Dlaczego Maryję określamy tym właśnie tytułem?

Podkreślamy w ten sposób cierpienia Maryi, które już od samego początku Jej towarzyszyły. Pomijając strach młodej Dziewczyny w czasie rozmowy z Aniołem, brak warunków do godziwego porodu, ucieczkę do Egiptu przed zagrożeniem ze strony Heroda, warto zatrzymać się nad jednym ważnym epizodem z tzw. Ewangelii Dzieciństwa. Podczas sceny ofiarowania Jezusa w świątyni starzec Symeon wyrzekł słowa proroctwa dotyczące losu Jego Matki: „A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu” (Łk 2,35). Swoje wypełnienie znalazły one w czasie męki i śmierci Jezusa. Chociaż ewangeliści nie zanotowali sceny spotkania Jezusa z Matką (rozważanej przez nas przy IV Stacji Drogi Krzyżowej) ani złożenia martwego ciała Pana w ramiona Maryi (Stacja XIII), wiemy jednak o Jej obecności na Golgocie. Św. Jan relacjonuje nam tzw. „Testament z krzyża”, kiedy to Zbawiciel oddał zbolałą Matkę pod opiekę Janowi, a Jana (a przez to pozostałych uczniów) powierzył Jej trosce. Ból Najświętszej Panienki związany z cierpieniami Jej Syna możemy sobie tylko wyobrazić, a Ją samą w związku z tym wszystkim słusznie nazywamy Matką Bolesną.


„Pielgrzym” 2017, nr 8 (714), s. 7

Dlaczego Maryję określamy tym właśnie tytułem?