Klimat naszej planety się zmienia. Wie o tym każdy, kto pamięta jeszcze mroźne i śnieżne zimy z lat siedemdziesiątych czy osiemdziesiątych XX wieku. Doniesienia o anomaliach pogodowych w rodzaju obfitych opadów deszczu czy silnych wiatrów skłaniają do refleksji nad wpływem człowieka na otaczające go środowisko. Czy nasze nieodpowiedzialne działania mogą doprowadzić do katastrofy?


Globalne ocieplenie
Najbardziej znanym problemem ekologicznym jest tzw. globalne ocieplenie – zjawisko wzrostu średniej temperatury na Ziemi o niecały 1oC w ciągu ostatniego wieku. Wielu naukowców sugeruje, że stopniowe ogrzewanie się powierzchni naszej planety spowodowane jest działalnością człowieka – emisją do atmosfery gazów cieplarnianych, głównie dwutlenku węgla, podczas spalania paliw kopalnych.
Kwestia ocieplania się klimatu nie jest jednak tak jednoznaczna, jak można by sądzić na podstawie doniesień prasowych. W zeszłym roku konsternację wywołała wypowiedź Michela Jarraud, sekretarza Światowej Organizacji Meteorologicznej, w której stwierdził, że średnia temperatura na powierzchni Ziemi nie wzrosła od 1998 roku, a w 2008 spadnie o 0,4oC.
Richard Lindzen, profesor meteorologii na Massachusetts Institute of Technology, czołowej amerykańskiej uczelni technicznej, jest chyba najbardziej znanym przeciwnikiem teorii o wpływie człowieka na globalne zmiany klimatyczne. Oprócz krytyki metodologicznej badań swoich kolegów, zarzuca im również zbytnią uległość wobec nacisków polityków, którzy wykorzystują strach przed skutkami globalnego ocieplenia w celach bynajmniej nie naukowych. W zamian sam spotyka się z zarzutami przyjmowania finansowego wsparcia ze strony koncernów naftowych.
Kurczenie się czapy lodowej w Arktyce doprowadziło już do napięć pomiędzy państwami, które zamierzają wykorzystać nowe możliwości eksploatacji dotychczas niedostępnych złóż ropy naftowej. Jednocześnie od lat siedemdziesiątych XX wieku obserwuje się stały wzrost pokrywy śniegowo-lodowej w Antarktyce, która obecnie jest największa od kilkudziesięciu lat.

Miniepoka lodowcowa
Innym argumentem przeciwko teorii zawinionego przez człowieka ocieplenia klimatu jest fakt, iż mimo wzrostu średniej temperatury w ostatnim czasie, jest ona i tak o ok. 4oC niższa niż średnia temperatura w ciągu ostatnich 100 mln lat. Żyjemy obecnie w miniepoce lodowcowej – być może po prostu sytuacja wraca do normy?
Kolejnego argumentu dostarczyła ostatnio astronomia. Na powierzchni Słońca często pojawiają się plamy – są to miejsca o obniżonej o ok. 1500oC w stosunku do sąsiadujących z nimi obszarów temperaturze. Paradoksalnie, im więcej plam na powierzchni naszej gwiazdy, tym więcej wyświeca ona energii – różnice nie są duże, rzędu 0,01 proc., jednak wydaje się, że mogą być wystarczające, by spowodować odczuwalny efekt klimatyczny na Ziemi. Plamy na Słońcu są obserwowane od 400 lat. W okresie małej aktywności słonecznej, tzw. minimum Maundera w 2. połowie XVII wieku, doszło do gwałtownego ochłodzenia klimatu, zwanego małą epoką lodowcową. Zamarzł wtedy Bałtyk, z Polski do Szwecji podróżowało się saniami, a pośrodku zamarzniętego morza stawiano karczmy dla strudzonych i zziębniętych podróżnych.
Obecnie od dwóch lat obserwujemy zaskakująco małą aktywność słoneczną. Czyżby czekało nas, wbrew zapowiedziom meteorologów – ochłodzenie klimatu? Czy też może naukowcy częściej powinni powtarzać za Sokratesem: „Wiem, że nic nie wiem”?

Jarosław Pióro






„Pielgrzym” 2009, nr 20 (518), s. 25

Klimat naszej planety się zmienia. Wie o tym każdy, kto pamięta jeszcze mroźne i śnieżne zimy z lat siedemdziesiątych czy osiemdziesiątych XX wieku. Doniesienia o anomaliach pogodowych w rodzaju obfitych opadów deszczu czy silnych wiatrów skłaniają do refleksji nad wpływem człowieka na otaczające go środowisko. Czy nasze nieodpowiedzialne działania mogą doprowadzić do katastrofy?