Z ojcem Raniero Cantalamessą, kapucynem i kaznodzieją Domu Papieskiego o działaniu Ducha Świętego, rozmawia ks. Wojciech Węckowski


– Ilekorć oglądałem Ojca we włoskiej telewizji RAI, zawsze był Ojciec uśmiechnięty. Jaka jest  recepta na ten uśmiech?
– Jest to ciekawa rzecz. Z natury nie jestem człowiekiem ciągle uśmiechniętym. Wręcz przeciwnie, mógłbym powiedzieć, że często jestem przygnębiony. Ten uśmiech to owoc Ducha Świętego. Od momentu, kiedy bardziej uświadomiłem sobie Jego obecność, mój uśmiech stał się naprawdę szczery i częsty. Zauważam to szczególnie, kiedy głoszę Słowo Boże. Często nie zdaję sobie z tego sprawy, że  jestem uśmiechnięty. Sam się zastanawiam, skąd pojawia się ten uśmiech? Wiem, że jest on obecny, ponieważ jestem przekonany, że głoszę Słowo Życia, że jest to Słowo, które przybywa od Ducha Świętego i w związku z tym rodzi ono także dary Ducha Świętego, którymi są, m.in. miłość, radość i pokój. Ten ostatni dar moi widzowie także często zauważają na mojej twarzy. Myślę, że my jako księża szczególnie musimy zwrócić uwagę na te dary Ducha Świętego. Słowo Boże, które jest proklamowane w kontekście smutku nie odzwierciedla prawdy o Bogu, który jest Bogiem radości. Zachęcałbym wszystkich księży, aby uśmiechali się więcej. Uśmiech na twarzy księdza jest taki, jakby to był uśmiech samego Boga i uśmiech dla wszystkich ludzi.

– Czy można nauczyć się tego uśmiechu?
– Nie sądzę, że moglibyśmy go wyćwiczyć. Można jedynie utworzyć różne podstawy dla niego. Tutaj podkreśliłbym otwartość na działanie Ducha Świętego. Ważną rolę spełnia również modlitwa. Każda jednak osoba, o czym musimy pamiętać, ma swój uśmiech. Nie ma uśmiechu standardowego. Nie wszyscy przecież uśmiechają się pokazując chociażby okazałość swoich zębów. Ważny jest szczery uśmiech, sygnał dla odbiorcy, że jest mile widziany i zapraszany do wnętrza serca drugiej osoby. Uśmiech w przenośni to otwarcie drzwi i zaproszenie do swojego domu.

– Kiedy Ojciec odkrył w swoim życiu działanie Ducha Świętego?
– Duch Święty od momentu chrztu świętego towarzyszy nam wszystkim i to nieustannie. Musimy jednak pamiętać, że Duch Święty może być ogniem pokrytym popiołem, czyli żarem, którego nie widać i który słabo ogrzewa. Tak też jest odczuwany przez wielu chrześcijan. W moim życiu był pewien moment, kiedy ten popiół udało mi się zrzucić, a ogień zaczął wzrastać i stawać się coraz bardziej widoczny. To doświadczenie jest dla mnie związane z Ruchem Odnowy Charyzmatycznej. W pierwszej chwili przyjmowałem uczestnictwo w tym ruchu z rezerwą. Jestem przecież święcony na księdza przed Soborem Watykańskim II. Oznacza to, że otrzymałem wychowanie do kapłaństwa w pewnym duchu konserwatyzmu. Kiedy jednak Chrystus pomógł mi przyjąć uczestnictwo w tym ruchu, zauważyłem głęboką przemianę w moim życiu. Zauważyłem także, że moje kaznodziejstwo miało zupełnie inny skutek. Wspomniana tu Odnowa w Duchu Świętym jest jedną z licznych form doświadczania Trzeciej Osoby Boskiej. Ona jest źródłem nie tylko dla osób duchownych, ale dla wszystkich, dbania o swoją stałą formację duchową.

– Wspominaliśmy o ważności uśmiechu w życiu kapłana. Czy tylko tego oczekują od nas nasi wierni?
– Chce ksiądz wiedzieć naprawdę czego oni od nas oczekują?

– Tak.
– Oczekują tego, żeby ksiądz był prawdziwym przyjacielem Pana Jezusa. Oczekują, żeby był wizerunkiem Chrystusa. Aby móc spełnić takie zadania, kapłan musi mieć relacje osobiste z Jezusem. Gdyby św. Franciszek powrócił dziś na ziemię, mówiłby o Chrystusie. Pytają się mnie często klerycy: „Co zrobić, aby zostać dobrym kaznodzieją?”. Odpowiadam im w prosty sposób: – Zakochaj się w Panu Jezusie już teraz, kiedy jesteś młody. To ci da siłę do wszystkiego. To ci pomoże także przezwyciężać wszelkiego rodzaju twoje kryzysy osobowe. Często przytaczam fragment z Kirkegaarda, który mówił, że są dwa rodzaje osób: bohaterowie i poeci. Ci pierwsi czynią wielkie rzeczy, ci drudzy zakochują się w tych pierwszych i gdy to następuje, to poeci są szczęśliwi. Idąc przez życie opowiadają wszystkim o tym swoim zakochaniu. Dla nas Chrystus, jest bohaterem i jeżeli ksiądz nie jest zakochany w Chrystusie może sobie opowiadać i mówić, ile tylko chce. To jest sekret kapłaństwa.

– Jako kaznodzieja Domu Papieskiego, jakie widzi Ojciec dzisiaj trudności w głoszeniu Słowa Bożego?
– Tu musimy zwrócić uwagę na miejsce i środowisko, w którym mamy głosić Słowo Boże. Osobiście jednak widzę dużą pomoc, a jednocześnie wielkie zagrożenie ze strony  środków masowego przekazu. Jeżeli będą one dobrze użyte, mogą być wspaniałą pomocą w głoszeniu Słowa Bożego. Jeżeli nie, to potrafią zburzyć człowieka i jego misję. Lecąc kiedyś samolotem, widziałem film, który mówił o kryzysie w małżeństwie. Osoba zafascynowana tym filmem mogłaby powiedzieć, że ci małżonkowie, nieżyjący w zgodzie i działający przeciwko sobie, postępują słusznie. Tu jest właśnie też szansa dla duszpasterzy, aby i tłumaczyli tego typu ekranizacje, i ukazywali błędy ludzi. Dzisiejszy świat opiera  się na obrazach. Patrzy się na nie i nie trzeba w ogóle myśleć. Skutkiem takiej sytuacji jest, już zauważalna, zmiana u młodzieży. Młodsze pokolenia jak gdyby nie potrafiły myśleć. Myślenie zostało bowiem zastąpione często komputerem i obrazem.
Jako kapłani musimy mieć świadomość takiego stanu rzeczy i pomagać w głębszym rozumieniu zagadnień religijnych. W tym pomoże nam odejście od opowiadań abstrakcyjnych i skoncentrowanie się na prezentowaniu prawd wiary w oparciu o opowiadania, historie, sytuacje rzeczywiste, przedstawiające współczesne problemy. Tu warto podkreślić, że Pan Jezus jest ekstremalnie współczesny, ponieważ On jest największym kaznodzieją telewizyjnym. Szybko przecież naucza poprzez obrazy, historie, przypowieści, czyli to wszystko co jest językiem współczesnym. 









„Pielgrzym” 2009, nr 23 (521), s. 18-19

Z ojcem Raniero Cantalamessą, kapucynem i kaznodzieją Domu Papieskiego o działaniu Ducha Świętego, rozmawia ks. Wojciech Węckowski