Co powinniśmy robić, by się go nie bać?

Nie znamy odpowiedzi na pierwsze pytanie, czyli kiedy nadejdzie „dzień Pana naszego, Jezusa Chrystusa” (1 Kor 1,8), częściej nazywany przez nas „dniem końca świata”. Sam Zbawiciel tłumaczy nam: „nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie” (Mk 13,33). Dlatego przeżywamy kolejny Adwent, który ma nam uświadomić, że oczekujemy na przybycie Syna Człowieczego. Łatwo natomiast odpowiedzieć na pytanie zadane w podtytule: powinniśmy czuwać!

Czuwanie to postawa ciągłej gotowości, a przejawia się ona – po pierwsze – w zachowaniu ciągłej bliskości z Bogiem. Trwając przy Nim, nie musimy obawiać się nagłego końca. Po drugie, powinniśmy nieustannie się modlić – choćby tak, jak uczą nas Izajasz i psalmista. Prorok, wypowiadając się w imieniu swego narodu, przyznaje się do winy, czyli do odstępstwa rodaków z drogi Pana. W obliczu Bożego gniewu (a dodać trzeba, że słusznego) przypomina Wszechmogącemu, że jest On mimo wszystko Ojcem dla Izraelitów (por. Iz 64,7).

Niegrzeczne dziecko, prosząc tatę o litość, może liczyć na jego łagodność. Podobnie zabłąkana owca, powracając do owczarni, oczekuje łagodności ze strony pasterza. A Pasterzem Izraela, jak przekonuje nas autor psalmu, jest Bóg (por. Ps 80,2). Nawrócenie – oto trzecie zadanie, jakie warto podejmować dla zachowywania życiowej czujności. Jeśli spojrzymy na Boga jako na Ojca i jako na Pasterza, nie powinniśmy się obawiać spotkania z Nim, choćby nastąpić ono miało niespodziewanie. Tę prawdę uświadamia nam Adwent – czas radosnego oczekiwania na Jego przyjście.

ks. dr Wojciech Kardyś