Z dr. Januszem Marszalcem, zastępcą dyrektora Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, o misji powstającej placówki, początkach i pierwszych sukcesach jej działalności oraz o „pisaniu” historii, rozmawia Anna Gniewkowska-Gracz


– Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku jest szczególne. Nie można go zwiedzać. Przynajmniej na razie. Placówka znajduje się w fazie organizacji i nie dysponuje własną powierzchnią wystawienniczą. Zostanie udostępniona dla zwiedzających po wybudowaniu i oddaniu do użytku nowej siedziby przy ul. Wałowej, co ma nastąpić w roku 2014. Jakie będzie to muzeum? Co tam zobaczymy? Czym zaskoczy zwiedzających?
– Teren pod budowę przyszłej siedziby Muzeum II Wojny Światowej, położony na obrzeżach Głównego Miasta, został zaproponowany przez władze Gdańska. Są one naszymi sprzymierzeńcami nie tylko z przyczyn historycznych (sąsiedztwo Poczty Polskiej), ale i ze względu na znaczenie naszej instytucji dla społeczności lokalnej. Nowoczesny budynek muzeum powstanie jako rezultat rozstrzygnięcia międzynarodowego konkursu architektonicznego i na pewno ożywi ruch turystyczny w części miasta, która dziś położona jest nieco na uboczu.
Obecnie dysponujemy koncepcją muzeum. Na jej podstawie zostanie wypracowany etapami, we współpracy z wybitnymi historykami, muzealnikami i ekspertami od wizualizacji, szczegółowy scenariusz wystawy głównej. Przeznaczymy na nią ok. 4 tys. m2, zaś przestrzeń przewidziana na wystawy czasowe będzie liczyć ok. 1 tys. m2. Podobnymi warunkami dysponuje Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie oraz dysponować będzie powstające Muzeum Historii Żydów Polskich w Warszawie.
Nowy budynek Muzeum II Wojny Światowej będzie pełnił nie tylko funkcję muzealną, ale stanie się żywym ośrodkiem edukacji, kultury oraz nauki, w którym połączone zostaną rozmaite funkcje – od wystawienniczej, poprzez ośrodek dokumentacji archiwalnej i badań naukowych do centrum spotkań krajowych i międzynarodowych. Mając na uwadze różnice w pamięci historycznej pomiędzy sąsiadującymi z Polską narodami, pragniemy stworzyć miejsce, które nie niwelując tych różnic, pozwoli na zbliżenie naszych stanowisk i stanie się płaszczyzną dla wspólnych projektów, dla wzajemnego porozumienia i pojednania.
Chcemy zbudować muzeum nowoczesne, w którym można będzie dotknąć eksponatów, niemalże uczestniczyć w procesach historycznych wchodząc do pokoju konspiratorów, otwierając skrytki z bronią, pracując na radiostacji czy szyfrując wiadomości. Stosując nowoczesne rozwiązania zadbamy jednocześnie o to, by uniknąć przesytu środków multimedialnych. Zachowana zostanie równowaga pomiędzy tradycyjnymi sposobami ekspozycji a wykorzystaniem nowinek technicznych i elektronicznych.

– Wypowiadając się na temat powstającej w Gdańsku placówki muzealnej, prof. Władysław Bartoszewski powiedział: „Musimy bezustannie pamiętać, że muzeum nie jest tworzone dla nas, lecz dla naszych dzieci i wnuków”. Żywa formuła muzeum z pewnością zachęci młodzież do odwiedzania tej placówki, podobnie jak w przypadku stołecznego Muzeum Powstania Warszawskiego.
– Taki mamy zamiar. Chcemy zainteresować i przyciągnąć głównie ludzi młodych. II wojna światowa, jak każda inna wojna, to okres drastycznych doświadczeń. W związku z tym będziemy musieli zastanowić się, z jakim natężeniem je ukazać. Z drugiej jednak strony, takie nieszczęście musi wywoływać refleksję. Nasze muzeum nie może być miejscem relaksu czy zabawy, ale miejscem, w którym bardzo intensywnie włącza się proces myślowy. Zwiedzający nie może wyjść z tego obiektu z przekonaniem, że wojna to doskonała zabawa dla chłopców. Zasadnicza nauka, jaką pragniemy przekazać przyszłym gościom, to prawda, że w okresie upadku godności i sponiewierania człowieka byli tacy, którzy potrafili stanąć w obronie najwyższych wartości, jak rotmistrz Witold Pilecki, o. Maksymilian Maria Kolbe, pastor Dietrich Bonhoeffer, kapitan Wilm Hosenfeld, Irena Sendlerowa i tysiące „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”.

– Tworzenie Muzeum II Wojny Światowej uznane zostało za jedną z największych w Polsce inwestycji muzealnych. Co zadecydowało o jego lokalizacji właśnie w Gdańsku?
– Gdańsk jest powszechnie rozpoznawalny, również na Zachodzie Europy, jako miejsce rozpoczęcia wojny. Obrona Westerplatte i Poczty Polskiej to symbole, które najbardziej zapadły Polakom w pamięć w związku z II wojną światową. Dowodzą tego badania zlecone przez nasze muzeum. Można też powiedzieć, że tu historia zatoczyła krąg. W roku 1980 Gdańsk był jednym z najważniejszych miast Europy. Tu powstała „Solidarność”, tu rozpoczął się demontaż systemu komunistycznego i sowieckiej dominacji. Nasze muzeum wpisywać się będzie w istniejący i tworzący się „pejzaż muzealny” w Gdańsku i Polsce. Pragniemy powiązać naszą placówkę z już istniejącymi muzeami takimi jak Europejskie Centrum Solidarności czy miejscami martyrologii, zwłaszcza z Pomorza, w tym Muzeum Stutthof w Sztutowie.

