony – ks. Sławomir Kunka

Z faktu poczęcia i narodzenia Jezusa Chrystusa z Maryi Dziewicy z całą mocą wyłania się prawda, że „nikt nie jest ojcem tak jak Bóg” (KKK 239). Niepokalanie Poczęta Maryja nie tylko doświadczała tej prawdy w poświacie zwiastującego Gabriela czy blasku betlejemskiej gwiazdy, ale przez całe swe święte życie.

REKLAMA


Jednak pod krzyżem w Sercu Bolesnej Matki prawda Bożego Ojcostwa wyrazi się najdosłowniej (Łk 23,46). Jak swoim poczęciem i narodzeniem Jezus przybliży nam Ojca, z którym zawsze stanowi jedno (por. J 10,30), tak umierając, oddał nam swoją Dziewiczą Matkę (J 19,26–27). To z Niej, wybranej uprzednio przez Ojca, narodził się „dla nas ludzi i dla naszego zbawienia” (Symbol Nicejsko-Konstantynopolitański). Tak naucza też Sobór Chalcedoński: „Przed wiekami zrodzony z Ojca jako Bóg, w ostatnich czasach narodził się dla nas i dla naszego zbawienia jako człowiek z Maryi Dziewicy, Bożej Rodzicielki”. Prawda dziewiczego poczęcia Syna Bożego i naszego odkupienia przez Jego śmierć na krzyżu są nierozdzielne.

Jedna prawda w dwóch odsłonach
Gdy myślę o Świętach Bożego Narodzenia, przypomina mi się zdarzenie opowiedziane przez jednego z seminaryjnych profesorów. Otóż w jednej z parafii podczas mszy św. pasterskiej, na jakimś murze w pobliżu kościoła pojawił się napis: „Dziś śpiewacie Mu kolędy, a jutro zabijecie Go jak karpia”. Nie jest to zdanie bezpodstawne, choć już sam napis, z jego formą na czele, stanowi już pierwszy „gwóźdź” jego realizacji. Musimy jednak przyznać, że na pięciolinii naszego życia pauza między nutami z zapisem melodii świątecznych pastorałek i kolęd śpiewanych Nowonarodzonemu Dzieciątku a pełnymi dysharmonii okrzykami z Wielkiego Piątku jest niepokojąco krótka.
Oczywiście, trzeba śpiewać Nowonarodzonemu, bo śpiew otwiera serca na Boga. Śpiew to dobry sposób wychwalania Boga całym sercem tego, kto śpiewa. Śpiewając, oddajemy Bogu cześć i uwielbiamy Jego imię. Chwalimy Go jako swego Pana, Ojca i Obrońcę. Dlatego Akatyst ku czci Bogurodzicy niegodziwego króla Heroda opisuje jako tego, „co śpiewać nie umiał: Alleluja”. Serce jego zaciśnięte lękiem przed utratą „swojego krzesełka” nie mogło wydać radosnej pieśni na cześć „Króla królów” (por. Ap 19,16). Nasze świąteczne śpiewanie Jezusowi ma nam pomóc otworzyć serca na Jego cichą obecność w naszym świecie nie tylko w czasie Świąt Jego Narodzenia.

