Niesienie krzyża to najtrudniejsza forma naśladowania Mistrza.

Jezus zapowiedział wprost: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Mt 16,24). Krzyż oznacza cierpienia, zniewagi znoszone ze względu na Chrystusa, prześladowania, a nawet śmierć męczeńską. Ich powodem było m.in. głoszenie jednoznacznej nauki Bożej, która niejednokrotnie dotykała adresatów, budząc w nich agresję.

Wiedział o tym doskonale prorok Jeremiasz, który stwierdził: „słowo Pańskie stało się dla mnie codzienną zniewagą i pośmiewiskiem” (Jr 20,8). Nie zrezygnował jednak z jego głoszenia (choć na początku robił wszystko, by się przed Bogiem wymówić), musiał wycierpieć wiele prześladowań, także ze strony swych najbliższych. Zawsze jednak mógł liczyć na Boga, swego Opiekuna.

Podobnie psalmista, w obliczu trudności szuka swego oparcia w Panu. Modli się do Niego: „Będę Cię wielbił przez całe me życie i wzniosę ręce w imię Twoje” (Ps 63,5). Chodzi zapewne o gest uwielbienia, a może wzniesienie rąk oznacza także akt poddania się oprawcom? Równie niejednoznacznie brzmi zachęta św. Pawła, który adresatom swego listu zaleca, aby „dali ciała swoje na ofiarę żywą” (Rz 12,1). Być może mamy tu aluzję do „ciała Chrystusa” wydanego na śmierć. Wówczas słowa apostoła stałyby się zachętą do gotowości na złożenie własnego życia w ofierze w imię Zbawiciela.

Cała historia Kościoła oraz chrystianofobiczna w dużej mierze współczesność pokazują, jak boleśnie aktualne pozostają słowa o niesieniu krzyża.