Nasz narodowy epos zaczyna się od słów „Litwo, ojczyzno moja…”, a nasz narodowy chłodnik to chłodnik litewski.

Mamy dość typowe polskie lato. Ciepłe i deszczowe. Z chłodnym morzem, w którym nie ma dorsza. Z pochmurnymi, nudnymi dniami w namiocie nad jeziorem. Z tłokiem na górskich szlakach. Mam nadzieję, że powrócą jeszcze upalne, słoneczne dni. Kalendarzowo ciągle jest lato. Przypominają o tym także budki z lodami, goframi, watą cukrową i wszelkimi innymi przekąskami. A także menu w lokalach. Bo prawie wszystkie restauracje polecają chłodniki.

Tak to już jest – nasz narodowy epos zaczyna się od słów „Litwo, ojczyzno moja…”, a nasz narodowy chłodnik to chłodnik litewski. Z Wilna pochodziła Wincenta Zawadzka i to ona w swojej Kucharce litewskiej jeszcze w XIX wieku zamieściła przepis na tę letnią zupę. Oczywiście ugotowana botwina bądź szczaw, koperek, kwaśna śmietana i… rosół. Tak, dodawanie zimnego wywaru mięsnego nie było ówcześnie niczym dziwnym. Słynna Lucyna Ćwierczakiewiczówna, wielka dama polskiej kuchni, XIX-wieczna autorka książek kucharskich i poradników dla pań, również zalecała dodawanie zimnego rosołu, a nawet zakwasu.

Szczerze przyznam, że bardzo podobają mi się te wynalazki z dawnych lat. (…)

 

Wartościowa książka