„Gdy się Chrystus rodzi…”
Gdy pozwolimy ogarnąć się smutnym myślom dotyczącym stanu naszego świata, w którym da się znaleźć tyle niegodziwości, kłamstwa i krzywdy, słowa z niektórych kolęd wciąż na nowo, a nawet coraz mocniej, stają się powodem ogromnego zadziwienia nad tajemnicą Bożego Narodzenia. Czy da się bez zadziwienia, patrząc na owoce naszych grzechów osobistych, narodowych i całych struktur kłamstwa i udawanej tolerancji, zaśpiewać: „Cóż masz, niebo, nad ziemiami? Bóg porzucił szczęście swoje…”? Albo: „Opuściłeś śliczne niebo, obrałeś barłogi…”?  Czym ziemia zasłużyła sobie, aby odwieczne Słowo Boga „stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” (J 1,14).
Zadziwienie będzie jeszcze większe, gdy uświadomimy sobie, że Chrystus wciąż do nas przychodzi. Nie może przecież przestać być sobą! Jako Emmanuel (Mt 1,23; Iz 7,14), czyli „Bóg z nami”, nie przestaje też być wiernym swej obietnicy: „Jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20). Gdy przyszedł za pierwszym razem, został niezauważony, a nawet odrzucony. Gdy się rodził, nie było dla niego „miejsca w gospodzie” (Łk 2,7), gdy nauczał, nie znalazł „miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć” (Mt 8,20). Chodź przyszedł „do swojej własności”, „swoi Go nie przyjęli” (J 1,11). Co czuł, gdy słyszał wołanie swoich braci: „Precz! Precz! Ukrzyżuj Go!” (J 19,15). Z innych wersetów Ewangelii dowiadujemy się, że w Jego Sercu była tylko miłość i przebaczenie (Łk 23,34) oraz wielkie pragnienie pełnienia woli Ojca (Mk 14,36).
Niestety, świat się wciąż oddala. Bóg zaś i tak wciąż doń przychodzi z łaską przebaczenia i miłosierdzia. Przychodzi z miłością, którą wielu wciąż odrzuca. Czyż nie zadziwiająca jest tajemnica Narodzin Syna Bożego, Pana i Stwórcy świata (por. Kol 1,16), dla którego na świecie nie było miejsca?

Niepokalana jako „raj” i „świat” naszego Boga
W jednym z hymnów na cześć Maryi Panny śpiewamy: „Tyś cudownie zrodziła światu Zbawiciela. Tyś sama wykarmiła swego Stworzyciela”. Odkrywanie „tajemnicy Maryi”, Świętej Bożej Rodzicielki, rzuca wiele nowego światła na tajemnicę Bożego Narodzenia. Św. Ludwik M. Grognion de Montfort stwierdza, że „nie ma i nigdy nie będzie stworzenia, w którym Bóg jaśniałby wspanialej niż w Najświętszej Maryi Dziewicy, nie wyłączając Błogosławionych, Cherubinów, ani nawet najwznioślejszych Serafinów nieba” (Tajemnica Maryi). Poczynając się pod Sercem Maryi, został przyjęty z najczystszą miłością. Stwórca w dziewiczym łonie Niepokalanej znalazł swój upragniony świat, swoją najmilszą własność. Maryja jest bowiem „«rajem» Boga, Jego niewysłowionym światem, do którego zstąpił Syn Boży, ażeby działać w nim cuda, strzec go i mieć w nim swe upodobanie” (Tajemnica Maryi). Nie dziwmy się zatem, że gdy „nadeszła pełnia czasu” (Ga 4,4), w Niepokalanej Dziewicy z Nazaretu „Mądrość zbudowała sobie dom” (Prz 9,1). Pod sercem św. Anny Mądrość Boża „stworzyła i ukształtowała Najświętszą Maryję, z radością większą niźli przy stwarzaniu świata” (św. Ludwik, Miłość Mądrości Przedwiecznej). Niewysłowione piękno i nienaruszona czystość Niepokalanej pozwalają nam widzieć w niej „ogród zamknięty” (Pnp 4,12), po którym z największym upodobaniem przechadza się Stwórca.
Przekracza zdolności ludzkiego języka wypowiedzenie „niewysłowionych więzi Przenajświętszej Trójcy z tym pięknym Stworzeniem” oraz „wierności, z jaką odpowiedziało Ono na łaski swojego Stwórcy” (Miłość Mądrości Przedwiecznej). To właśnie najpokorniejsza, najczystsza i najpiękniejsza ze wszystkich stworzeń stała się Arką Przymierza, najwznioślejszą w świecie stworzonym Świątynia Ducha Świętego. Stąd św. Maksymilian M. Kolbe wyprowadza wniosek, że „nie inaczej, jak tylko przez Nią, miłość stworzeń przepływać będzie do Jezusa, a przez Niego do Ojca. Nie zawsze stworzenia o tym pamiętać będą, ale zawsze tak się będzie dziać”. Gdy więc pragniemy przyjąć Chrystusa Nowonarodzonego najpiękniej, jak tylko stworzenie potrafi, winniśmy naśladować Niepokalaną i prosić Ją o pomoc w tym względzie.

