Od trzech do ośmiu godzin dziennie może trwać rozmyślanie nad defektami własnego wyglądu przez osobę cierpiącą na dysmorfofobię. Zaburzenie to praktycznie wyłącza chorego z życia społecznego, skutkując lękiem, niepokojem, a nawet depresją. Może to dotyczyć faktycznych lub wyimaginowanych problemów. Jeszcze kilka lat temu o zdiagnozowanej dysmorfofobii mówiono rzadko. Obecnie „życie społeczne” kształtują portale społecznościowe, gdzie podstawą jest zamieszczanie zdjęć dokumentujących każdy element życia. Atrakcyjny wygląd spełnia kluczową rolę w sposobie, w jakim jesteśmy odbierani. Zjawisko to ma wiele innych dysfunkcyjnych konsekwencji, ale związane z nim przekonanie o defekcie (którego nikt inny nie zauważa) jest dominujące. To, co powinno nas zaniepokoić w zachowaniu osoby z tym zaburzeniem, to np. ciągłe przeglądanie się w lustrze, agresja w reakcji na przypomnienie o obowiązkach, częste wizyty u dermatologa lub lekarza medycyny plastycznej, zakrywanie twarzy włosami, dobieranie odzieży tak, żeby ukryć „defekt”. Pomocy należy szukać w terapii poznawczo-behawioralnej.

Justyna Zamojska



„Pielgrzym” 2017, nr 24 (730), s. 34