Uciekinier

Kilka tygodni temu odszedł bohater jednej z najbardziej spektakularnych ucieczek na świecie. 20 czerwca 1942 roku Kazimierz Piechowski wraz z trzema innymi więźniami w niemieckich mundurach wydostał się z KL Auschwitz samochodem należącym do SS. Wydarzenia te zrekonstruowane zostały w fabularyzowanym dokumencie Marka Tomasza Pawłowskiego, zatytułowanym „Uciekinier”. Z producentką obrazu Małgorzatą Walczak, prywatnie żoną reżysera i przyjaciółką Piechowskiego, rozmawia Iwona Demska.

REKLAMA

– Śmierć Kazimierza Piechowskiego, choć była do przewidzenia, bo zmarł, mając 98 lat, wielu zaskoczyła. Odszedł ktoś, kto wydawał się nieśmiertelny.

– Trudno się z tym nie zgodzić. Oczywiście wiedzieliśmy, że ten moment nastąpi, zwłaszcza że Kazio był w szpitalu. Ale on zawsze lubił mocną dramaturgię. Kiedy poznaliśmy Kazimierza Piechowskiego, był już po trzech zawałach i rozpoczynając zdjęcia do filmu, liczyliśmy się ze wszystkim. Tymczasem on przeżył jeszcze wiele lat, robiąc nam różne psikusy, i myśleliśmy, że Kazio nigdy nie odejdzie.

– Wasza relacja – Pani i męża, Marka Pawłowskiego, z Kazimierzem Piechowskim wychodziła daleko poza kontakty zawodowe. Bez cienia przesady można powiedzieć, że należeliście do grona jego najbliższych przyjaciół.

– O, tak. Mówiliśmy nawet o sobie, „przyszywana rodzina”. To była bardzo bliska więź i kiedy kontaktowaliśmy się z państwem Piechowskimi, Kazio zawsze mówił do żony Igi: „Dzwonią Marki”. Szczególny był też kontakt Piechowskiego z moim mężem. To była taka mocna męska relacja. (…)

 

Udostępnij ten artykuł:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *