Przemek Corso, autor słynnych już powieści przygodowych o złodzieju i awanturniku Robercie Karczu, ukazujących się w Serii z Mustangiem, pracuje właśnie nad kolejną książką! Na razie może zdradzić niewiele, ale ponoć i tym razem będzie gorąco. O inspiracjach, wielkich przygodach i przepisie na sukces autor „Podziemnego Miasta” opowiada w rozmowie z Mają Przeperską.

– Kiedy odkrył Pan w sobie talent do snucia zmyślonych opowieści?

– Myślę, że odpowiedź nie będzie zaskakująca. Nie jest jednak związana bezpośrednio z jakimś konkretnym wydarzeniem w moim życiu, a raczej z tym, jaki zawsze byłem. Odkąd pamiętam, lubiłem opowiadać historie, już w dzieciństwie próbowałem pisać i faktycznie zapisałem sporo kartek papieru. Myślę, że wynika to również z faktu, że od najmłodszych lat uwielbiałem czytać. Książki mnie pochłaniały. A to otworzyło moją wyobraźnię. Zainspirowany tym, co wyczytałem, chciałem tworzyć własne historie. Ostatnio, gdy robiłem porządki w szufladach, trafiłem na mój stary maszynopis – jedno z moich pierwszych opowiadań. Coś o przygodach Jamesa Bonda. Miałem wtedy jedenaście lat. I cóż – tak już zostało. Zacząłem przekuwać tę moją pasję w pracę. I teraz – jako prawie trzydziestoletni facet – mogę powiedzieć, że chyba było warto...

– Co Pana inspirowało? Zaczytywał się Pan w „Dzieciach kapitana Granta” Verne’a albo „Trzech muszkieterach” Dumasa?

– Tak, Juliusz Verne na mojej liście najważniejszych autorów znalazłby się na podium. Tak samo Aleksander Dumas. Przeczytałem „Hrabiego Monte Christo” i „Trzech muszkieterów”. Te pozycje zdecydowanie odegrały bardzo ważną rolę w moim rozwoju. U Verne’a pociągała mnie na przykład ta wspaniała tajemnica – zawsze była jakaś sekretna wyspa, zagadka do rozwiązania, sytuacja, z której trzeba było się wydostać. Jako nastolatek trafiłem też na wspaniałą serię Zbigniewa Nienackiego „Pan Samochodzik”. Byłem także zafascynowany „Przygodami Muminków”. Zawsze bardzo podobała mi się ich dolina i dom. Gdybym kiedyś musiał wskazać takie wymyślone miejsce, w którym mógłbym zamieszkać, byłby to właśnie dom Muminków położony na tajemniczej wyspie Verne’a (śmiech).

Nie będę ukrywał, że przygody Roberta Karcza, głównego bohaterach moich książek, to dla mnie taka nostalgiczna podróż do krainy dzieciństwa. Literatura przygodowa, czyli takie bujdy na resorach, w których się specjalizuję, działają na emocje, wzbudzają pewną nostalgię, tęsknotę za czymś, co nie powróci, ale co może na chwilę zaistnieć podczas samej lektury, i o to właśnie chodzi w moich książkach.

– „Nie musisz szukać przygody, ona sama cię znajdzie” – tak zaczyna się prolog do „Podziemnego Miasta”. A jak było z Panem, te przygody rozgrywały się tylko w wyobraźni czy miały pewne odbicie w rzeczywistości?

– Przyznaję – jestem trochę takim typem łobuza i sporo się działo w moim nastoletnim życiu. Poza tym uważam, że autor powinien pisać o tym, co jest mu bliskie. Dlatego moje historie zawsze zaczynają się od bohaterów i relacji międzyludzkich. To jest kluczowe. Można powiedzieć, że Robert Karcz w pewnym sensie podąża moimi śladami. Chociażby odkrywanie przez niego tajemnic Dolnego Śląska. Osobiście bardzo lubię ten rejon Polski. Wiele z opisanych miejsc widziałem na własne oczy.

– Głównym bohaterem Pana książek jest wspomniany Robert Karcz. Archeolog, nauczyciel historii, poszukiwacz przygód. Jak powstawała ta postać?

