Spokój Josepha Radetzky’ego mąciła jedna rzecz. A właściwie jej brak. Tęsknił za cotoletta alla milanese.

Aplikacja Instagram przypomina mi zdjęciami różnych restauracji, że połowa listopada to najlepsza pora na kilka smakołyków. Zaczyna się sezon na trufle. Jeżowce są wspaniałe i nad Mediterranean właśnie się nimi objadają. My za to pakujemy w siebie tony gęsiny. Właśnie ostatnio zawadziłem o Stację Sopot, miłe bistro, które uraczyło mnie pierogami z gęsią i wątróbką z jabłkami oraz warzywnym purée.

Historii św. Marcina i gęsiom poświęciłem już kiedyś felieton, truflom również, zaś o jeżowcach na razie nic wam nie napiszę, bo wstyd przyznać, ale nigdy ich nie jadłem. Wystarczył jednak rzut okiem w kalendarz, bym już wiedział, o czym będzie ten felieton. (…)