Pismo katolickie Pelplin 4 i 11 stycznia 2015 R. XXVI Nr 1 (655)

Wayne Ellington to wyjątkowa postać muzyki chrześcijańskiej z Londynu, a prywatnie wspaniały i pełen Bożego Ducha człowiek. O jego doświadczeniach z muzyką gospel, wierze i ŚDM w Krakowie rozmawia Konrad Mania

Wayne, myślę, że możemy zacząć od początku. Jaki był Twój początek kariery muzycznej? Kiedy zacząłeś tworzyć muzykę gospel?

To nie ja wybrałem swoją muzyczną drogę – to było coś, co odnalazłem, otrzymałem. Będąc dzieckiem moja siostra zaczęła uczyć mnie śpiewać. Chodziliśmy razem do jednego z kościołów w Londynie, w którym wzrastałem cały czas doświadczając muzyki gospel wokół siebie. To był niezwykły dar. Byłem najmłodszy w rodzinie i dzięki temu od samego początku byłem otaczany tą piękną muzyką.

Jaka jest Twoja definicja muzyki? Czym jest dla Ciebie gospel i w jaki sposób się wyróżnia?

Muzyka jest jedną z dróg komunikacji. Na przestrzeni dziejów został wykreowany szeroki wachlarz gatunków muzycznych: od heavy metalu do muzyki klasycznej. Każdy z nich ma własny kod komunikacyjny i inaczej oddziałuje na człowieka.

Muzyka gospel to wiara. To mówienie prawdy o Chrystusie i Jego słowach, które są przetwarzane przez dźwięki wydobywane z ust członków gospelowskich chórów. Najważniejsze są słowa – nie można tworzyć muzyki gospel bez tekstu i przesłania, które za sobą niesie. To oczywiste dla nas, którzy rozumieją, co znaczy wiara w Boże słowo. Ważne, by dzielić się tym słowem z innymi ludźmi.

W wielkim uproszczeniu muzyka to po prostu komunikacja, a gospel to komunikowanie się z wiarą.

Wzrastałeś i dojrzewałeś w kulturze gospel, która stała się element Twojego życia. W Polsce tradycja muzyki sakralnej jest zupełnie inna. Mimo to Polacy sięgają po gospel. Czy uważasz, że możemy tą muzykę zrozumieć? Czy może stać się w przyszłości elementem polskiej tradycji?

Oczywiście. Przyjeżdżam do Polski od 10 lat i mogę szczerze powiedzieć, że kocham Polskę. To dla mnie drugi dom. Byłem tutaj już ponad pięćdziesiąt razy w różnych częściach kraju: w Lublinie, Wrocławie, Bielsko-Białej, Olsztynie i wielu innych pięknych miejscach. Przyjeżdżam, by prowadzić warsztaty muzyki gospel. Dzięki temu widzę, że ludzie w Polsce starają się identyfikować z nią i czuć ją. Oni wiedzą, że to nie jest zwykła muzyka – to budowanie relacji z drugim człowiekiem i Bogiem.

To dla mnie bardzo wzruszające, gdy widzę tylu ludzi śpiewających o Bogu i dla Boga prosto ze swojego serca. To zjawisko pokazujące, że oni poszukują realnego kontaktu z Chrystusem. Nie potrzebna im widownia, ale przeświadczenie, że mogą być częścią tych pięknych wydarzeń, gdy wspólnie wielbią Boga. Możliwość uczestniczenia w tym jest dla mnie wielką nagrodą.

To naprawdę piękne i bardzo budujące. Z pewnością taka sytuacja miała miejsce, gdy śpiewałaś podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Opowiedz mi o swoich doświadczeniach związanych z tym wydarzeniem.

Śpiewanie przed 2,5 milionowym tłumem wierzących w to samo, co ja było niesamowitym i bezcennym doświadczeniem. Widziałem zjednoczony świat, który wspólnie modlił się do Boga. Czułem wtedy Jego realną obecność.

Powiedziałeś o jedności. Czy uważasz, że Kościół powinien dążyć do zjednoczenia? Obecnie mamy do czynienia z wieloma konfliktami na tle religijnym, etnicznym, światopoglądowym – to bardzo trudne, by znaleźć wspólną drogę do poszukiwania prawdy.

Na świecie jest bardzo wiele religii. Niektóre z nich nie chcą się jednoczyć, chcą pozostać niezależne, inne wprost przeciwnie. Część ludzi uważa, że troska o Kościół należy
do biskupów, księży. To nieprawda. My, jako część wspólnoty jesteśmy odpowiedzialni za kształt Kościoła. Niezależnie od tego czy jesteśmy katolikami, muzułmanami czy buddystami – wszyscy ponosimy odpowiedzialność za przyszłość swojej religii i całego świata.

Potrzeba nam kochać. Ja kocham Polskę za jej historię, za teraźniejszość i przyszłość. Kocham Jamajkę, bo stamtąd pochodzą moi rodzice. Kocham Anglię, bo tam się urodziłem i tam mieszkam. Troszczmy się o siebie wzajemnie. To bardzo ważne. To jest Kościół – wzajemna troska o bliźniego. Sam Bóg zszedł na ziemię by troszczyć się o nas. Musimy Go naśladować. Bez względu na wyznanie, narodowość czy kolor skóry musimy sobie pomagać – to czyni życie lepszym.