– Kilkanaście dni temu, w 70. rocznicę wybuchu II wojny światowej na Westerplatte w obecności bohaterów i uczestników tych walk, a także zagranicznych gości przybyłych na uroczystości rocznicowe, premier Donald Tusk podpisał Akt Erekcyjny Muzeum II Wojny Światowej. Co to tak naprawdę oznacza, bo przecież muzeum już działa?
– Muzeum już działa, ale dla nas jest to bardzo ważny, symboliczny moment. Mogliśmy pokazać całemu światu, że placówka ta powstaje i zaczyna pełnić swoją misję, którą jest ukazanie II wojny światowej jako wielkiego konfliktu i dramatu międzynarodowego. Zamierzamy przedstawić z polskiej perspektywy, w jaki sposób przebiegał on w różnych krajach i dotykał poszczególnych narodów. Chcemy pokazać, że byliśmy pierwsi w boju przeciwko dwóm okupantom, że jako naród ponieśliśmy wielkie straty i mamy ogromny wkład w zwycięstwo aliantów, chociaż sami wolności w 1945 roku nie uzyskaliśmy.
Po niedawnych przykrych doświadczeniach, kiedy postsowiecka propaganda usiłowała zrzucić na nasz kraj odpowiedzialność za wybuch II wojny światowej, po tym jak niemieckie obozy koncentracyjne określa się mianem „polskich”, nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że nasza placówka jest bardzo potrzebna. Zarówno Wschód, jak i Zachód Europy muszą poznać polski punkt widzenia.

– 1 września br. na Westerplatte, które było pierwszym polem bitwy II wojny światowej, otwarta została duża nowoczesna wystawa poświęcona dziejom półwyspu, ale przede wszystkim walce polskich żołnierzy z Wojskowej Składnicy Tranzytowej. Twórcą tej ekspozycji jest Muzeum II Wojny Światowej. Ale to dopiero początek inicjatyw planowanych przez muzeum w miejscu, w którym zaczęła się wojna…
– W pewnym momencie stwierdziliśmy, że na Westerplatte panuje informacyjna pustka. Turysta, zwłaszcza zagraniczny, był tam zagubiony. Postanowiliśmy ułatwić mu orientację w terenie i zwiedzanie. Pierwszym etapem naszego projektu jest właśnie wystawa plenerowa, umożliwiająca „podróż w czasie”. Drugim będzie budowa ścieżki edukacyjnej, która powiedzie turystę szlakiem obiektów istniejących w tym miejscu obecnie lub w przeszłości. Ścieżka edukacyjna, zanim pojawi się w terenie, zostanie umieszczona w Internecie.
Sama wystawa to rozwiązanie przestrzenne nowatorskie pod względem technologicznym i artystycznym, nigdzie wcześniej niespotykane. Trochę zatem eksperymentujemy. Idea była taka, aby turyści przybywający na Westerplatte o różnych porach roku mogli poukładać sobie w głowie historię związaną z tym polem bitwy.

– W jaki sposób muzeum pozyskuje eksponaty do swoich zbiorów?
– Eksponatów nie mamy jeszcze zbyt wiele, ale trafiają do nas przedmioty często wzruszające, ofiarowane przez osoby prywatne, a także młodzież szkolną szperającą wśród pamiątek odziedziczonych po dziadkach. Nasze muzeum pragnie ocalić od zapomnienia wszelkie dokumenty i przedmioty związane z indywidualnymi i rodzinnymi losami, które być może zalegają na strychach, w szufladach. Poszukujemy fotografii, listów, pamiętników, dokumentów osobistych, prasy oraz innego rodzaju przekazów słownych i ikonograficznych związanych z oporem wobec totalitaryzmów sowieckiego i niemieckiego. Zależy nam również na udokumentowaniu codzienności okupacyjnej, frontowej czy obozowej. W gromadzeniu naszych zbiorów liczymy na pomoc społeczeństwa, w tym Czytelników „Pielgrzyma”. Nie chcemy za wszelką cenę stać się posiadaczami oryginałów, które często mają ogromną wartość sentymentalną. Wystarczy, jeśli umożliwi się nam ich skopiowanie. Jako historycy doceniamy przede wszystkim ich wartość informacyjną.
Nasze muzeum będzie mówiło o konflikcie międzynarodowym, dlatego poszukiwania prowadzimy również poza granicami kraju. Uzyskaliśmy deklarację londyńskiego Imperial War Museum, które chce przekazać nam pewne eksponaty i przedstawić ofertę ściślejszej współpracy. Nawiązaliśmy też kontakt z królewskim muzeum wojska w Belgii. Bardzo intensywnie prowadzimy kwerendy w Londynie, a także w zasobach archiwów niemieckich, rosyjskich i ukraińskich. Mimo, iż od wybuchu wojny minęło 70 lat, dzięki prowadzonym badaniom ciągle wzbogacamy naszą wiedzę dotyczącą tego okresu. Historia jest nadal pełna tajemnic, ona przecież nieustannie się „pisze”.

„Pielgrzym” 2009, nr 19 (517), s. 18-19