Jerozolima jest niezwykła i wyjątkowa nie tylko dlatego, że jest Świętym Miastem, ale także dlatego, że jest jednocześnie Wschodem i Zachodem, Europą i Azją. Spotykają się tu ze sobą oko w oko wiek XIX z XXI, a przez głowy i serca jej mieszkańców przebiega granica w dramatyczny sposób oddzielająca dziś zachodni świat od świata islamu. Ale oprócz świętości, niezwykłości i magii jest przecież – równie godna uwagi – proza życia.

Zostaw telefon komórkowy, dokumenty, pieniądze i karty kredytowe. I idź. Chcesz jeść, pić – musisz żebrać. Chcesz przenocować – proś. Taką pielgrzymkę proponują mężczyznom jezuici. I jest coraz więcej chętnych.

Przed podróżą nasze życie było jednym wielkim wyścigiem. Mogłabym porównać nas do życiowych maratończyków. 5.30 pobudka. 6. szybkie śniadanie i wyjazd do szkoły. 7.30 praca. Wieczorem to samo: kolacja, lekcje i spać. Czasami dodatkowe zajęcia pozalekcyjne – angielski, pływalnia, tenis...

A co mi tam. Zaryzykuję. Przeglądając dziś wszelakie portale społecznościowe, w co drugiej rubryce poświęconej hobby znajdziemy „podróże”. Ludzie w podróży widzą wiele: wolność, szansę na przewietrzenie zmęczonego pracą umysłu. Dla jeszcze innych to sposób na odreagowanie. Czasem okazja do zarobienia dodatkowych pieniędzy. A czasem czysta pasja. Po prostu.

Spanie, jedzenie, gotowanie i nauka. Wszystko w jednym miejscu. Wszystko na kilku metrach kwadratowych przestrzeni. To kambuz, messa i koje. W języku lądowym: kuchnia, salon i sypialnie. A także biuro i pomieszczenie nawigacyjne. Funkcje zmieniają się w zależności od potrzeb. Pół roku na morzu. Pół roku na jachcie służącym za dom. W domu nieustannie poruszanym bujaniem fal.

Może zamiast szukać gdzieś daleko pomysłu na spędzenie kilku urlopowych dni, wybierzmy się za naszą wschodnią granicę, gdzie będziemy mogli odbyć przyspieszony kurs historii Rzeczpospolitej, poznać urocze zakątki przyrodnicze i nawiązać kontakt z dobrymi ludźmi.