Czyli o tym, jak się nie przebierać do kościoła. Dress code to zasady dotyczące odpowiedniego doboru stroju do miejsca i sytuacji. Warto zapoznać się z jego zasadami, ponieważ zbyt często jedyną kategorią, którą się posługujemy, jest osobisty gust, który niestety czasem nas zawodzi.


Najczęściej spotykamy się dress codem businessowym, czyli tym, co jest dozwolone w naszym stroju do pracy. Bardzo często firmy mają swój wewnętrzny „regulamin zasad” ubierania. Na przykład osoby pracujące w bankach w tzw. front office (czyli przestrzeni spotkania klienta i pracownika firmy) mają całoroczny obowiązek zakładania rajstop, zasłaniania ramion czy też zakładania butów na niezbyt wysokich obcasach. Panowie nie mogą pozwolić sobie na T-shirt, brak krawata czy sandały.
Właściwie każda okoliczność i miejsce ma określony dress code. Należy pamiętać, że znane powiedzenia „Nie szata zdobi człowieka” i „Jak cię widzą, tak cię piszą” są nadal aktualne. Warto odnaleźć w nich pewną równowagę. Dzisiaj bardzo często zapominamy o tym, że swoim strojem możemy okazać szacunek lub jego brak. Miejscem, gdzie jest to szczególnie widoczne, jest przestrzeń sakralna. Tu również obowiązują zasady, których nie powinno się łamać. Jesienią i zimą rzadziej możemy spotkać w kościele osoby nieodpowiednio ubrane. Od popełnienia faux pas ratują nas kolejne warstwy garderoby, które na siebie zakładamy, by ochronić się przed zimnem. Niestety wraz ze wzrostem temperatury za oknem wzrasta skala problemu. W co się ubrać, by czuć się komfortowo, a jednocześnie nie pomylić plaży z kościołem? Na co zwrócić uwagę i czego absolutnie nie zakładać pomimo 40-stopniowych upałów?
Zacznijmy od stosownych długości spódnic i sukienek. Minęły już czasy, kiedy jedynie stosowne były sukienki lub spódniczki zakrywające kolana. Dopuszczalną długością będzie długość do kolana lub dłuższe. Zanim jednak zdecydujemy się na spódniczkę tego typu, warto sprawdzić, jak będzie się układała, kiedy usiądziemy. Spódnica o prostym kroju może się unieść, odsłaniając zbyt wiele, tym samym dekoncentrując innych wiernych. Należy wspomnieć o odpowiednim ułożeniu nóg, zwłaszcza w przypadku pań siedzących w pierwszych rzędach. Zdecydowanie niestosowny będzie „męski” sposób siadania. Apeluję – jeśli już ubieramy sukienkę lub spódnicę, które gdy siadamy, odsłaniają bieliznę, pilnujmy tego, by siadać tak, aby nie popełnić niezręcznej gafy.
Zdecydowanie nie wypada zakładać ubrań z prześwitujących materiałów. Odnosi się do wszystkich pań, zarówno tych, które mają piękne kształty, jak i pań które powinny tuszować strojem swoje mankamenty. A więc kolejne przykazanie sakralnego dress codu brzmi – bielizna nie może być widoczna.
Kolejnym problemem, który spotykam w kościele, jest zakładanie spodni i spódnic o zbyt niskim stanie. Mam wrażenie, że często zapominamy o tym, że w ubraniu, które mamy na sobie, wykonujemy ruchy, dlatego proponuję przed każdym wyjściem z domu przetestować nasze ubranie w różnych pozycjach.
Następne przykazanie dotyczy wszelkiego rodzaju wycięć, odsłoniętego dekoltu, pleców, brzucha. Kościół nie jest miejscem na jakikolwiek negliż, to przestrzeń sacrum, a nie pokaz mody plażowej czy bieliźnianej.
Spodenki czy szorty z całą pewnością nie będą odpowiednim strojem do kościoła, zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn. Złym wyborem są także legginsy. Proponuję przywrócić im pierwotne przeznaczenie, czyli zajęcia fitness, siłownia itd. Kolejną częścią garderoby, której nie wypada zakładać do kościoła, są wszelkiego rodzaju bluzki i bluzeczki na cienkich ramiączkach.
Najważniejsza zasada sakralnego dress code’u jest taka, że w kościele więcej zasłaniamy niż odsłaniamy.
