Jest to katastrofa dla chrześcijan, jak i dla całej ludności syryjskiej. Już jest 100 000 ofiar śmiertelnych, milion uchodźców na zewnątrz kraju i trzy miliony osób wysiedlonych wewnątrz. Zaczyna wszystkiego brakować lub żywność, lekarstwa czy olej opałowy kupuje się za absurdalnie wysokie ceny.


Powróćmy jednak do Syrii. Nawet, jeśli mimo występującej homonimii nie ma żadnego związku między alawitami z Syrii będącymi sektą szyicką, a dynastią Alawitów w Maroku. Wszyscy ci, którzy mogli odwiedzić Syrię, mogą zaświadczyć o pięknie tego kraju oraz o serdecznym przyjęciu mieszkańców. Na Bliskim Wschodzie do chwili wybuchu wojny był to zresztą dla chrześcijan, którzy stanowili jeszcze 8% ludności, jeden z najbardziej gościnnych krajów. (...) Od razu zdecydowano, iż należy obalić reżim syryjski. Francja posłusznie poszła za tym ruchem, pomimo swoich obowiązków wynikających ze wspólnej historii, protektoratu z początku XX wieku oraz swej długiej tradycji chronienia chrześcijan ze Wschodu sięgającej czasów świętego Ludwika. Oczywiście, jest to dyktatura, ale nie wiedziałem, że nagle wypowiedzieliśmy wojnę wszystkim dyktaturom na planecie. (...)

Trzy teorie, będące kluczami, mogą pomóc w zrozumieniu tej pozornej jednomyślności zagranicy, wyjąwszy Rosję i Chiny, w podjęciu decyzji zrujnowania Syrii.

Po pierwsze. Istnieje izraelsko-amerykański plan przebudowy Bliskiego Wschodu. W celu położenia kresu państwom, które miałyby siłę oparcia się narzuconym im decyzjom – a na przykładzie Syrii dobrze widzimy, że państwa te zdolne są się opierać – plan polega na rozczłonkowaniu tych krajów, aby stworzyć z nich monoetniczne lub monoreligijne małe regiony: prowincję kurdyjską, region szyicki, strefę alawicką czy sunnicką… Te mikropaństwa nie miałyby, oczywiście, środków na utrzymywanie prawdziwej armii i w dziedzinie bezpieczeństwa byłyby uzależnione od Stanów Zjednoczonych: „Był Irak, a teraz zajmiemy się Syrią”.

Po drugie. W zaciekłej walce przeciwstawiającej sobie dzisiaj dwa główne odłamy islamu, sunnitów i szyitów, zniweczenie Syrii pozwala na rozbicie szyickiego łuku rozpoczynającego się w Iranie, a idącego aż do Libanu ze swoim Hezbollahem, potem przechodzącego przez Irak, gdzie większa część ludności jest szyicka, i Syrię, w której większa jej część jest oczywiście sunnicka, lecz gdzie aktualny reżim znajduje się w rękach alawitów będących sektą szyicką. Hojnie finansowana przez petromonarchie sunnickie z Półwyspu Arabskiego, na czele z Arabią Saudyjską i Katarem, syryjska rebelia złożona masowo z zagranicznych najemników dżihadyjstów pozwoliłaby tym sposobem wygrać decydujący trzon walki w tym zderzeniu.

Po trzecie. I to w sposób bardziej prozaiczny, powracamy ciągle do ropy naftowej! Mogłoby się wydawać, iż należące do Syrii rezerwy naftowe były niedoszacowane: miałyby być równoważne 2,5 miliarda baryłkom, co wynosi dużo więcej niż rezerwy otaczających krajów z wyjątkiem Iraku. Wydaje się także, iż decyzja Syrii przeciwstawiająca się tranzytowi na swoim terytorium rurociągów naftowych i gazociągów pochodzących z Półwyspu Arabskiego w kierunku Morza Śródziemnego na rynek europejski rozgniewała nieco wielkie zachodnie kompanie naftowe i de facto arabskie petromonarchie. Ta decyzja syryjska, prawdopodobnie zaaprobowana, aby nie rozgniewać swoich rosyjskich sojuszników, oznaczała po prostu wyrok śmierci: jeżeli na tym świecie ma się prawo być dyktatorem, to stanowczo nie można przeciwstawiać się panom nafty. Amerykanie zdają się zresztą być zdecydowani na zintensyfikowanie swojej pomocy rebelii, w tym także na bezpośrednią dostawę broni.

Marc Fromager / fragmenty


PRZEJDŹ DO KSIĘGARNI


„Pielgrzym” 2016, nr 18 (698), s. 33