Jego kult przetrwał na Pomorzu od czasów średniowiecza do dnia dzisiejszego. Pomimo okresu protestanckiego, zaborów, wymiany ludności, nazizmu i komunizmu. 1021 lat temu, dokładnie 23 kwietnia, męczeńską śmierć z rąk pogańskich Prusów poniósł biskup Wojciech.

To postać nietuzinkowa, wykraczająca poza ramy swojej epoki. Ten średniowieczny święty po dziś dzień rozpala wyobraźnię publicystów i pisarzy. Jest również patronem wielu świątyń diecezji pelplińskiej. W jakich okolicznościach narodził się na Pomorzu jego kult?

 

Nie był karierowiczem

Wojciech urodził się w czeskich Libicach w 956 roku w możnowładczej rodzinie Sławnikowiców. Był blisko związany z najważniejszymi postaciami ówczesnej Europy. Przyjaźnił się z papieżem Sylwestrem II, a jego krewnym był cesarz niemiecki Otton III. Świetnie wykształcony, znający kilka języków, mając zaledwie 27 lat, został biskupem praskim. „Co ciekawe, Wojciech nie był koniunkturalistą ani typem karierowicza. Mógłby spokojnie piastować urząd i cieszyć się dostatnim życiem. On jednak wszedł w spór z księciem czeskim, który sprzedawał swoich chrześcijańskich poddanych jako niewolników do krajów muzułmańskich. Od tamtego momentu był wrogiem numer jeden dynastii Przemyślidów” − podkreśla historyk ks. dr Leszek Jażdżewski. Mimo silnej pozycji, szlacheckiego nazwiska i rozległych kontaktów, patrząc po ludzku, życie św. Wojciecha było pasmem tragedii i niepowodzeń. Większość członków jego rodziny została brutalnie zamordowana, a on sam był zmuszony do opuszczenia Czech. (…)