Mieczysław Szcześniak - postać, której nie trzeba nikomu przedstawiać. Wybitnie uzdolniony ostatnio uraczył nas swoją nową płytą. Niedawno mieliśmy okazję bliżej poznać i porozmawiać z tym niezwykłym artystą. 

Rozmawia Konrad Mania

Panie Mieczysławie, jest Pan obecny na scenie polskiej scenie muzycznej od wielu lat. Ma Pan na swoim koncie liczne osiągnięcia oraz rzesze wiernych fanów. W związku z tym wydaje mi się, że powinniśmy zacząć naszą rozmowę od fundamentalnego pytania: jak to się wszystko zaczęło? O ile dobrze pamiętam zaczął Pan swoją przygodę z muzyką od szóstego roku życia.

Od kiedy sięgam pamięcią - śpiewałem. Wszyscy w mojej rodzinie mieli słuch i uzdolnienia muzyczne – to był język, którym się ze sobą porozumiewaliśmy. Tak się stało, że ja opanowałem go nieco lepiej niż inni, więc to było oczywiste, że zostanę muzykiem.

W takim razie czym jest muzyka dla Pana? Jaka jest jej definicja?

Ktoś ładnie powiedział, że muzyka to złożenie matematyki i emocji –  abstrakcja włożona w cudną komunikację między wykonawcą i odbiorcą dzięki dźwiękom, barwom, ekspresji, podziałom rytmicznym i słowom.

Jest tyle stworzeń na świecie, które nie uprawiają muzyki, a nam się zdarzyła ta wisienka na torcie -  mamy zdolność jej odbierania, przetwarzania i porozumiewania się dzięki niej. To piękne i unikalne zjawisko w ożywionym świecie.

W swojej muzycznej karierze współpracował oraz współpracuje Pan z zespołami takimi jak New Life M, Deus Meus czy Trzecia Godzina Dnia. To zespoły chrześcijańskie, w dużej mierze ekumeniczne. Czy uważa Pan, że my jako chrześcijanie powinniśmy dążyć do zjednoczenia?

Chrześcijaństwo to - najkrócej mówiąc - religia miłości. Jezus – rewolucjonista, który podzielił świat na pół wyraźnie o tym nauczał: to nie jest religia racji, to religia miłości. Kierując się tym głównym wskazaniem należałoby zatem pięknie podać drugiemu człowiekowi rękę i pięknie iść przez życie szanując wszystkie ludzkie porządki.

Tak ładnie zrobił to przecież Jan Paweł II w Asyżu, tak samo, jak Jezus podczas spotkania z Samarytanką. Czy Jezus miałby powiedzieć: „przepraszam, ale będę z  Tobą rozmawiał pod warunkiem, że jesteś tego samego wyznania ”?  Wyciąganie ręki do drugiego człowieka, to jeden z największych skarbów, najnaturalniejszych gestów , kiedy kocha się Boga w drugim  człowieku. Rękę należy podawać zawsze i każdemu. Uważam, że szczególnie chrześcijanie powinni się łączyć, a nie dzielić – wyprzedzać się miłością, a nie racją.

Czy można powiedzieć, że właśnie poprzez swoją twórczość muzyczną odnajduje Pan drogę do Boga?

Muzyka to piękny język do Boga, człowieka i całego wszechświata. To bezsprzecznie jedna z łatwiejszych dróg w pojmowaniu rzeczy większych od nas samych.

Co chce Pan przekazać swoim odbiorcom poprzez swoje teksty, utwory?

Chciałbym dodać odrobinę nadziei do świata, który już wystarczająco jest nasączony złymi rzeczami. Chcę dać otuchę, mówić o miłości, szukać z odbiorcami piękna, dobra i prawdy. Czasem się to udaje…

Myślę, że zadaniem artysty jest wzruszać, a przez wzruszenie rozumiem przekopanie udeptanych ścieżek,  żeby siew dał stokrotny plon. 

W zeszłym roku śpiewał Pan podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Jakie są Pana refleksje po tym wydarzeniu?

Mam zawsze to samo nastawienie – bez względu na to, czy śpiewam dla małej garstki ludzi czy dla wielu tysięcy, a może nawet milionów. Staram  się zawsze zaśpiewać jak najlepiej i opowiedzieć swoją historię. To świetne zajście dla młodzieży, fajnie , że garną się  żeby być razem, słuchać , inspirować się i cieszyć  wspólnotą i młodym życiem w taki sposób.

Niedawno wyszła Pana nowa płyta – „Nierówni”, oparta na twórczości ks. Jana Twardowskiego. Jak Pan go pamięta? Kim jest? Co z jego tekstów najbardziej Pan wynosi dla siebie?

Nie poznałem ks. Twardowskiego osobiście, więc nie mam doświadczenia bezpośredniego, ale cieszę się z jego poezją bardzo. Dla mnie poezja to skrót po mądrości drugiego człowieka,  niesamowita „piguła”. Uczę się dużo obcując z jego wierszami.

Ks. Twardowski potrafił o rzeczach najważniejszych mówić możliwie najprostszym językiem. Za tą jego prostolinijność i prostoduszne sformułowania powinien otrzymać najlepsze nagrody – nasze serca. Nie ma nic lepszego dla artysty niż dostać serce drugiego człowieka.

Ks. Jan miał tą niezwykłą łatwość w mówieniu o rzeczach najbardziej skomplikowanych najprostszym językiem. Na przykład o tym, że nie ma osobnych rzeczywistości na mistykę i na codzienność - że jest jeden świat. Niebo chodzi po ziemi, ziemia chodzi po niebie. Jest jeden świat. Myślę, że opasłe tomy można na ten temat napisać. To jest siła przypowieści. Siła prostoty.

Na zakończenie prosiłbym o kilka słów do Czytelników dwutygodnika „Pielgrzym”.

Chciałbym podziękować, że łaskawym okiem na tę płytę spojrzeliście, bo na pewno wśród was są ludzie, którzy kupili płytę „Nierówni”, aby cieszyć się słowami
ks. Twardowskiego. Być może ucieszyła was też forma, którą nadałem tym wierszom. Myślę, że ten pogodny eksperyment, żeby włożyć ks. Twardowskiego w muzykę brazylijską udał się. Kupiliście Państwo tą płytę i stała się złotą. Dziękuję.

Ja ze swojej strony również serdecznie dziękuję za możliwość przeprowadzenia rozmowy.