Bóg w dom – Anna Gniewkowska-Gracz

Pracując zarobkowo, pomnażamy swój stan posiadania, podnosimy sukcesywnie standard życia, dorabiamy się. Dokładamy starań, by gromadzone dobra materialne służyły nam jak najlepiej i po najdłuższe lata. Chcemy czuć się bezpiecznie we własnym domu, cieszyć się dobrym zdrowiem, żyć szczęśliwie. Cel jest jeden, ale różne drogi jego realizacji.

REKLAMA


Elżbieta, zafascynowana wschodnią filozofią, postanowiła urządzić swoje nowe mieszkanie zgodnie z zasadami feng shui, czyli starożytnej praktyki planowania przestrzeni. Życie zgodne ze środowiskiem naturalnym miało zapewnić jej doskonałe samopoczucie, a zajmowaną kawalerkę ochronić przed złymi duchami.
Karol, nim wraz z rodziną wprowadził się do wyremontowanego mieszkania w starej kamienicy, które odziedziczył po babci, skorzystał z porady „specjalistów” od różdżki i wahadełka. Ci, po wnikliwych oględzinach, dokonali zagospodarowania powierzchni, co nijak się miało do dekoratorskich wizji pani domu.
Niewielki domek za miastem od lat był marzeniem Adama. Kiedy się wreszcie spełniło, postanowił zadbać o bezpieczeństwo nieruchomości i jej mieszkańców. System zabezpieczający, monitoring oraz polisa ubezpieczeniowa z rozszerzonym pakietem miały zagwarantować spokojny sen domownikom.
Kiedy urodził się synek Alicji, w parafii trwały akurat odwiedziny duszpasterskie. Podczas kolędy młodzi rodzice poprosili księdza o błogosławieństwo mieszkania, w którym niedawno zamieszkali. Chcieli, by zagościł w nim Bóg, panowała zawsze miłość i zgoda i by te wartości potrafili przekazać swojemu potomstwu.

Moc błogosławieństwa
– Ludzie często proszą, żeby pobłogosławić nowe mieszkanie, do którego się wprowadzają – mówi ks. Michał Mazurek, proboszcz parafii Borowo. – Czasem ma to miejsce przy okazji kolędowych odwiedzin duszpasterskich, innym razem przybiera formę odrębnej rodzinnej uroczystości. Tu nie ma żadnej reguły, wszystko zależy od tradycji panującej w danej parafii  i oczekiwania wiernych. Najważniejsze są intencje człowieka, a oprawa zewnętrzna jest zawsze sprawą drugoplanową. Oczywiście, jeśli błogosławieństwo domu miałoby się odbyć poza planem kolędowym, warto zadzwonić na plebanię i ustalić z księdzem dogodny dla wszystkich termin takiego spotkania.
Choć błogosławienie mieszkań to dość powszechna dziś w Polsce praktyka, wielu ludzi nadal ma wątpliwości, czy nie jest to przypadkiem dublowanie kolędy. Pytam o to mojego rozmówcę.
– Błogosławieństwo kolędowe ma trochę inny wymiar niż błogosławienie mieszkania. Kolęda ma cel duszpasterski i, czego nie da się uniknąć, administracyjny – tłumaczy ks. Michał Mazurek. – Ksiądz idzie na kolędę wyposażony w kartotekę, a więc w pewną wiedzę o wiernych, z którymi się spotyka. Chociaż nie jest to wizyta urzędowa, często uzupełnia dane. Przede wszystkim jednak rozmawia z ludźmi i dzięki temu ich poznaje. Taki jest praktyczny sens tego spotkania. Drugi jego cel to wspólna modlitwa z duszpasterzem. Ksiądz prosi o Boże błogosławieństwo w pierwszym rzędzie dla ludzi, którzy w danym mieszkaniu przebywają, a potem dopiero dla obiektu. Jeśli chodzi o błogosławieństwo mieszkania, wszystko zależy od dojrzałości duchowej człowieka. Ono nie działa na zasadzie polisy ubezpieczeniowej, potrzebna jest wiara. Jeśli ludzie wierzą, że Pan Bóg jest między nimi obecny, wówczas takie błogosławieństwo nabiera mocy.

