W pielgrzymowaniu najbardziej pociąga mnie spotka­nie z Bogiem i z drugim człowiekiem. Ciągle próbuję zrozumieć działania i potrzeby innych ludzi, a pielgrzymka to na to idealny czas.


Kiedy przeszliśmy przez punkt graniczny i szliśmy w stronę Jerozolimy, był już wieczór. Przechodziliśmy obok przystanku autobusowego. Gdy zatrzymał się podmiejski autobus, postanowiliśmy wsiąść. Zanim wsiedliśmy, słyszeliśmy głośne rozmowy, gdy weszliśmy do środka nastała cisza. Rozejrzeliśmy się dookoła, byli tam sami Żydzi w swoich tradycyjnych strojach. Zaczęli nas obserwować. Gdy usiedliśmy na wolnych miejscach część ludzi zaczęła się przesiadać. Czuliśmy się bardzo źle i nieswojo. Na szczęście podróż nie trwała długo. Wróciliśmy do swoich pokoi. Na następny dzień zaplanowaliśmy zwiedzanie Jerozolimy. Na niedzielną mszę poszliśmy do Bazyliki Zmartwychwstania. Spotkaliśmy tam ojca Kazimierza, Polaka, który od kilku lat był już w Jerozolimie. Powiedzieliśmy o naszej pielgrzymce. Bardzo się ucieszył, skomentował to słowami, że spotkali się szaleńcy Pana Boga, i opowiedział nam, jak znalazł się w Ziemi Świętej. W roku jubileuszowym odbył pielgrzymkę autostopową z Polski do Ur Chaldejskiego w Iraku, do miejsca, z którego wyruszył Abraham. W drodze powrotnej pojechał do Jerozolimy, gdzie dowiedział się o możliwości służby w Bazylice Zmartwychwstania. I został. Dowiedzieliśmy się, że jest możliwość całonocnej adoracji i modlitwy w bazylice, która zamykana jest wieczorem i otwierana dopiero nad ranem. Zapisaliśmy się na taką modlitwę. Było to ważne doświadczenie. Mieliśmy całą noc, aby być przy grobie na Golgocie. Nikt nas nie popędzał. Następnego dnia poszliśmy na Górę Oliwną, w ogrodzie podziwialiśmy stare oliwki, które pamiętają czasy Jezusa i mogły być świadkami Jego modlitwy.

Stamtąd poszliśmy do kościoła Pater Noster, w którym w różnych językach zapisana była modlitwa Pańska, i jeszcze wyżej, na samą górę, gdzie jest miejsce wniebowstąpienia Jezusa. Tak minął kolejny dzień. Zrodziło się we mnie pragnienie, aby pobyć w samotności. Powiedziałem w myślach modlitwę, abym mógł usiąść gdzieś w spokoju na kamieniu i kontemplować ziemię, po której chodził sam Jezus. (...)

Chcieliśmy też zobaczyć inne miasta i ważne miejsca w Izraelu. Siostra Marianna poleciła nam przewodnika, z którym warto pojechać do Nazaretu i nad Jezioro Galilejskie. Poszliśmy do Betanii, gdzie Jezus wskrzesił Łazarza. Ku naszemu zdziwieniu – nasz przewodnik przyjął imię zakonne Eleazar, co znaczy właśnie Łazarz. Wesoły franciszkanin zgodził się na jeden dzień pojechać z nami na północ kraju, aby zobaczyć inne ważne miejsca. Wynajęliśmy taksówkę i ruszyliśmy w drogę. Mama wraz z panią Stasią zostały przez ojca nazwane terrorystkami różańcowymi. Poprosił, aby każdy, jeżeli ma taka potrzebę, modlił się w ciszy, a ojciec przez całą drogę opowiadał nam dowcipy. Byliśmy w takich miejscach, jak Kana Galilejska, Tabgha, Nazaret, Góra Błogosławieństw. W każdym miejscu tata czytał nam fragment z Pisma Świętego.

Teraz, kiedy czytam Biblię, wszystko jest mi bliże, przed oczyma mam konkretne miejsca. Wiem, jak wygląda Jezioro Galilejskie, na którym Jezus uspokoił burze. Potrafię wyobrazić sobie tłumy ludzi siedzących na polach, kiedy Jezus mówił kazanie na górze.

Dni mijały szybko. Postanowiłem, że nie wrócę z rodziną, potrzebowałem czasu dla siebie. Chciałem podsumować pielgrzymkę, ciągle jeszcze nie wiedziałem, jak i gdzie to zrobić.(...)

Pobyt w Jerozolimie przebiegał spokojnie, przede wszystkim mieliśmy czas, aby wszędzie pobyć i pomodlić się w spokoju, bez pośpiechu. Mieliśmy dużo czasu na rozmyślania.

Dominik Włoch / fragmenty


PRZEJDŹ DO KSIĘGARNI


„Pielgrzym” 2016, nr 17 (697), s. 33