Wszyscy jesteśmy na nią zaproszeni.



Psalmista ukazuje Boga jako troskliwego Pasterza oraz jako Gospodarza, który obficie karmi i poi swoich domowników (por. Ps 23,1–5). Z kolei Izajasz dopowiada, że troska Pana rozciągnie się także na tych, którzy dotąd domownikami nie byli, czyli na pogan: „Pan Zastępów przygotuje dla wszystkich ludów na tej górze ucztę” (Iz 25,6). Uczta jest tu tylko obrazem wszelkich dóbr związanych z czasami mesjańskimi.

Nic zatem dziwnego, że sam Mesjasz powróci potem do jej motywu. Chrystus opowiedział arcykapłanom i starszym ludu przypowieść o poddanych, których król zaprosił na wesele swego syna (por. Mt 22,1–14). Czy można z takiego zaproszenia nie skorzystać, tym bardziej, że za obrazem władcy kryje się sam Pan, a Jego Syn to Mesjasz? Okazuje się, że tak. Większość Izraelitów odrzuciła Jezusa, odmawiając jednocześnie samemu Bogu Ojcu. Spotkała ich za to kara, a zaproszenie zostało przekazane przypadkowo spotkanym ludziom. To oni, poganie, zajęli miejsce Żydów we wspólnocie nowego Ludu Bożego, czyli Kościoła. A w Kościele Jezus nieustannie zaprasza nas na ucztę, karmiąc Chlebem eucharystycznym.

Ten duchowy pokarm ma nas pokrzepiać w drodze na ucztę niebieską. Najpierw jednak należy przejść niełatwą drogę życia doczesnego. Świadectwo św. Pawła pokazuje, że nie jest na niej lekko. Apostoł pisze: „Umiem cierpieć biedę, umiem też korzystać z obfitości”, potrafi „i być sytym, i głód cierpieć” (Flp 4,12). Teraz jednak, gdy ucztuje wraz ze Zbawicielem w niebie, o głód i niedostatki nie musi się martwić.