– Oj, złożyło się na nią wiele elementów. Cechy charakteryzujące Roberta Karcza, czyli z jednej strony opiekuńczość, a z drugiej trzymanie dystansu, pewna powściągliwość, to w zasadzie coś, co w relacjach z innymi ludźmi cechuje mnie samego. Opisując tego bohatera, zależało mi na tym, aby był prawdziwy, więc dałem mu coś z siebie. Pozostałe cechy to wypadkowa charakterów bohaterów z mojego dzieciństwa. Nie będę ukrywał, że Robert Karcz jest zbudowany na ogromnej nostalgii i tęsknocie za czasami, kiedy z wypiekami na twarzy oglądałem filmy o Indianie Jonesie czy Jamesie Bondzie. W gruncie rzeczy uważam, że Karcz jest porządnym gościem. Mimo swoich wad zawsze próbuje znaleźć najlepsze rozwiązanie w każdej sytuacji, a wpada w kłopoty dosyć często, więc to nie lada sztuka.

– Z czym więc przyszło mu się zmierzyć?

– Robert Karcz jest złodziejem zabytków, który wypowiada wojnę prywatnym kolekcjonerom. Tak naprawdę wszystko, co robi, robi w dobrej wierze, a przynajmniej wierzy, że tak jest. Jak magnes przyciąga kłopoty i przeżywa najróżniejsze przygody. I tak pewnego razu Karcz zapadł się pod ziemię, trafił na podziemne tunele i na zaginiony notes mówiący o skradzionym złocie. Wpadł też na trop legendarnego Złotego Konwoju, z kolei w Tunezji odnalazł zaginione miasto z gliny, które skrywało liczne tajemnice i sekrety.

– W Serii z Mustangiem, która ukazała się nakładem Wydawnictwa „Bernardinum”, znalazły się już trzy Pańskie tytuły: „Podziemne Miasto”, „Miasto złodziei” i „Miasto z gliny”, ale na początku Pana pisarskiej drogi wcale się na to nie zapowiadało. Wojciech Cejrowski, gdy przeczytał jedną z Pana pierwszych książek, radził, by nigdy więcej nie zabierał się Pan za pisanie. A tu taka niespodzianka.

– Faktycznie (śmiech). Przed tą serią już wcześniej wydawałem książki, które nie przypadły za bardzo do gustu panu Wojciechowi. W pewnym momencie postanowiłem jednak pójść nieco inną drogą i napisać coś przygodowego, przyjaznego, wciągającego. I tak powstało „Podziemne Miasto”. Gdy Wojciech Cejrowski przeczytał tę książkę, dostrzegł w niej pewien potencjał, zapytał, czy piszę kolejny tom. Tak się złożyło, że pisałem. Wtedy zaproponował, że mnie wesprze. W rezultacie moje marzenie się spełniło. Książki są wydawane przez Wydawnictwo „Bernardinum” pod patronatem Wojciecha Cejrowskiego, czytelnikom się podobają – czego chcieć więcej! Jest to niezbity dowód na to, że każdego – bez względu na wiek – może w życiu spotkać coś zupełnie niesamowitego. I tak historia zatoczyła koło, a niespodziewana przygoda spot-
kała i mnie.

– A jaką rolę w tym procesie twórczym odegrała Pańska babcia Daniela, której dedykuje Pan swoją pierwszą książkę?

– Babcia przede wszystkim mnie wychowywała, więc odegrała niezwykle ważną rolę. Jak byłem nastolatkiem, to właśnie ona przynosiła mi notes i mówiła, żebym coś w nim zapisywał. Wiedziała, że mam bakcyla i podsycała we mnie ten ogień. Po prostu we mnie uwierzyła.

–  Na tyle skutecznie, że pracuje Pan już nad czwartą częścią Serii z Mustangiem! Co przydarzy się Karczowi tym razem?

– Nie mogę powiedzieć zbyt wiele. Tylko tyle, że akcja przenosi się do Polski. Sama historia będzie miała wymiar trochę bardziej kryminalny. Oczywiście pojawi się zagadka do rozwiązania… Będzie gorąco! Świat Roberta Karcza stanie w płomieniach i wcale nie jest to przenośnia (śmiech). „Miasto tajemnic”, bo taki tytuł będzie miała moja kolejna książka, prawdopodobnie ukaże się w 2018 roku.


Książki Przemka Corso do nabycia w księgarni internetowej Wydawnictwa Bernardinum TUTAJ:
https://ksiegarnia.bernardinum.com.pl/pl/searchquery/corso/1/phot/5?url=corso


„Pielgrzym” 2017, nr 24 (730), s. 22-23

Przemek Corso, autor słynnych już powieści przygodowych o złodzieju i awanturniku Robercie Karczu, ukazujących się w Serii z Mustangiem, pracuje właśnie nad kolejną książką! Na razie może zdradzić niewiele, ale ponoć i tym razem będzie gorąco. O inspiracjach, wielkich przygodach i przepisie na sukces autor „Podziemnego Miasta” opowiada w rozmowie z Mają Przeperską.