Śmierć, choć jest częścią życia, zawsze wywołuje wstrząs. Tej najdotkliwszej straty nie da się zracjonalizować, jesteśmy wobec niej bezsilni. Przed doświadczeniem śmierci nie można uciec, ale można nauczyć się przeżywać żałobę. Z Beatą Stachowską, psychologiem i terapeutą z gdańskiego Hospicjum im. ks. E. Dutkiewicza SAC, o tym jak radzić sobie z cierpieniem po stracie bliskiej osoby, rozmawia Anna Mazurek-Klein.


– Nikt nie jest w pełni przygotowany na stratę kogoś bliskiego. Śmierć ukochanych osób wywołuje silne reakcje emocjonalne związane z utratą, ale narusza także poczucie własnej tożsamości i przekonanie o stabilności świata. Jak zatem poradzić sobie z wszechogarniającym smutkiem i bólem?
– Za tym pytaniem stoi prośba o taką magiczną receptę, która pozwoli w miarę łagodnie przejść ten wielki życiowy kryzys. Żałoba tak naprawdę to długi proces, w którym mieszają się bardzo różne emocje – ból, smutek, rozpacz, bezsilność, bywa że i  gniew, bunt. Radzenie sobie z nimi to nic innego jak przeżywanie ich, w żadnym wypadku nie powinno się od nich  uciekać. Ważne jest również to, żeby mieć obok siebie kogoś bliskiego, przed kim bezpiecznie można je uzewnętrznić. Każdy z nas jest jednak inny, dlatego też w indywidualny i jedyny dla siebie sposób przeżywa tragedie. Z bólem trzeba się zmierzyć.

– Jaka jest funkcja łez w przeżywaniu żałoby? Czy można powiedzieć, że poprzez łzy stopniowo odchodzimy od bólu, wyrzucając go z siebie?
– Łzy spełniają funkcję oczyszczającą. Pomagają odreagować emocje, przynosząc potem ulgę, ukojenie. Uczuciom żalu, smutku czy rozpaczy trzeba dać ujście, nie wolno ich blokować. 

– Już Kochanowski pisał w trenach, iż „czas doktór każdemu”. Bo jak wszystko w życiu jest dynamiczne, tak i żałoba jest procesem. Literatura psychologiczna mówi o kilku etapach przeżywania żałoby.
– Są cztery etapy. W pierwszym mówimy o szoku, którego doświadczamy zaraz po śmierci bliskiej osoby. Reakcje zewnętrzne są wówczas  bardzo skrajne, jedni płaczą, inni kamienieją. Ten pierwszy etap trwa kilka godzin, kilka dni, najczęściej jednak do pogrzebu, który jest takim urealnieniem śmierci. Drugi etap to tęsknota i żal. Ta faza jest związana z całą gamą bardzo silnych emocji – rozpaczy, bólu, złości, gniewu, poczucia winy. Świat zewnętrzny traci wówczas znaczenie. Taki stan trwa zazwyczaj kilka miesięcy. W kolejnej fazie emocje trochę słabną, następuje dezorganizacja zachowania przejawiająca się trudnościami z codzienną aktywnością, występować mogą także zaburzenia snu, łaknienia czy niemożność podjęcia roli zawodowej. I wreszcie przychodzi czas reorganizacji życia, kiedy żałobnicy zaczynają akceptować stratę i wracają stopniowo do równowagi. Choć ból pozostaje, staje się mniej dotkliwy.

– Ale w życiu nie zawsze jest jak w teorii. Co zrobić, gdy rozpacz trwa zbyt długo?
– Kiedy emocje nas przerastają i boimy się tego, co się z nami dzieje, warto skorzystać z pomocy doświadczonej osoby, najlepiej psychologa, który wesprze, wyjaśni i ułatwi tę trudną drogę czasu żałoby. Choć często w tym czasie pragniemy odosobnienia, to tak naprawdę obecność życzliwych, rozumiejących osób pozwala nam przezwyciężyć najtrudniejsze emocje i przejść przez kryzys. Pomocy można szukać też  w grupach wsparcia.

– Taką grupę prowadzi również  Pani w gdańskim hospicjum. Na ile udział w spotkaniach pomaga pogrążonym w smutku?
– Uczestnicy spotkań twierdzą, że są one pomocne, gdyż rozmowy o własnych uczuciach, wspomnienia zmarłego przynoszą im ukojenie. Obecność innych osób pomaga też w dokuczliwym poczuciu osamotnienia, a przekazywana przez prowadzących wiedza o tym szczególnym okresie w życiu daje poczucie bezpieczeństwa i zrozumienia stanów, które się przeżywa. Łatwiej zatem uwolnić się od emocji.

– Czy można nauczyć się przeżywania żałoby?
– W pewnym sensie tak. Można nauczyć się przeżywać emocje bardziej świadomie, rozróżniać je, nazywać, rozmawiać o nich z bliskimi. Tylko zaakceptowanie życiowej straty pomoże odnaleźć sens życia w nowej sytuacji, otworzyć się na świat i wypełnić pustkę po zmarłym.






„Pielgrzym” 2009, nr 22 (520), s. 18

Śmierć, choć jest częścią życia, zawsze wywołuje wstrząs. Tej najdotkliwszej straty nie da się zracjonalizować, jesteśmy wobec niej bezsilni. Przed doświadczeniem śmierci nie można uciec, ale można nauczyć się przeżywać żałobę. Z Beatą Stachowską, psychologiem i terapeutą z gdańskiego Hospicjum im. ks. E. Dutkiewicza SAC, o tym jak radzić sobie z cierpieniem po stracie bliskiej osoby, rozmawia Anna Mazurek-Klein.