Czy ma to jakieś znaczenie w przypadku powołanych?

Psalmista wspomina, że Pan się nad nim pochylił (por. Ps 40,2), czyli wysłuchał modlitwę, ale również skierował ku niemu swoje zainteresowanie, potraktował go indywidualnie. A o to właśnie chodzi, kiedy Najwyższy ku nam się zwraca. Dla Niego nie jesteśmy kolejnymi istotami, które stworzył, ale konkretnymi jednostkami, ukochanymi, chciałoby się rzec – jedynymi w swoim rodzaju.

Czasem dla podkreślenia tej prawdy Bóg przywołuje imiona tych, których powołuje do szczególnych zadań. Tak było w przypadku Samuela. Pan zawołał do niego: „Samuelu, Samuelu”(1 Sm 3,8). Imię Samuel nawiązuje do matki chłopca, która modliła się o dziecko (jest to zatem chłopiec „wysłuchany przez Boga”), albo stanowi połączenie słów „imię” i „Bóg”. Misją młodzieńca stanie się właśnie słuchanie Boga i głoszenie w Jego imię Bożych słów. Samuel będzie jednym z największych proroków w Izraelu.

W podobny sposób powoływał Jezus swoich uczniów. Dowodem tego jest fragment z dzisiejszej Ewangelii. Chrystus zwrócił się do pierwszego rangą spośród apostołów: „«Ty jesteś Szymon, syn Jana; ty będziesz nazywał się Kefas» – to znaczy: Piotr” (J 1,42). Pan nie tylko wspomniał imię nowo powołanego współpracownika, ale także nadał mu nowe, aby zapowiedzieć treść jego życiowej misji. „Kefas” to zgreczona wersja aramejskiego terminu „skała”. Po grecku skała to „petra”, a imię apostoła „Petros”. Stanie się on opoką, na której Zbawiciel zbuduje swój Kościół. Czyż można nie chwalić Najwyższego za Jego wielkie dzieła (por. 1 Kor 6,20)?

 
 

Wartościowa książka