„Góry od zawsze fascynują ludzkiego ducha, tak dalece, że Biblia uważa je za uprzywilejowane miejsce spotkania z Bogiem”. Ta myśl Jana Pawła II przybiera niemal materialny kształt we włoskich Alpach, gdzie króluje Madonna della Corona w sanktuarium przytulonym do stromej skały.

Przy tej grocie dotykam najtrudniejszego dla mnie aktu wiary chrześcijańskiej. Bo wszystkie inne, łącznie ze Zmartwychwstaniem, są już tylko konsekwencją tego, co się tu wydarzyło. A co się tu wydarzyło? No właśnie. Tu się wydarzyło coś niepojętego. Bóg zechciał zejść na świat, zechciał przyjść na ziemię w sposób tak zwyczajny, że prawie niezauważalny.

Chociaż nie należał do grona dwunastu apostołów, w niczym nie przeszkadza to zaliczyć Barnaby do głównych głosicieli Dobrej Nowiny i mienić go apostołem.

Figurka Matki Bożej Aparecida ma zaledwie 40 centymetrów wysokości, a zbudowano dla niej największą świątynię tuż po bazylice watykańskiej. Znajduje się ona w odległości 4 godzin jazdy samochodem od Rio de Janeiro – niewiele to jak na odległości w tym kraju. Ale do Pani Brazylii przybywają pielgrzymi nie tylko drogą z Rio – ciągną ze wszystkich stron.

Clarus Mons czyli Jasna Góra to jedno z najbardziej znanych miejsc pielgrzymkowych świata (odwiedza je 4,5 mln pielgrzymów rocznie) i najważniejsze sanktuarium na ziemiach polskich.

Santa Maria Maggiore, czyli „Matka Boża Większa” - najstarsza i do dziś największa na świecie  (stąd owo Maggiore w jej tytule) świątynia poświęcona Bożej Rodzicielce.

Objawienia, jakich w 1061 roku dostąpiła Lady Richeldis de Faverches, wdowa mieszkająca na dworze w Walsingham, zapoczątkowały trwającą przez pięć wieków epokę maryjną na Wyspach Brytyjskich.

Tymi słowami można by określić pielgrzymkę. Dla laików bowiem pielgrzymowanie jest formą wędrownego obozu. Nie wchodzą w głębię tego niezwykłego religijnego doświadczenia, jakim są pielgrzymkowe rekolekcje w drodze. Pielgrzymów łączy droga, wysiłek, niekiedy pęcherze i bóle mięśni, ale nade wszystko cel – Jasna Góra, a na niej Matka.

Położone na wzgórzu miasteczko Loreto spogląda z zadumą w Morze Adriatyckie. To stamtąd przyszła jego sława i niezwykła godność.