Wchodzimy w ślepy zaułek uliczki obok katedry. W murze tuż przy zewnętrznych ścianach absydy otwarta brama kusi, żeby zobaczyć, co jest dalej...


Niespodzianka. Kryje się tam zarośnięty dziki ogród pełen drzew cytrynowych. W Cefalù, gdzie każdy metr powierzchni jest na wagę złota i wykorzystany na knajpki i sklepiki, znajdujemy wielką i pustą przestrzeń – rajski i tajemniczy ogród. Na gałęzi cytrynowego drzewa kołyszą się wielkie owoce i drewniana huśtawka. Nie jest jednak pusto. Patrzą na nas zdziwione oczy owiec z oklapłymi uszami, pobrzękującymi dzwonkami na szyjach. Z ogrodu jest wyjątkowy widok na zewnętrzne ściany absydy w postaci kompozycji łuków i szachownic, a na dachu obok kamiennych detali siedzą nieruchomo – jak kolejne rzeźby – wielkie morskie ptaki.
Niektóre saraceńskie kręte i wąskie uliczki Cefalù wyłączone są z ruchu. Czasem jest się zupełnie samemu, słychać jedynie odgłos dalekich kroków, a światło dnia odbijają wilgotne kamienne płyty uliczek. Wiele sklepików i kwater jest zamkniętych. Czekają na lato i klientów. Chyba tylko o tej nieturystycznej porze roku można zobaczyć zwykłych mieszkańców Cefalù – podczas wypoczynku i przy pracy. Rybaków łatających sieci w komórkach na parterach małych domków, w wąskich uliczkach zbiegających do portu przy piazza Marina. Na plaży stoją wyciągnięte na brzeg rybackie łodzie, a nad nimi wiszą i tulą się do siebie stare domki z okiennicami i balkonikami oraz z tarasami na dachach. Niedaleko z wiekowych żelaznych kranów w kształcie lwich główek ciągle leje się słodka woda do kamiennych basenów-kadzi. Podobno jeszcze niedawno korzystano z tej starej pralni (lavatoio), nazywanej też rzeką (u ciumi). Ciepłe światło żarówek oświetla i podkreśla łuki pomieszczenia, które tylko jedna ściana dzieli od zatoki i morskiej wody. Przez otwory co jakiś czas wpada fala, napełniając słoną wodą kamienne balie. Szum fal odbija się echem po sklepieniu. Nie ma tylko praczek, a zimne i czyste wody rzeczki Cefalino nadal płyną przez kolejne setki lat do morza. Można sprawdzić, czy aktualne są słowa dawnego poety Vincenza Auria z 1655 roku wyryte na tabliczce przy pralni:
To Cefalino,
Najzdrowszą jest z rzek,
Czystszą niż srebro,
Chłodniejszą niż śnieg.

Wędrując przez uliczki i zaułki, spoglądam w otwartą bramę, która mieści sklep z owocami. Zerkam na stos kolorowych pyszności i patrzę na sprzedawczynię, która jest niezwykła. Stara kobieta z długimi, opadającymi na ramiona jasnymi włosami stoi w świetle jaskrawo świecącej żarówki. Od razu myślę o kobietach z Opactwa Thelema sprzed niemal wieku, które miały jasne lub szkarłatne włosy. Jego założycielem w latach dwudziestych XX wieku był Alei ster Crowley – brytyjski mistyk, okultysta i alpinista. Nazywany Mistrzem Bestią z hasłem „czyń wedle swojej woli” wraz ze swoimi wyznawcami badał wpływ na umysł ludzki rytuałów i medytacji.
Kobieta w bramie stoi wyprostowana i zamyślona. Madonna czy szkarłatna dawna wyznawczyni mistyka? – przechodzi mi przez głowę. Nie znajduję jednak żadnych materialnych śladów opactwa podczas wizyty w Cefalù.
Dopiero po powrocie odnalazłam dom stanowiący siedzibę wyznawców sprzed blisko wieku w ofercie biura nieruchomości – na sprzedaż. Domek, dawne opactwo, stoi w ruinie wśród agaw i palm. Na kolejnych zdjęciach, na ścianach w zdewastowanych pokojach widać ślady rytualnych malowideł. Z rozmazanych fresków wyłaniają się dziwaczne twarze i napisy, które powstały ponoć podczas narkotycznych wizji. Nie znalazłam jednak informacji, jak wyglądały Szkarłatne Kobiety. Jak zakończyły się losy opactwa w północnej Afryce, dokąd się przeniosło, gdy Mussolini wypędził je z Cefalù. Dalsze losy Crowleya pozostają dla mnie nierozwiązaną zagadką tego miasteczka.

Ewa Cichocka / fragmenty



Kliknij w obrazek, aby powiększyć.
https://ksiegarnia.bernardinum.com.pl/pl/p/Sycylia-miedzy-niebem-a-morzem/904


„Pielgrzym” 2016, nr 16 (696), s. 33