Dla duchowego dobra
Błogosławieństwo nowego domu, podobnie jak wiele innych tego typu obrzędów, to tzw. sakramentalia, czyli czynności liturgiczne, które nie są sakramentami, nie są więc konieczne do zbawienia, ale…
„Sprawowanie błogosławieństw zajmuje szczególne miejsce wśród sakramentaliów ustanowionych przez Kościół dla duchowego dobra ludu Bożego” – czytamy w dwutomowym wydaniu Obrzędów błogosławieństw dostosowanych do zwyczajów diecezji polskich z 1994 roku. – „Obrzędy te bowiem jako czynności liturgiczne prowadzą wiernych do uwielbienia Boga i przygotowują do przyjęcia głównego skutku sakramentów, a także uświęcają różne okoliczności ludzkiego życia. (…) Błogosławieństwa jako znaki opierają się na słowie Bożym i są sprawowane mocą wiary”.
Wśród niezwykłego bogactwa obrzędów błogosławieństw agenda liturgiczna wymienia także te dotyczące budynków i wielorakiej działalności chrześcijan: „Jest stosowne, aby ów zmysł wiary, dzięki któremu dostrzegamy obecność Boga we wszystkich życiowych wydarzeniach, wyrażał się w specjalnych obrzędach sprawowanych wtedy, gdy zaczynamy używać pewnych rzeczy lub wchodzić do nowo zbudowanych pomieszczeń. Albowiem samego Boga błogosławimy i składamy Mu dziękczynienie za nowe rzeczy lub budowle i prosimy Go o obfite błogosławieństwo dla ludzi, którzy będą korzystali z dobrodziejstwa danych dzieł lub przedmiotów”.
I tu otwierają się szerokie możliwości błogosławienia tego, co dotyczy ludzkiej działalności.
– Ksiądz, błogosławiąc dom, nie będzie zaglądał we wszystkie jego zakamarki, jednak część wiernych właśnie tego oczekuje. Rolnicy na przykład często proszą o odwiedzenie budynków gospodarczych, o to, by stanąć choćby w drzwiach, bo to jest miejsce ich pracy – wyjaśnia mój rozmówca. – Inni życzą sobie, by przejść cały dom lub mieszkanie, ponieważ to daje im pewność, że we wszystkich miejscach ksiądz był i pobłogosławił je. Oczywiście ze względu na działanie łaski Bożej nie ma to znaczenia. Chodzi przecież o wymiar symboliczny.

Z ziemi włoskiej
Błogosławieństwo domów i mieszkań to nie tylko polska tradycja. Praktykowana jest choćby we Włoszech, ale tam wygląda to nieco inaczej.
– „Benedizione delle famiglie nelle case”, czyli błogosławieństwo rodzin w domach, ma charakter bardziej świecki – opowiada ks. Michał Mazurek, który studiował w Rzymie i poznał tamtejsze zwyczaje związane z wizytami duszpasterskimi w domach wiernych. – Odbywa się to w Wielkim Poście i nie przypomina naszej kolędy. Błogosławienie domów traktowane jest bardziej zabobonnie i – przynajmniej dla nas, Polaków – wygląda czasami dość dziwnie. Ksiądz z taką wizytą idzie sam, nie ma planu odwiedzin, więc zdarza się, że czasem ktoś otwiera drzwi, paląc papierosa. Tam ludzie często są zaskoczeni wizytą księdza, a u nas jej oczekują. Duszpasterz nie posiada kartoteki, nie zna ludzi, nie wie, kogo odwiedza. Brakuje rozmów z wiernymi, nie śpiewa się pieśni. We Włoszech jest to wydarzenie uboższe duchowo niż odwiedziny duszpasterskie w Polsce. Poza tym, zwykle w dużych parafiach, domy błogosławią wynajęci przez proboszczów księża studenci. Nabywają dzięki temu praktyki duszpasterskiej, a także zdobywają dodatkowe środki potrzebne na własne utrzymanie. To nie są duże pieniądze, ale zawsze jakaś forma pomocy. Uczestnicząc w takich odwiedzinach, zdążyłem zatęsknić za polską kolędą.

Anna Gniewkowska-Gracz

„Pielgrzym” 2016, nr 2 (682), s. 22-23


 

 

Udostępnij ten artykuł:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.