Jakiś czas temu Światowa Organizacja Zdrowia oficjalnie przyznała, że w przyszłości człowiek będzie musiał włączyć do swego jadłospisu białko pochodzące od… owadów. Na Sardynii robią to od dawna. Na tej włoskiej wyspie produkowany jest ser o nazwie Casu Marzu, który zjada się wraz z żyjącymi w nim larwami much. Produkowany jest z mleka owczego, a larwom zawdzięcza swój niezwykły smak, zbliżony do gorgonzoli. To, co „przerabia” białko mleka na pyszny ser, to właśnie larwy much Piophila casei. Są one celowo wprowadzane do niedojrzałego jeszcze sera, żeby wywołać fermentację. „Praca” właśnie tych larw daje serowi niepowtarzalny smak, przy czym żywe larwy są gwarantem, że jest on dobry i świeży. Martwe larwy wskazują na to, że Casu Marzu jest nieświeży i można się nim zatruć. Larwy potrafią skakać – i to na wysokość 15 cm, dlatego smakoszom tego sera zaleca się ostrożność. Jeśli jednak ktoś nie jest w stanie się przemóc, by zjeść ser z insektami, to może zamknąć jego kawałek w plastikowej torbie – pozbawione dopływu tlenu larwy zaczną z niego wychodzić. Casu Marzu jest zareje-strowanym w UE produktem regionalnym.

Justyna Zamojska






„Pielgrzym” 2017, nr 20 (726), s. 34