Trzeba żyć mądrze, żeby spokojnie wejść w wieczność.

Listopadowa zaduma i odwiedzanie cmentarzy nastrajają eschatologicznie. Podobny wydźwięk mają czytania dzisiejszej niedzieli. W Ewangelii wsłuchujemy się w przypowieść o dziesięciu pannach oczekujących na przybycie oblubieńca (por. Mt 25,1–13). Połowa z nich to kobiety mądre (bo wzięły ze sobą zapasową oliwę do lamp), a pozostałe „nierozsądne”. Te głupie przegapiły nadejście Oczekiwanego. Za jego obrazem kryje się Chrystus, przypowieść zatem wzywa nas do czujności i gotowości na spotkanie z Nim, gdyż nie wiemy, kiedy ono nastąpi.

Trzeba co dnia dobrze i mądrze żyć. Wówczas nie strach stanie się naszą motywacją, lecz radość z oczekiwanego spotkania z Nim, kiedyś bowiem „na zawsze będziemy z Panem” (1 Tes 4,17). Tę myśl św. Paweł podaje swym słuchaczom, aby stanowiła ona dla nich źródło pocieszenia. Póki co mają dalej iść przez świat i upodabniać się coraz bardziej do mądrych panien z Ewangelii. O tę mądrość należy zabiegać, bo jest ona „wspaniała i nie więdnie”, daje się odnaleźć temu, kto natrudzi się jej poszukiwaniem (por. Mdr 6,12–16). Kto szuka mądrości, tak naprawdę szuka samego Boga.

„Boże, mój Boże, szukam Ciebie i pragnie Ciebie moja dusza” (Ps 63,2) – modli się psalmista. A szukanie Boga to czynność dynamiczna. Należy o Nim nieustannie myśleć i rozważać (por. Ps 63,7). Jeśli chcemy spotkać się z Nim w wieczności, już teraz sprawdźmy, czy mamy przy sobie zapas oliwy, byśmy odnaleźli się w gronie ludzi mądrych, których nagłe przyjście Oblubieńca nie zaskoczy, lecz ucieszy.