Dwie myśli z przedświątecznych przygotowań
Czytając opis Zwiastowania Dziewicy Maryi, natrafiamy na słowa: „Anioł wszedł do Niej i rzekł: «Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami»” (Łk 1,28). Zaraz potem zaś anielskie dopowiedzenie: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga” (w. 30). Jeśli młoda Królowa wielkich Aniołów „zmieszała się na te słowa” (Łk 1,29), to czyż Anioł, znający godność swej Rozmówczyni, nie miał jeszcze większych powodów do odczucia powagi chwili? Jeśli nawet w świecie aniołów nie istnieje to, co nazywamy tremą czy przejęciem, to jednaj faktem jest, że ów Zwiastun stanął wobec swej Królowej. Zauważmy też, że Maryja miała nie tylko „bliżej” do Chrystusa niż do pierwszego Adama, co wyznajemy w dogmacie Niepokalanego Poczęcia. Przeczysta Dziewica miała także „bliżej” do Boga, któremu całkowicie w dziewictwie swym się oddała (Łk 1,48–50) niż do Anioła zwiastującego Jej poczęcie i narodzenie Syna Najwyższego. Stąd to pytanie skierowane do niego: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?” (Łk 1,34). Nie jest ono w żadnej mierze wyrazem wątpliwości wobec wszechmocy Boga, ale raczej największą troską o wierność złożonym Bogu obietnicom i pragnieniem bycia tylko dla Niego.
Gdy już mowa o Zwiastowaniu Pańskim, to dobrze że coraz częściej wspominamy, że i św. Józef miał także swój udział w tym przełomowym dla ludzkości wydarzeniu. Rozpoznając błogosławiony stan swej przeczystej Małżonki, chciał potajemnie się od Niej oddalić. Jednak nie stało się tak. Gdy bowiem „powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło»” (Mt 1,20). Cóż zatem uczynił Oblubieniec Maryi? „Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie” (w. 24). Ileż mu zawdzięczamy. Swoją wiernością i posłuszeństwem jakby ze swojej strony potwierdził „fiat” swej dziewiczej Małżonki. Niby nic wielkiego. Wystarczyło, że posłuchał słów Zwiastuna i przyjął Maryję do siebie. Czyż w naszym życiu może być podobnie? My też mamy wykazać się wiarą, posłuszeństwem i zgodą na przyjęcie Maryi do swego życia (J 19,27). Wówczas rozproszą się mroki naszych niepokojów i wątpliwości. Pewnie łatwiej będzie nam zacząć od końca: czyli przyjąć Maryję, słuchać z Nią słowa Bożego, a w konsekwencji także przynieść owoce wiary. Oczywiście, chodzi tu o coś bardzo wewnętrznego, przeżytego w najgłębszych poziomach naszego serca, a nie jakieś zewnętrzne gesty. Herod też deklarował chęć pójścia i oddania pokłonu Nowonarodzonemu (Mt 2,8).

* * *

Maleńka Miłość z Betlejem woła o naszą odwagę świętości! Pozwólmy, aby wraz z dźwiękiem kruszonego opłatka przy wigilijnym stole również pękło nam serce z miłości do Syna Tej, która „od łez uwalnia Ewę”, Tej, przez którą „Stwórca dzieckiem się staje” (por. Akatyst).

O, Niepokalana, Jutrzenko zwiastująca wieczny Poranek, Zorzo poranna zbawienia, niosąca światło Mądrości Bożej, módl się za nami i uchroń nas od Lucyfera i jego podstępów, chroń od przyjęcia postawy zalęknionego Heroda. Tyś Matką naszego Boga i Jego największą radością!

ks. Sławomir Kunka


„Pielgrzym” 2016, nr 26 (706), s. 14-16

Udostępnij ten artykuł:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.