Kolejne modowe przykazanie dotyczy wszelkiej maści T-shirtów. Jeśli już decydujemy się na koszulkę z krótkim rękawem, to warto wcześniej sprawdzić, co oznacza napis, który się na niej znajduje. Jeśli jesteśmy na bakier z językami obcymi, tym bardziej nie ryzykowałabym krzykliwych koszulek, których napisy niekiedy mają podłoże seksualne. Nie ryzykujmy. Zresztą wiele T-shirtów nie ma napisów, a jedynie grafikę, wtedy już nie możemy tłumaczyć się brakiem znajomości języków obcych, bo trupia czaszka czy środkowy palec są symbolami znanymi raczej wszystkim.
Jeśli decydujemy się na dżinsy, to klasyczne i stonowane. Te z dziurami i krokiem po kolana zostawmy w szafie. Zadbajmy również o odpowiedni makijaż. Tu sprawdzi się zasada „mniej znaczy więcej”. Wieczorowy, mocny make-up pozostawmy jego przeznaczeniu – czyli wieczornym spotkaniom.
Przy okazji uroczystości takich jak: chrzty, śluby czy komunie obowiązuje strój elegancki i stonowany. W przypadku panów odpowiedni będzie garnitur w odcieniach granatu i szarości, czerń zarezerwowana jest na uroczystości pogrzebowe. Dla pań idealna będzie sukienka do kolan, zasłaniająca ramiona, garsonka lub spodnium. Panie mają zdecydowanie szerszą gamę kolorów do wyboru niż panowie. Sukienki z przezroczystych koronek rzecz jasna są nieodpowiednie, podobnie zresztą jak długie, balowe suknie. Pamiętajmy, że nie jesteśmy same w kościele i nasza obecność nie powinna nikogo rozpraszać, krępować poruszania się czy budzić niesmaku.
Pamiętajmy także o zapachach! O dbaniu o higienę nie muszę chyba wspominać, choć niestety zdarza mi się w kościele (i nie tylko tam) spotkać osoby obu płci, które mylą codzienną higienę z wylewaniem na siebie kilku litrów perfum. Jest to wyjątkowo uciążliwe, zwłaszcza w upalne dni. Sięgajmy raczej po delikatniejsze zapachy, świeżych i subtelnych, ciężkie  i duszne zostawmy sobie na chłodniejsze pory roku. Warto też pamiętać o biżuterii – nie róbmy z siebie bożonarodzeniowych choinek, zachowajmy umiar i smak. Jeśli już bardzo lubimy dużą, ekstrawagancką biżuterię, to w ostateczności niech tylko jeden z elementów wyróżnia się rozmiarem.
Niezależnie od rodzaju uroczystości kościelnej nigdy nie zapominajmy o odpowiednim obuwiu. Klapki, japonki, sportowe sandały, croksy – zostawmy na plażę lub na pływalnię. Czółenka, balerinki zakrywające palce będą zawsze odpowiednie, kilkunastocentymetrowe szpilki niech czekają w szafie na inne okazje. Dla panów w upalne dni świetną alternatywą dla butów garniturowych będą mokasyny.
Mam nadzieję, że powyższe rady pomogą nam przy doborze stroju do kościoła. Obecnie tak wiele jest pięknych, stonowanych strojów, że na pewno każda z nas będzie wyglądała w nich pięknie, w dodatku zostanie oceniona jako kobieta z klasą.
Niestety bardzo często uroczystości kościelne są okazją dla wielu pań, by po latach pokazać się rodzinie jako modelka z okładek pism modowych, a to najczęściej wróży katastrofę. Trzeba znać swoją wartość i na pewno nie budować jej wyzywającym strojem. Zwróćmy uwagę, że większość ikon stylu potrafiła zachować zdrowy rozsądek i wiedziała, co zasłonić, by stać się tajemniczą i zmysłową kobietą. Największymi ozdobami kobiety są jej urok osobisty, relacje z innymi i aura kobiecości, a tego nie zastąpią nam żadne ubrania.

Agata Dominik



„Pielgrzym” 2016, nr 16 (696), s. 26-27

Czyli o tym, jak się nie przebierać do kościoła. Dress code to zasady dotyczące odpowiedniego doboru stroju do miejsca i sytuacji. Warto zapoznać się z jego zasadami, ponieważ zbyt często jedyną kategorią, którą się posługujemy, jest osobisty gust, który niestety czasem nas zawodzi.