Patrząc na świat, który jest w stanie wojny otwieram oczy ze zdumienia – to nie jest droga, którą mamy iść. Dlatego za każdym razem, gdy jadę gdzieś by prowadzić warsztaty jednocześnie staram się mówić i uczyć miłości. Jednak za nim to zrobię najpierw muszę sam zbudować swoją relację z Bogiem.

Z pewnością muzyka jest jedną z dróg do zjednoczenia świata. Co chcesz przekazać ludziom poprzez swój śpiew?

Mógłbym o tym mówić bez końca. Jest wiele rzeczy, które chce im powiedzieć. Jednak najważniejszą rzeczą, z którą chcę się podzielić z moimi odbiorcami jest wiadomość o nadziei, radości i miłości. Chcę mówić: „Żyj dobrze! Miej piękne życie!”.

Nie chcę być gwiazdą, chcę po prostu wyśpiewać to, co czuję. Po za sceną jestem osobą bardzo cichą, ale gdy znajdę się przed publicznością chcę dzielić się z nimi tym, co jest najcenniejsze – miłością do Boga. To jest coś, co ładuje moje „duchowe baterie”.

Mówię za dużo, prawda?

Absolutnie nie! Rozmowa z Tobą była naprawdę bardzo przejmująca i piękna. Dziękuję!

Było mi bardzo miło. Dziękuję za spotkanie.

W bieżącym numerze

Temat wydaje się pozornie wyeksploatowany. Wszyscy wiedzą o rządowym programie Rodzina 500+, mają za sobą wiele z nim związanych rozmów, wyrażanych pochwał lub słów krytyki, czy jednak tak naprawdę zdajemy sobie sprawę z niezwykłego znaczenia tego programu dla życia rzeszy polskich rodzin i wychowujących się w nich dzieci?
Wakacje dobiegły końca. Wymarzona podróż już za nami. Przyszedł wrzesień, a wraz z nim proza życia i tęsknota za tym, co minione. Ale, ale… nie wszystko stracone. Bo w podróży można być cały rok, wcale nie rezygnując przy tym z pracy. Wakacje na okrągło? Brzmi podejrzanie? Aleksandra Bogusławska, autorka inspirującego bloga Duże Podróże, udowadnia, że to możliwe. Już dwa lata żyje na walizkach, pracując zdalnie i spełniając swoje podróżnicze marzenia. O to, jak jej się to udaje, pyta Maja Przeperska.
Pielgrzymowanie kojarzy nam się przede wszystkim z naszym zmierzaniem do miejsc świętych. Mylilibyśmy się jednak, myśląc, że tylko my odwiedzamy świętych w świątyniach szczególnie im poświęconych. Pragnieniem świętych jest bliskość z nami i dlatego oni także do nas przychodzą. Kiedy to przychodzenie dokonuje się w znaku figury albo relikwii, nazywamy je peregrynacją.
Skutki nawałnicy i burzy będą usuwane i naprawiane przez wiele lat. Morze łez wyleją ci, którzy opłakują śmierć swoich bliskich. Odbudowa zniszczonych lasów to perspektywa kilku pokoleń. Jednak klęska wyzwoliła w ludziach również to, co najszlachetniejsze, potężną „nawałnicę” dobra i pomocy.
Kiedy coś bardzo, bardzo mi smakuje, można to łatwo poznać – nic nie mówię, tylko zaczynam się coraz szerzej uśmiechać.
Przeżyłem w swoim życiu wiele gwałtownych wichur i ulew. Ale nigdy takiej jak tegoroczna w piątek, 11 sierpnia, przed godziną 23 w nocy.

Temat numeru

Razem możemy więcej!


Jeden drugiego brzemiona noście – to zwięzłe zdanie apostoła jest inspiracją dla międzyludzkiej i społecznej solidarności. Solidarność – to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie. A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu. Jedni przeciw drugim. I nigdy brzemię dźwigane przez człowieka samotnie. Bez pomocy drugich”, (Jan Paweł II, Gdańsk, 12 czerwca 1987 roku).

więcej

Wśród nas

Z terroryzmem trzeba walczyć


Jednym z przełomów we współczesnej historii był zamach terrorystyczny 11 września 2001 roku w Stanach Zjednoczonych. Słusznie zauważyli wówczas komentatorzy, iż od tej pory świat już nie będzie taki sam…
Więcej…

Felieton Bp. Wiesława Śmigla

„Nawałnica” ludzkiej dobroci

Skutki nawałnicy i burzy będą usuwane i naprawiane przez wiele lat. Morze łez wyleją ci, którzy opłakują śmierć swoich bliskich. Odbudowa zniszczonych lasów to perspektywa kilku pokoleń. Jednak klęska wyzwoliła w ludziach również to, co najszlachetniejsze, potężną „nawałnicę” dobra i pomocy.

FELIETON / ks. Franciszek Kamecki

Po nawałnicach i ulewach

Przeżyłem w swoim życiu wiele gwałtownych wichur i ulew. Ale nigdy takiej jak tegoroczna w piątek, 11 sierpnia, przed godziną 23 w nocy.