Co wie o Białorusi przeciętny Polak? Jeśli nie jest widzem Biełsatu – niewiele. To jedno z państw najrzadziej odwiedzanych przez naszych turystów. Artur Zygmuntowicz – pisarz i podróżnik zafascynowany Wschodem – przekonuje, że najwyższy czas to zmienić. Do odwiedzenia Białorusi zachęca w rozmowie z Anną Gniewkowską-Gracz.

– Skąd wziął się pomysł na poznawanie Białorusi? Dlaczego właśnie ten kraj stał się celem Pańskich wypraw?

– Pomysł pojawił się ponad dwadzieścia lat temu. Do wyprawy na Białoruś zachęciła mnie pewna historia. Udawałem się na Wschód w ostatnim roku istnienia Związku Radzieckiego. Podczas przekraczania granicy celnik potraktował bardzo surowo mnie i moich towarzyszy podróży. Nazajutrz, będąc już po wschodniej stronie, spotkałem go w sytuacji prywatnej w restauracji „Złoty cielak”. Nie mogłem przestać się dziwić, że ten sam człowiek po zdjęciu munduru jest jak do rany przyłóż. Chociaż mieliśmy zarezerwowany nocleg, uparł się, że przenocuje nas w swoim domu. W ramach wzajemności kolejną noc spędził z nami w hotelu. Tę przezabawną historię opowiadałem po powrocie znajomym, którzy uznali, że to jest materiał na książkę. Na Wschód wyruszałem potem kilkakrotnie i za każdym razem działo się coś, co odkładało się w mojej głowie.

– Kiedy przyszedł czas na przelanie tego na papier?

– Po wydaniu pierwszej książki mówiącej o Polsce wschodniej „Ziemia o ludzkiej twarzy” pomyślałem, że skoro już jestem na tej granicy, to kolejnym krokiem będzie jej przekroczenie. Zachód mnie nie interesuje, jest przewidywalny. Na Wschód po prostu się wjeżdża – i akcja zawiązuje się sama. (…)

Wartościowa książka