Taka jest prawda. W polskiej kuchni nic nie szokuje. Nie mamy sera z robalami, nie mamy pieczonych larw i gnijących ryb.

Całkiem niedawno na pewnym poczytnym portalu trafiłem na artykuł o polskich potrawach. Potrawach, które mogłyby okazać się obrzydliwe dla obcokrajowców. Hm, w czasach tak głębokiej globalizacji nie wiem, czy jakikolwiek turysta odwiedzający naszą ojcowiznę mógłby choć lekko unieść jedną brew. Internet pełen jest zdjęć i opisów najróżniejszych kulinarnych dziwactw, a także filmów z wymiotującymi i plującymi ludźmi, którzy właśnie wsadzili sobie do ust kawałek zgniłej ryby. Poza tym nasza emigrująca do najdalszych zakątków globu młodzież z pewnością już nie raz zapraszała na niedzielny polski obiad swoich żółtych, czarnych, śniadych, piegowatych, siedzących po turecku, mających w nosie patyk, odzianych w futra, wymalowanych gliną i używających języka kaszlnięć sąsiadów. (…)